|
|
|
 |
|
KOBIETA TRZYDZIESTOLETNIA
Klepsydra to kameralny projekt sceniczny, zbiór
etiud teatralnych z pogranicza wizualnego teatru
ciała, gestu i emocji oraz teatru tańca. Spektakl
powstał w wyniku współpracy aktorki Moniki Wachowicz
i reżysera Marcina Hericha. Tytuł przedstawienia,
a także jego koncepcja
sceniczna i zarysowana w nim opowieść odnoszą się
do dwoistości znaczenia słowa "klepsydra"
oznaczającego z jednej strony zegar piaskowy będący
metaforą nieuchronnie upływającego życia, jak również
ogłoszenie żałobne. Przedstawienie jest swoistym rytuałem
żałobnym, ostatnim spotkaniem, tęsknotą, w którym Eros i Thanatos nierozerwalnie splatają się w jedno. W spektaklu można odnaleźć odniesienia do twórczości
Milana Kundery i Krzysztofa Kieślowskiego.
Projekt solowy w wykonaniu Moniki Wachowicz.
Reżyseria: Marcin Herich
Scenariusz, ruch sceniczny: Monika Wachowicz, Marcin
Herich
Muzyka: fragmenty kompozycji Archive oraz Keitha
Jarretta
Tekst: fragment wiersza Ryszarda Krynickiego "Kobieta
trzydziestoletnia"
Czas trwania: 40 minut
Premiera: 2007, Katowice
Spektakl został zrealizowany przy udziale środków
finansowych z budżetu Miasta Katowice oraz Samorządu
Województwa Śląskiego. Dziękujemy dyrekcji i pracownikom
Teatru Rozrywki w Chorzowie oraz Górnośląskiego
Centrum Kultury w Katowicach za życzliwość
i pomoc w realizacji przedsięwzięcia.
|
|
|
DOTYCHCZASOWE PREZENTACJE
*Górnośląskie Centrum Kultury (Katowice, premiera, 13.05.2007)
*Kinoteatr Rialto (Katowice, Międzynarodowy Festiwal Teatrów A Part,
16.06.2007)
*Zamek Olsztyński (Olsztyn, Olsztyńskie Lato Artystyczne, 16.08.2007)
*Klub Carpe Diem (Częstochowa, Festiwal Teatrów Ogródkowych, 19.08.2007)
*Teatro Scalpello (Fiorentino, San Marino, Theatre Festival Calanchi, 06.10.2007)
*Teatr Korez (Katowice, 18.10.2007, 19.03.2008)
*Studio BWA (Wrocław, 09-10.11.2007)
*Rybnickie Centrum Kultury (Rybnik, Nocne Prowokacje, 22.11.2007)
*Kinoteatr Rialto (Katowice, 15.12.2007, 02.11.2008)
*Teatr Mały (Tychy, 19.12.2007, 19.02.2008)
*Teatr Ósmego Dnia (Poznań, 28.03.2008)
*Dom Kultury (Gryfino, Festiwal Intymnych Form Artystycznych FIFArt, 12.04.2008)
*Centrum Kultury (Ostrów Wlkp, Festiwal Teatrów Niezależnych, 17.05.2008)
*Muzeu Etnografic (Cluj-Napoca, Rumunia, Festival MAN.In.FEST, 21-22.10.2008)
*Theaterlabor Bielefeld (Bielefeld, Niemcy, Theaterfestival 360°, 25.10.2008)
*Młodzieżowy Klub Twórczy Plama (Gdańsk, 17.11.2008)
*Bibliotheca Alexandrina (Alexandria, Egipt, Creative Forum, 08.02.2009)
*Teatr KTO (Kraków, 13.02.2009)
*Teatr Lalek (Mohylew, Białoruś, Forum Teatralne M.@RT.KONTAKT, 24.03.2009)
*Hala C (Praga, Czechy, Mezinarodni Festiwal Nulty Bod, 23.09.2009)
*Meteorit (Bratysława, Słowacja, International Arts Festival Meteorit, 13.10.2009)
*Piąty Teatr (Omsk, Rosja, Festival Youth Theatres of Russia, 29.10.2009)
*Teatr Praga (Warszawa, 27.01.2010)
*Centrum im. L. Zamenhofa (Białystok, 28.01.2010)
*Grodzki Dom Kultury (Gorzów Wielkopolski, 19.02.2010)
*Societatheater (Drezno, Niemcy, szene: Polen, 07.05.2010)
*Tiyatro Maan (Stambuł, Turcja, Integral Move Festival, 09.05.2010)
*Sala Studio (Arad, Rumunia, Underground Theatre Festival, 17.05.2010)
*Muzeum Okręgowe (Bydgoszcz, Przegląd Teatrów Offowych Akcja, 30.07.2010)
*Stara ProchOFFnia (Warszawa, Festiwal Lalka Też Człowiek, 13.11.2010)
*Klub Marchołt (Katowice, 13.12.2010)
