PRZEPAŚĆ GŁĘBI













































































































Trailer.


Zdjęcia.






 

PRZEPAŚĆ GŁĘBI

"Przepaść głębi" to przedstawienie-instalacja wideo, dotykająca kwestii macierzyństwa, a raczej jego najbardziej dosadnego, fizycznego aspektu, samego porodu, a także lęków przed porodem, obaw okołoporodoywch i czasu bezpośrednio po nim, połogu i depresji poporodowych. Ten obszar kobiecego losu, który bywa nadal tabu i spychany jest często na margines dyskursu o macierzyństwie jako doświadczeniu wyłącznie podniosłym i pięknym stanowi dla wielu kobiet ekstremalne doświadczenie formacyjne. W "Przepaści głębi" zestawiamy ze sobą przeciwieństwa: cud życia, jakim jest poczęcie, ciąża i pojawienie się nowego istnienia z "piekłem macierzyństwa", bólem fizycznym, jego okrutną dosłownością oraz pełnymi obaw, niepewności i samotności cierpieniami psychicznymi przyszłych i młodych matek. Powstawaniu spektaklu towarzyszyły rozmowy z kobietami w różnym wieku o ich doświadczeniach okołoporodowych oraz obawach i stanach związanych z taką ewentualnością w przyszłości. Tytuł spektaklu nawiązuje do terminu psychoanalitycznego określanego jako "przepaść głębi" oznaczającego mroczny nastrój, w który zdarza się popadać ludziom tuż po tym, gdy wykonają krok, po którym nie ma już odwrotu.

Zamysł, reżyseria, scenografia: Marcin Herich

Scenariusz, choreografia: Marcin Herich i Monika Wachowicz

Realizacja wideo: Marcin Herich i Marlena Niestrój

W przedstawieniu wykorzystano amatorskie i instruktażowe filmy, zaczerpnięte z zasobów internetu oraz materiał wideo, przygotowany specjalnie do przedstawienia z udziałem 30 kobiet.

Występuje: Monika Wachowicz

Muzyka: fragmenty utworów Jana Sebastiana Bacha oraz zespołu Ulver

Czas trwania spektaklu: 40 minut

Premiera spektaklu odbyła się 13 czerwca 2014 roku w Kinoteatrze Rialto w Katowicach podczas 20. Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Perfromatywnych A Part.
Kolejne prezentacje miały miejsce rok później, podczas kolejnej edycji tej samej imprezy,
w czerwcu 2015 roku, także w Kinoteatrze Rialto.






OPINIE, REZCENZJE

Urodzeni mordercy
Marcin Herich i Monika Wachowicz zabili (we mnie) w widzu rzesze nienarodzonych, nawet jeszcze niespłodzonych dzieci. Po premierze ogarnęła (mnie) świadka przedstawienia PRZEPAŚĆ GŁĘBI. Dobra, koniec ukrywania. Ściągać literackie maski i majtki! Widok intymnego miejsca narodzin życia mnie nie zaskoczył. Znam je dobrze, stamtąd pochodzę i mam je nie tylko w pamięci (ciała) do dziś. Jako kobieta nie rozumiem zdziwienia rodzaju żeńskiego na widok swej immanentnej części - istoty, gdyż stan ten świadczy o braku świadomości siebie. Nie wiedząc, co się ma, nie wie się, co się traci, dlatego niektórzy nie stracili nic. Jak to się ma do mężczyzn, tego nie wiem. Ich doświadczenie przepaści głębi jest inne, jednak równie przepastne i głębokie. Dlaczego widok innej części ludzkiego ciała, na przykład wargi, tak nie zdumiewa jak wagina? Bo mówi coś innego, a inny często (nie)winny jest synonimem zboczonego. Najnowsze dzieło A Part utrzymane w estetyce Grzechu pierworodnego Alicji Żebrowskiej i tonie Jana Sebastiana Bacha robi wrażenie.
Agata Goraj, Portal Katowicki, 14 czerwca 2014