*Kinoteatr Rialto (Katowice, Teatr A PART Festival, 10.02.2011)
*Klub Marchołt (Katowice, Międzynarodowy Festiwal A PART, 17.06.2011)
*St. Dominik (Zadar, Chorwacja, Festival of Contemporary Theatre, 13.08.2011)
*Theatre ROW (Nowy Jork, USA, United Solo Theatre Festival, 05.11.2011)
*Teatr Rozrywki (Chorzów, Teatr A PART Festival, 21.02.2012)
*Teatr Korez (Katowice, 15.03.2012)
*Pinceszínház (Budapest, Węgry, Międzynarodowy Festiwal Monodramu, 26.03.2012)
*Teatr Szwalnia (Łódź, 09.05.2012)
*Pozoriste lutaka Pinokio (Belgrad, Festival Monodrame i Pantomime, 06.07.2012)
*Town Hall Theatre (Galway, Colours Fringe Festival, 07.07.2012)
*Teatr Korez (Katowice, 12.11.2012)
*Teatr w Oknie (Gdańsk, 30.11.2013)
*Teatr A Part. Scena w budowie (Katowice, 19.01.2014)
*Dom Zdrojowy (Jastrzębie Zdrój, Festiwal Sztuk Wszelakich, 24.10.2014)
*Teatr Korez (Katowice, Metavera Art Festival, 06.11.2014)
*Palazzo Gambassi (Campsirago, Il Giardino delle Esperidi Festival, 21.06.2015)
RECENZJE
TEATR KOREZ - KATOWICE 2007
Ciało uwięzione w czasie
Zawsze bardzo sceptycznie odnoszę się do nagości na scenie, bynajmniej nie z powodu pruderii, tylko dlatego, że ostatnio coraz częściej stwierdzam z przykrością, że nagość w teatrze jest nieuzasadniona i ma jedynie za zadanie uatrakcyjnić marne przedstawienie. Początkowo myślałam, że z "Klepsydrą" będzie podobnie, ale na szczęście szybko przekonałam się, że nie miałam racji. Monika Wachowicz końcową sceną całkowicie przekonała mnie do swojej wizji artystycznej, poruszyła do głębi i wcisnęła w fotel tak, że po zejściu aktorki ze sceny, oklaski wydawały mi się zupełnie nie na miejscu. Bynajmniej nie dlatego, że artystka nie zasługiwała na wyrazy uznania, lecz dlatego, że zakłócały wytworzoną przez nią atmosferę i nie wyrażały w pełni emocji, jakie aktorka wywołała wśród publiczności.
Przedstawienie jest refleksją nad czasem, przemijaniem i nieuniknioną śmiercią. Nie do mnie należy tutaj interpretacja wszystkich rozwiązań scenicznych, zastosowanych w spektaklu, ale o niektórych chciałabym wspomnieć. Ważną rolę odgrywało ubranie. Kiedy Monika Wachowicz pojawia się na scenie, ma na sobie szpilki, męskie spodnie oraz koszulę. Po chwili zaczyna się rozbierać, ale okazuje się , że pod spodem ubrana jest jeszcze w bluzkę i spódnicę. Męskie części garderoby układa dokładnie i z czułością na podłodze. Mogą one symbolizować ukochana osobę, którą zabrała śmierć. Dla mnie jest to także metafora czegoś innego - kobieta żegna pewną cząstkę siebie, którą utraciła na zawsze. Pozbywa się swoich kolejnych warstw, które na niej narosły, aby na końcu przedstawienia pokazać nam całą prawdę o sobie.
Jakby się tak przyjrzeć temu bliżej, spektakl można potraktować jako studium kobiecości, uwarunkowania kobiety w kulturze, refleksję nad jej męskim i żeńskim pierwiastkiem. Kiedy aktorka pozbywa się reszty ubrań, jest to metafora jej powolnej śmierci - umiera nie tylko organizm, ale i dusza kobiety, a dusza kona w człowieku czasem o wiele wcześniej niż ciało. Artystka przez ostatnie kilkanaście minut pozostaje na scenie naga, ale nie pozwala nam patrzeć na siebie, jako na coś kuszącego i pociągającego. Ciało potraktowane zostało w sposób materialny, jako rzecz pozbawiona większej wartości. Wachowicz odsłania nam całą brutalność tej nagości, ułomność ludzkiego ciała, jego słabość, brzydotę oraz bezradność.
Dodatkowym czynnikiem poruszającym wyobraźnię publiczności, jest wypowiedziany przez artystkę krótki fragment wiersza Ryszarda Krynickiego pod tytułem "Kobieta trzydziestoletnia". Jest to bardzo osobiste wyznanie bólu i braku złudzeń. Kobiety cierpiącej i szukającej ukojenia w samobójczej śmierci.
Monika Wachowicz zagrała szczerze i prawdziwie. W swojej roli była bardzo wiarygodna. Ciężko jest się rozeznać, ile w tym wszystkim było fikcji, a ile osobistych przeżyć i doświadczeń aktorki.
Bliski kontakt z widownią nie pozwolił nam pozostać obojętnym i zdystansowanym wobec tego, co oglądaliśmy na scenie. Aktorka dokonała publicznego obnażenia nie tylko ciała, ale i ducha, a na to potrzeba wielkiej odwagi.
Barbara Wojnarowska, Dziennik Teatralny, 22 października 2007
GRYFIŃSKI DOM KULTURY - GRYFINO 2008
Odmierzenie cierpienia
"Klepsydra" to kameralny spektakl, studium cierpienia kobiety w formie teatru tańca, gestu i ciała. Poruszający projekt teatru A PART jest refleksją nad czasem, przemijaniem i nieuniknionym końcem, śmiercią.
"Klepsydra" to studium cierpienia w samotności. Kobieta przeżywa utratę mężczyzny. Kiedy pojawia się na scenie, ma męskie spodnie oraz koszulę. Po chwili rozbiera się i układa marynarkę i spodnie na ziemi. Ubrania stają się znakiem mężczyzny, którego nie ma. Aktorka wykonuje te same czynności, perfekcyjnie wykonuje każdy z ruchów. Wypełnia przestrzeń teatralną w takt muzyki, aby zapełnić pustkę, jaką tworzy samotność. Hipnotyzuje widzów gestem, mimiką i emocjami, które przedstawia. Ruch i emocje wyrażone przez ciało wyrażają więcej niż słowa.
Kobieta żegna uczucie, mężczyznę, który znikł z jej życia zabierając cząstkę jej samej. Pozbywa się ubrań dokonując emocjonalnego oczyszczenia z bólu. Ściąga z siebie ubrania jakby chciała się pozbyć ciężaru i bólu, który ją wypełnia. Ruchy i gesty są skomponowane z muzyką, która oddaje nastrój spektaklu. Aktorka rozbiera się w takt muzyki, odzierając się z ubrań powoli umiera. Samotność jest nie do zniesienia. Nie potrafi zapomnieć o mężczyźnie i bólu, który ją wypełnia. (..)
Monika Wachowicz poruszyła do głębi widzów. Jest wiarygodna i prawdziwa w cierpieniu, które przedstawia. Perfekcja artystki jest największym atutem spektaklu. Przedstawia swoim ciałem upływ czasu, który zabija uczucie oraz człowieka. Klepsydra odmierza czas, aktorka odmierza cierpienie i ból.
"Klepsydra" to znakomity spektakl wyrażający pustkę, której nie można wypełnić. Miłość kończy się jak życie. Śmierć, czy też utrata ukochanej osoby przynosi ból, którego nie można się pozbyć. Jest ciężarem, który trzeba nosić każdego dnia. Czas leczy rany, ale czy można zapomnieć?
Agnieszka Manowska , Dziennik Teatralny, 12 kwietnia 2008
OSTROWSKIE CENTRUM KULTURY - OSTRÓW WIELKOPOLSKI 2008
Kronika festiwalowa dzień po dniu
Ostatnie przedstawienie festiwalu pozostawiło widza w poruszeniu. Monodram "Klepsydra" Teatru A Part to studium ciała i żałoby. Oparty na ruchu i metaforach,
a w części także na słowie, spektakl był suitą etiud o bólu po stracie mężczyzny, o upływającym czasie i samotności. Zrzucając kolejne warstwy odzienia bohaterka ściągała z siebie to, co łączyło z tym, który był, tworząc rozbudowaną metaforę pożegnania i w jakimś sensie także opuszczania siebie. Recytowany już w nagości wiersz Krynickiego "Kobieta trzydziestoletnia" stanowił pointę monodramu.