Ciało społeczne, ciało prywatne
"Przepaść głębi" w jakimś sensie wpisuje się w serię monodramów - to jakby równoległa do pełnoobsadowych projektów aktywność Marcina Hericha i Moniki Wachowicz, ale i strukturę monodramu przekracza, czy też - rozsadza dzięki użyciu formy wielogłosu. Dwa projektory wyświetlają na czarnym ekranie sceny porodów, są to materiały amatorskie i instruktażowe, porażające swoim weryzmem i naturalizmem. Trzecim projektorem jest aktorka, która - dla kontrastu minimalistycznie - artykułuje jakieś pojedyncze słowa, pojedyncze krzyki, w większości - nieme, wciela się w role kobiet, ucieleśnia ich nadzieje i rozczarowania, ale również wypowiada przez to własną kobiecość i fizyczność. Nie tylko projektuje ale i sama staje się ekranem - jak wtedy, gdy ustawia się na linii projekcji, przyjmuje na siebie obraz, pochłania go a jednocześnie sama, fizyczna i nietrasparentna rzuca cień na materiał wideo. Gdybyśmy chcieli w jakiś sposób uruchomić szkice Bellmera, oddać to sekretne wewnętrzne życie, rozczłonkowane i mnożące się, to lepiej tego nie udałoby się zrobić. To jest moment kulminacji spektaklu. Coś co przekracza jego społeczne i kulturowe odwołania (do tabu, mitu, do niedawnej, głośnej ale już zdyskredytowanej akcji "Spieszmy się rodzić dzieci", "Nie zdążyłam zostać mamą" - Herich ma genialne wyczucie czasu), coś bardzo somatycznego i mrocznego. Siła "Przepaści" tkwi właśnie w tej jednej genialnej intuicji (wyobraźni) wizualnej.
Radosław Kobierski, www.rueboutdumonde.blogspot.com, 12 czerwca 2015