(...), www.scenamysli.eu, nr 3/2008
Pod znakiem czasu i przestrzeni
Ostatnim spektaklem festiwalowym była "Klepsydra" w wykonaniu Teatru A Part. Obok przedstawienia prezentowanego na IX OFTeN nie sposób przejść obojętnie, ale opowieść o nim będzie zawsze niewystarczająca., ponieważ słowa nie są w stanie opisać emocji mu towarzyszących. Z całą pewnością był to spektakl o pustce i samotności, ale również o niemożności zrozumienia i o przeogromnym bólu, być może po utracie mężczyzny. Nagość aktorki dana widzom na bardzo długi czas była w tym wypadku jak najbardziej uzasadniona. Po zdjęciu najpierw męskiego ubrania, potem stroju kobiety, aktorka została ogołocona. Jej jestestwo było tylko maską, to forma wyznaczała tożsamość, gdy jej zabrakło, osiągnięcie pełni stało się niemożliwe, pozostała tylko wszechogarniająca pustka.
Zuzanna Mikołajczyk , Dziennik Teatralny, 20 maja 2008
MUZEU ETNOGRAFIC - CLUJ-NAPOCA (RUMUNIA) 2008
MAN.In.FEST! Dzień czwarty
Prezentacja spektaklu "Klepsydra" Teatru A PART w wykonaniu jednej aktorki Moniki Wachowicz w Muzeum Etnograficznym w Cluj-Napoca podczas Festiwalu MAN.In.FEST pozostawiła wiele silnych śladów w umysłach widzów. Rzadko ogląda się spektakl, który by tak doskonale funkcjonował i działał na widzów, abstrahując od wszelkich dyskusji na temat jego koncepcji lub tempa pokazu.
Mamy tu do czynienie - wreszcie - z opowieścią. Ukazana w nim historia to ciąg relacji między kobietą a mężczyzną, prowadzących do bolesnego końca. Na pustej scenie aktorka, ubrana początkowo w męskie ubranie w finale spektaklu powoli siada na podłodze naga, a zrzucony z siebie, ułożony na podłodze czarny ubiór staje się pustą formą po utraconym mężczyźnie. Mężczyzna umarł. W języku poslkim słowo "klepsydra" oznacza także "ogłoszenie żałobne". Pod presją pamięci aktorka wykonuje erotyczny rytuał wobec nieobecnego już mężczyzny. Poprzez iluzję, jaką stwarza sztuka, jej niemal prywatne gesty nie idą na marne i nabierają uniwersalnego znaczenia. Dopiero naga odzyskuje na powrót pełnię kobiecości.
Praktycznie wszystko, co sie rozgrywa na scenie, to delikatny rytuał samotności i ludzkiej bezradności. Część widzów była rozczarowana rytmem opowieści, zarzucając mu nadmierną płynność, prostotę i przewidywalność. Inni, jak ja, dała się mu całkowicie uwieźć widząc w poetyckości intymnych ruchów poruszającą interpretację ludzkich zachowań i perfekcję gestów. Spektakl po prostu bardzo mi się podobał, a zwłaszcza kilka efektów choreograficznych i wizualnych metafor (na przykład coraz szybsze przemieszczanie się aktorki na nogach w figurze zegara symbolizujące brutalny upływ czasu) oraz gra aktorki w połączeniu z muzyką. Towarzysząca przedstawieniu muzyka - nagranie improwizowanego koncertu jazzowego na fortepian - potęgowała siłę rozgrywającego się dramatu.
Przedstawienei otrzymało w 2008 roku w Polsce nagrodę jury Festiwalu Teatrów Niezależnych za"bezkompromisowość w ukazaniu pustki i samotności". Na festiwalu w Cluj-Napoca zasługuje na nagrodę za "pierwszy spektakl pokazany na festiwalu, w którym widziałem naprawdę działającą teatralną ekspresję"...
Florian-Rareş Tileagă, http://agenda.liternet.ro
Experience the Experimental
Solo Moniki Wachowicz w spektaklu zatytułowanym "Klepsydra" skupia się na przedstawieniu różnych form samotności. W końcowej fazie przedstawienia zbudowanego na bazie powolnych, uproszczonych ruchów i w minimalnym stopniu wykorzystującego dekorację i kostium, uwaga widza skupiona zostaje na wewnętrznych, duchowych drganiach. Tancerka polskiego Teatru A PART ma do dyspozycji zaledwie jedną koszulę męską i spodnie, aby opowiedzieć o odczuciach dojmującego braku i pustki. Jej taniec zawarł w sobie równocześnie pełne radości uczucie wolności i żałobę.
Musca Szabolcs, www.hamlet.ro, 8 listopada 2008
BIBLIOTEKA ALEKSANDRYJSKA - ALEKSANDRIA (EGIPT) 2009
Czekolada, klauni i plamy
W tym tygodniu opowiem Wam o spektaklach, które usuwają wszystkie wcześniejsze plamy, o fontannie, dwóch klaunach i nagiej tancerce, wszystkie trzy to skarby tegorocznego Forum i każdy z nich zaintrygował mnie i zachwycił.
(...) Odbiór "Klepsydry" polskiego Teatru A PART był równie emocjonujący, ale w zupełnie inny sposób. Zainspirowany przez poemat Ryszarda Krynickiego "Kobieta trzydziestoletnia", który był rozdawany przed wejściem do Galerii, a który został wyrecytowany przez polską aktorkę i tancerkę Monikę Wachowicz w finale przedstawienia, spektakl ten to taneczne i ruchowe poetyckie solo, opisujące udrękę, frustrację, złość i rozpacz wykorzystanej, oszukanej i przeraźliwie samotnej kobiety, która kończy swój spektakl słowami: "Moje unicestwienie spełnia się nieustannie, przyjaciół szukam odtąd jedynie wśród zmarłych, w sobie i wśród zapomnianych." Ubrana w prostą czarną koszulę z długimi rękawami i czarne spodnie Monika Wachowicz w pierwszej części spektaklu przemierzała przestrzeń sceny długimi, wymierzonymi krokami, od czasu do czasu przyspieszając, a także wyginała ciało maksymalnie do tyłu i opierając się na jednej ręce w pozycji poziomej obracała się wokół niej mocno tupiąc tak, że jej buty na wysokim obcasie koncentrowały uwagę widza na tym uporczywie powtarzającym się działaniu. Reszta spektaklu to akt stopniowego striptizu, w którym czarna koszula i spodnie zdjęte zostały jako pierwsze, potem znajdujące się pod nimi krótka spódniczka i bluzka, na końcu bielizna. Chociaż w trakcie tych czynności w ruchach tancerki nie pojawiło się nic stymulującego, ani tez niczego takiego nie sugerowała akompaniująca jej muzyka i chociaż jej chude i dziecinne ciało wydawało się przy tym słabe i patetycznie bezbronne - gdyż stopniowo pozbawiane było swej "ochronnej osłony" - dało się wyczuć budujące się na widowni napięcie i usłyszeć tłumione chichoty. Kiedy tancerka usiadła w milczeniu na krześle, na wprost publiczności i patrząc w zamyśleniu na czarną koszulę i spodnie, które wcześniej starannie ułożyła na podłodze w kształt leżącego na wznak mężczyzny, zaczęła zdejmować stanik, kilka osób przesunęło się do przodu na swoich krzesłach, kilka wstrzymało oddech, a pewna ilość głośno wyszła lub uciekła w popłochu. (...) Chociaż spektakl podobał mi się i był bardzo poruszający sam w sobie, to reakcja publiczności wprowadziła efekt jeszcze większego dramatyzmu, który wyraźnie przypomniał mi napięte emocje irańskiej publiczności w trakcie przedstawienia w Teheranie, kiedy peruka noszona przez jedną z aktorek osunęła się nieco, odsłaniając fragment jej prawdziwych włosów, zanim szybko ją poprawiła. Pisząc o tym incydencie z peruką kilka lat temu, stwierdziłam, że to przypadkowe wydarzenie było najbardziej odważnym eksperymentem podczas całego irańskiego festiwalu Al.-Fajir. (...) Jeśli chodzi o mnie, byłam zachwycona tym, że reżyser Marcin Herich zaszokował kilku oraz zakłopotał wielu. Uczucia tego rodzaju są tutaj rzadkie i byłam wdzięczna organizatorom festiwalu Creative Forum za odważny krok w stronę integracji artystycznej. Do tak śmiałego działania organizatorzy Międzynarodowego Festiwalu Teatru Eksperymentalnego w Kairze nigdy nie byliby zdolni. Kairski festiwal po prostu nigdy by "Klepsydry" nie zaprosił, albo mocno ją ocenzurował. A zatem kłaniam się nisko organizatorom aleksandryjskiego Forum.