Szkic o przepaści
Zaczęło się od ciszy i wąskiego strumienia światła. Wyobrażenie nieskończonego szczęścia kobiety, szczęścia po narodzinach dziecka.... Cud dopiero co narodzonego życia? Owszem, ale to chyba nie tak.
Zaczęło się od ciszy i wąskiego strumienia światła. Wyobrażenie nieskończonego szczęścia kobiety, szczęścia po narodzinach dziecka.... Cud dopiero co narodzonego życia? Owszem, ale to chyba nie tak. Trzeba zacząć od początku. Próbujemy wszyscy razem - widownia, skupiona w kilku rzędach krzeseł, od pierwszych sekund zaangażowana w monodram Moniki Wachowicz. I chociaż wypowiadanie się w liczbie mnogiej obarczone jest pewnym ryzykiem, w przypadku Przepaści głębi ten rodzaj przedziwnie wytworzonego porozumienia stał się dla niemal wszystkich obecnych faktem.
Z początku to, czego byliśmy świadkami, przypominało świadome, coraz bardziej wytężone próby pokonywania psychicznej bariery. Siłą gestów oraz plastycznością kobiecego ciała zobrazowany został konflikt formujący się w psychice po porodzie. To oczywiście jeden z możliwych scenariuszy. Sam zresztą temat (depresja poporodowa, owa Przepaść głębi uznana powszechnie w terminologii analitycznej) dopiero w ostatnich latach doczekał się stosownej uwagi, przyczyniając się do bardzo stopniowej, jednak zauważalnej demitologizacji macierzyństwa.
Ciało kobiety - rozpatrywane z różnorakich perspektyw jako konglomerat określonych funkcji i znaczeń - dla twórców spektaklu ważne jest nie tylko od strony macierzyństwa. Ważne jest również to, co dzieje się w samym jego środku, na granicy zjawisk możliwych do jednoznacznego zbadania i zinterpretowania. Taka jest właśnie psychika w momencie kluczowego doświadczenia, symbolicznego i faktycznego oddzielenia, gdy niemożliwym jest cofnięcie zaistniałych już zdarzeń.
W początkowej sekwencji spektaklu wymowna była iluzja prawdziwej głębi i bezsilności tworzącej się naokół, efekt uzyskany za pomocą zręcznego kontrastu ciemności i światła. To również próba wydobycia głosu, uwolnienia ciała z niewidzialnych okowów. Każdy ruch ciała, gest wychodzący od aktorki był wyrazisty i przemyślany. Z czasem wzmagał się zamierzony chaos i rozprężenie, stan całkowitej bezradności- moment graniczny pomiędzy szukaniem ostatniej metody, a gwałtowną ucieczką w przepaść.
Teatr A PART jest zresztą swego rodzaju trybuną ciała i wszelkiej ekspresji ruchu, gdzie punkt ciężkości prezentowanych zjawisk przypada na aspekt cielesno-wizualny. W tym teatrze prymat ciała nad słowem staje się faktem. Jest ono najbardziej wymownym i doskonałym przekaźnikiem dowolnej treści, a przy jego pomocy artyści A PARTU docierają w głąb ludzkich instynktów, w środek tajemnic jego egzystencji.
W "Przepaści głębi" podjęto się ukazania twardej rzeczywistości porodu, przy całym triumfie i wyjątkowości tego zjawiska. Równolegle zilustrowane zostało studium kobiecego cierpienia, nie mierzonego stricte fizyczną miarą. W spektaklu posłużono się symultanicznie wyświetlanymi obrazami, które z dużą wiernością relacjonowały na rozmaity sposób przebiegające porody. Niektóre filmy opatrzone suchym, analitycznym komentarzem lektora, "wzmocnione" poprzez niewielkie przesunięcia w wyświetlanej taśmie (efekt mnożącego się echa, nakładających się głosów) były tak naturalistyczne i miarodajne, że niewiele pozostawiały wyobraźni. Ciekawym efektem było naniesienie obrazu rodzącej kobiety na łono artystki. Taki zabieg odczytany może być jako metafora tworzącego się pomostu, wewnętrznego przymierza przedstawicielek płci żeńskiej.
Przez większy czas pierwszej projekcji wyczuwalny był pośród widowni rodzaj nerwowego napięcia, wywołany nieoczekiwanym zderzeniem z autentyczną fizjologią człowieka. Oglądane sceny były naturalistyczne, wyjęte z wszelkiej pozy, gładkiej formy. Jednak czy podobny film można podsumować jakimkolwiek komentarzem?
Monika Wachowicz i Marcin Herich, nie dyskutując z fizjologią ludzkiego ciała, w naturalistyczny sposób odsłaniają to, co w kulturze uznane jest za sferę tabu. Paradoksalnie pokazują równocześnie bardziej ludzki aspekt porodu, czego świadectwem jest film drugi, dający głos trzydziestu innym kobietom. W ascetycznej, przybrudzonej scenerii ukazywane postaci wydają się być niezwykle wyraziste i silne, chociaż w dosłownym znaczeniu nie pada z ich ust żadne ze słów. Może trochę szkoda, a może tak powinno być, gdy trudno przychodzi zwerbalizować skumulowane wewnątrz emocje. Jest natomiast muzyka (skandynawski zespół Ulver), wyraźnie intensyfikująca wymowę całego widowiska.
Kluczowym środkiem wyrazu całego przedstawienia jest niewątpliwie nagość - nie tylko jako element konieczny, egzemplifikujący instruktażowe filmy. W drugiej projekcji, podobnie jak w relacji aktor-widz, nagość opierała się na zasadzie wytworzonego zaufania, zawartej niepostrzeżenie umowy...
"Przepaść głęb"i to trzy lampy, kilka słów, dwa projektory i jedna osoba. Zaledwie półgodzinne przedstawienie wystarcza, by udowodnić, że pozorna głębia to pustka, która może znajdować się wszędzie.
Julia Kosmala, www.wywrota.pl, 15 lipca 2015