Nehad Selaiha, Al-Ahram Weekly, 19-25 lutego 2009
TEATR KTO - KRAKÓW 2009
Taniec z pustymi rzeczami
Kobieta jest krucha, koszula jest za duża. Czarna, męska, prostego kroju, wymięta, do zakładania na co dzień. Gubią się w niej plecy, pachy, piersi kobiety, gubi się wszystko. Skóra szuka sukna, czeka na dotyk. Gdyby kobieta nie podwinęła rękawów - dłonie by zniknęły, niczym u stracha na wróble. Koszula jest za duża i za duże są czarne, męskie spodnie banalnego kroju, wytarte na kolanach, do chodzenia na co dzień. Tyle zostało. On pewnie lubił się tak ubierać... Zostało? Lubił? Czas przeszły? Dokonany? Skąd to wiem?
Gdy Monika Wachowicz okutana za dużymi czerniami weszła na scenę, by swą opowieść odtańczyć - skąd wziąłem pewność, że będzie to historia o utracie? Nie wiem. Zadziałał jeden jej gest, którego nie złapałem? Może pół kroku? Albo uśmiech dziwny, nikły, ledwo widoczny? Zapewne. I było wiadomo - jego już nie ma. Przestał kochać? Porzucił? Odszedł, zobojętniały? Być może. Ale wolę myśleć, że nie żyje. Nie ma go tak, że mocniej już nie można nie być. Co ma robić krucha kobieta? Zgubiona w pustych rzeczach po nim - tańczy. Skóra szuka sukna. Może stygną tam jeszcze resztki dawnego ciepła? Może ruch obudzi wyschły na wiór zapach jego wód kolońskich? Może coś się przypomni, gdy w tańcu szew liźnie ramię? ... Tyle zostaje do zrobienia - łudzić się, że można coś odzyskać.
Łudzi się krucha kobieta. Pląsa z rzeczami. Kto tak nie pląsał? Kto, z butem zmarłego w garści w pustym pokoju stojąc nocą, nie próbował marnymi podrygami wydusić z siebie, jakby rzekł poeta, "nikłego uśmiechu"? (...)
Krucha kobieta nie chce bezruchu. Gdyby była poetką - napisałaby wiersz. Nie jest. Tańczy. W głośnikach nuty Archive i Keitha Jarretta. Scena pusta - nie mogło być inaczej. Tylko krzesło z tyłu sceny. Tańczy kobieta. Coś przecież trzeba było zrobić z niedopalonym Przednim Macedońskim - coś trzeba teraz zrobić z opuszczonymi rzeczami. Tańczy, czeka na liźnięcie szwu, rozbiera się wolno... Tak, 40-minutowy seans Wachowicz to striptiz, tyle że nie ma on w sobie nic z mięsistej toporności kolebiących się w klubach Go-Go cielsk, ani nawet nic z pamiętnych wyczynów artystek od dawno już martwego dancingu w "Warszawiance".
Ani Go-Go, ani "Warszawianka", ani też śladu epatowania odwiecznym obrazem - zwarciem Tanatosa z Erosem. Dajcie spokój! W tanecznym monodramie Wachowicz są same nieuchwytności, tylko filigranowe gesty, żadnych jednoznaczności nachalnych. Krucha kobieta wie, że na popiołach trzeba tańczyć szeptem. Właśnie tak zdejmuje za dużą koszulę, tak wyjmuje nogi zza dużych nogawek, i tak - szeptem palców - odrzuci kusą spódniczkę, małą koszulinę, pończochy o koronkowych wykończeniach, biustonosz, majtki wreszcie. Zostanie naga. Tak. Z niewidzialnym, świeżym śladem szwu jego koszuli na skórze ramienia. Ale to za chwilę.
Na razie zdejmuje z siebie puste rzeczy po nim i układa z nich na scenie płaską postać. Niemożliwie delikatnym gestem podnosi czarny mankiet, trze go palcami, wącha, odkłada. I wtedy - nikły uśmiech, tylko przez sekundę, gdzieś między okiem a kątem warg. To wszystko. I tyle niech wystarczy. Mniej więcej tak właśnie brzmi każda z 40 minut striptizu kruchej kobiety. (...)
Paweł Głowacki, Dziennik Polski, 17 lutego 2009
CENTRUM IM. L. ZAMENHOFA - BIAŁYSTOK 2010
Ciało uwięzione we wspomnieniach
Nie jestem przeciwnikiem nagości w teatrze, jednak trzeba sporych umiejętności reżyserskich by móc dobrze się nią posługiwać. Muszę przyznać, że Herichowi udało się to niemalże perfekcyjnie. Istotą "Klepsydry" jest pokazanie świata wspomnień, tęsknot, rozpaczy po utraconej osobie. Bohaterem jest kobieta, narzędziem jej ciało w ruchu którego nie zastąpi żadne słowo. Reżyser sam mówi, że tematem działalności teatru są rzeczy, których nie da się wyartykułować, dlatego też woli użyć komunikatu jakim jest gest czy mimika. Uwierzcie mi, że czyni to nie bez uzasadnienia. Taniec w połączeniu z nostalgiczną muzyką Keitha Jarretta i Archive uderza w emocje jak mało co.
Zaraz po wejściu na przygotowaną przez Centrum Zamenhofa salę miało się wrażenie jakby wszyscy byli zawieszeni w oczekiwaniu na coś niezwykłego. To był ten rodzaj sytuacji, w której obserwując zdarzenie patrzy się ukradkiem na innych, by znaleźć potwierdzenie słuszności swojego zachowania. Nie było przygaszonych świateł, cienia, rekwizytów, za którymi mogłaby się ukryć obnażona kobieta. Jedynie męska koszula i wyłąniająca się spod niej kobiecość, zbyt szerokie spodnie ukrywające sukienkę. Wszystko niszczone w miarę upływającego czasu.
"Klepsydra" to podróż po nieopisanej stracie, to zrywanie z siebie kawałków wspomnień, które niegdyś wypełniały każdy kształt. Opowieść jest tym dotkliwsza bo dotyczy lub będzie dotyczyć każdego z nas. Sztuka atakuje nas przytłaczającą dawką bezsilności, rezygnacji i smutku, wciąż autentycznego na twarzy aktorki mimo ponad dwuletniego stażu przedstawienia. Ogromna doza wrażliwości w gestach Moniki Wachowicz, która tylko raz zabiera głos słowami Ryszarda Krynickiego. (...)
Piotr Barański, www.madeinbialystok.com, 31 stycznia 2010
KINOTEATR RIALTO - KATOWICE 2011
Śmierć za życia
Przez palce przesypuje się piasek - symbol mijającego czasu. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, że każdą sekundą swego życia coraz bardziej zbliża się do śmierci. Początkowo śmierć jest daleka, właściwie nierealna. Potem następuje przełom - cały świat się zmienia. Śmierć dopada swą ofiarę znienacka i pastwi się nad nią bez litości. Umieranie nie jest wcale szybkie i bezbolesne - umiera się stopniowo, coraz bardziej zagłębiając się w pustce, jaka pojawia się po dawnym życiu
"Klepsydra" pozostawia w świadomości widza niewyobrażalny smutek. Tragedia, jaka odgrywa się na jego oczach jest tym straszniejsza, bo bardzo realna. Jest oto kobieta, która szła przez życie u boku ukochanego mężczyzny. Wraz z nim przeżywała chwile smutku i radości. Nagle on odszedł - nie wiadomo dokładnie, co się z nim stało, ale to jest nieważne, ponieważ najważniejsze jest to, co jego odejście zrobiło z kobietą. W jej duszy powstała dziura, której nie dało się w żaden sposób załatać. Bohaterka próbowała żyć dalej, jakby nic się nie stało, jednak pustka zajmująca miejsce, w którym dawniej było serce, okazała się zbyt głęboka.
Cała ta historia, jest tym bardziej poruszająca, że przedstawiona została za pomocą gestów i emocji, jakie można było odczytać z oczu bohaterki. Kobieta odezwała się tylko raz. Wygłosiła fragment wiersza Ryszarda Krynickiego "Kobieta trzydziestoletnia". Były to słowa przerażające, ponieważ można z nich było odczytać tylko jedno - całkowitą rezygnację z życia. Ona się poddała. Nie mogła poradzić sobie z samotnością, na którą sama się zdecydowała. Po odejściu ukochanego nie potrafiła też nikomu zaufać, a co za tym idzie nikogo nie dopuściła do siebie tak blisko, by pomógł jej wypełnić odczuwaną pustkę.
Cóż może być gorszego niż umrzeć za życia? Wygląda na to, że nic.
O pustce widz dowiaduje się stopniowo. Bohaterka odkrywa przed nim tajemnicę swej duszy, zrzucając kolejne elementy garderoby. W końcu staje przed nim naga i całkowicie bezbronna. Nie jest to jednak zwykła nagość, ale nadnagość (jak mogłaby to ująć Urszula Kozioł) - zrzucić ubranie to nie sztuka, sztuką staje się to w momencie, gdy symbolizuje odarcie duszy z wszelkich warstw, które miały ją chronić przed światem. To dusza odgrywa tu rolę główną, ciało natomiast zostało potraktowane przedmiotowo - jak nic niewarty pojemnik do przechowywania wyjątkowego skarbu.
Nad stworzeniem "Klepsydry" pracowały dwie osoby: Marcin Herich i Monika Wachowicz. Aktorka i reżyser musieli sobie całkowicie zaufać, ponieważ spektakl nie należy do łatwych i przyjemnych. To, czego dokonali jest niesamowite - atmosfera, jaka powstaje podczas przedstawienia zapiera dech w piersiach. Kiedy aktorka wychodzi z sali, widzowie czekają na jakiś ciąg dalszy - zdążyli się już bowiem zżyć z bohaterką, a jej cierpienie przez moment stało się ich cierpieniem - trudno więc rozstać się, ot tak.
Joanna Garbarczyk, Dziennik Teatralny, 12 lutego 2011
Ciało, dusza, czas i pustka
Klepsydra to zegar piaskowy, przyrząd mierzący upływający czas. To także ogłoszenie żałobne. Wreszcie, to tytuł projektu scenicznego Teatru A PART, w którym oba te znaczenia zostają połączone. Gdzie życie, zmieniający je czas, a także śmierć przenikają się ze sobą, uzupełniają, po których pozostaje pustka.
Niebezpieczeństwem w przypadku monodramów jest albo wiejąca ze sceny nuda, albo nadmierne starania aktora, by w nią nie popadli widzowie. Występująca w "Klepsydrze" Monika Wachowicz znalazła się w tym doskonałym środku, w którym nie było miejsca na odpoczynek, złapanie oddechu, patrzenie na zegarek czy nawet odwrócenie wzroku. Jej gra, obejmująca teatr ciała, gestu i emocji, uwodziła i hipnotyzowała, przenikała do głębi. Mająca do dyspozycji kilka metrów kwadratowych białego płótna i krzesło, ukazała niedoskonałe ciało, które narzuca ograniczenia. Potykając się o własne nogi, bohaterka nie potrafiła wstać, iść, wykonać podstawowych cielesnych czynności. Zabiegi te wplecione zostały w swoisty teatr tańca do fragmentów kompozycji muzycznych Archive oraz Keitha Jarretta.
Ale choć bohaterka, poprzez symboliczny pogrzeb czarnej koszuli i spodni, pozbyła się ograniczającego ciała, to nadal nie czuła się wyzwolona. Powtarzała wykonywane wcześniej gesty, mocowała się sama ze sobą. Pozbywanie się kolejnych więzów nie było łatwym zadaniem. Pończochy kneblowały usta i dłonie, należało zrzucić z siebie wszelkie ograniczenia, pogrzebać ciało, na które nałożono ciasne konwencje i tabu. Rytualny mord dokonał się poprzez pociągnięcie czerwoną szminką po szyi. Obrzęd pogrzebowy dopełniony został dokładnym ułożeniem owej koszuli i spodni. Pozostała czysta dusza, której wyrazem stało się nagie ciało aktorki. Wyzwolona z ciasnego kombinezonu okazała się jednak pusta, bez wyrazu.
Po raz pierwszy padły słowa, będące fragmentem wiersza Ryszarda Krynickiego "Kobieta trzydziestoletnia". Pojawiają się w nich dzieci wkładające ręce pod spódniczki i starcy obmacujący kobiety. Dla jednych i drugich kluczową rolę odgrywa cielesność. A ona, owa kobieta trzydziestoletnia, szuka miłości, a znajduje rozczarowanie. Poszukuje przyjaciół, ale tylko wśród zmarłych. Nie ma nic, otacza ją pustka, nicość. Tytułowe trzydzieści lat sytuuje bohaterkę jedynie pomiędzy starcami i dziećmi. Nie kładzie akcentu na wiek, będący przecież pełnią życia. Nie może go kłaść, gdyż nie ma żadnej pełni w życiu pozbawionym miłości, przyjaźni i wszelkich wartości. Jedynym wyzwoleniem zdaje się być śmierć.
Nagość aktorki pełna była subtelności i smutku. Jej powolne gesty wodziły za sobą wzrok widzów, nic nie umknęło uwadze. Wszystkim jej zabiegom towarzyszyła delikatna muzyka i sączące się z góry światło. W jednej tylko scenie, w której bohaterka uczyniła ze swoich nóg wskazówki zegara, gwałtownie przesuwające się po podłodze, uruchomione zostały agresywne, niebieskie syreny i ciężka gitarowa muzyka. Upływ czasu zasugerowano także poprzez wysypujący się z dłoni bohaterki piasek.
Katarzyna Głowacka, Teatralia, 12 lutego 2011

Zdjęcie: Małgorzata Wachowicz.
|