Trzy Cztery

Przedstawienie sceniczne

TRZY CZTERY to ciąg ruchowych i wizualnych fantasmagorii na cztery performerki i ich ciała, ruch, przestrzeń, dźwięk i światło. Tematem spektaklu jest kobiecość, przedstawiona jako połączenie tego, co wywiedzione z mitów, kulturowe i wyobrażone z tym, co współczesne, realne i ludzkie. „Trzy Cztery” jest trzecią część cyklu „4”, po powstałych wcześnie przedstawieniach „Cztery” (2018) i „Four More” (2021).

Każde z przedstawień cyklu odnosi się do znaczeń i meta-znaczeń liczby cztery oraz związanych z nią motywów i opozycji: ciało-duchowość, ciepło-chłód, natura-kultura, biologia-materia nieożywiona, piękno-brzydota, stereotyp/przesąd- prawda, uczucia/emocje-intelekt.

Każde z przedstawień cyklu to autonomiczny seans wizualny, ruchowy rytuał i równocześnie egzystencjalny esej sceniczny o ludzkiej fizyczności, kruchości i sile, kobiecości i różnorakim rozumieniu piękna, seksualności i sensualności, przemijaniu i śmiertelności. W centrum zainteresowania twórców jest ciało, jego motoryka i estetyka, w czasie i w przestrzeni, w kontekście innych ciał i wobec samego siebie, jego możliwości i ograniczeń.

W każdym z przedstawień nagie ciała performerek konfrontowane są z metalem. Za partnerów, oprócz siebie nawzajem, służą im metalowe/stalowe formy, stanowiące główny element scenografii i rekwizyt. W „Cztery” są to wentylatory, w „Four More” blachy, w „Trzy Cztery” drabiny przegubowe.

Tytuł spektaklu „Trzy Cztery” niczego nie wyjaśnia i nie obiecuje. Odnosi nas do rytmu, którym chwilami tętni spektakl, a także do znaczenia wspólnego rozpoczynania i działania na „raz”, jak w wielu momentach synchronicznych kompozycji ruchowych. „Trzy Cztery”, ów krótki, kategoryczny sygnał do rozpoczęcia, do startu zdaje się skrywać w sobie także niepokój, obawę, co jest spójne z warstwą emocjonalną spektaklu. Jak również odniesienia eschatologiczne, obietnicę równie rychłego i gwałtownego jak początek końca. Odnosi nas też do symboliki liczb 3 i 4.

Liczba 3 zgodnie z tradycją numerologiczną jest liczbą sfery ducha, a więc tego, co wywiedzione z materii, z ciała, ale należy do świata niematerialnego, jak emocje i myśli oraz ich twory czyli kultura i metafizyka. Te zaś utrwala i uprzedmiotawia kultura materialna i sztuka. Liczbę 4 wiąże się z tym, co materialne, fizyczne, jak ludzkie ciało i szerzej, biologia, natura, cała materia ożywiona i nieożywiona. Stanowi zaś pośrednio i bezpośrednio źródło kultury i metafizyki. Obie sfery, pozornie przeciwstawne, przenikają się i dopełniają. Pełnię symbolizuje suma obu liczb czyli 7.

Konotacje te mają w przedstawieniu oczywiście wymiar nie hermeneutyczny i intelektualny, ale estetyczny i emocjonalny, dryfując ku abstrakcji, dając pierwszeństwo artystycznej i emotywnej stronie przekazu teatralnego i kompozycji. Pod powierzchnią formy przenika go jednak dyskretna nić znaczeń.

 

Fouries

Na pewnym etapie naszej pracy przedstawienie miało nosić tytuł „Fouries”. Tak się nie stało – choć byliśmy od takiej decyzji blisko – z kilku powodów. Po pierwsze z obawy, że bez dodatkowego kontekstu tytuł ten będzie zwodził lub/i oznaczał niewiele. Po drugie, ze względu na wątpliwości, czy aby  nie tkwi w nim oczywista, a niezauważalna już dla nas, pretensjonalności. Po trzecie i nade wszystko ze względu na fakt panującej od jakiegoś czasu mody na motyw „furii” i „erynii” w kulturze i popkulturze (m. in. powieść „Łaskawe” J. Littella i jej liczne teatralne adaptacje, spektakl „III Furie” Teatru im. H. Modrzejewskiej w Legnicy, polski serial „Furie”).

Z drugiej strony przebieg naszej pracy, dotykane przez nas wątki i tematy oraz ujawniające się w jej trakcie sensy i asocjacje pchały nas do niego intuicyjnie, kategorycznie i nieubłaganie. Dlatego też dzielimy się tą inspiracją tutaj, w palimpseście, choć spektakl nosi ostatecznie tytuł, który towarzyszył nam od początku i pozostał nim aż do końca. Ślady owej inspiracji pozostały jednak mocno zakorzenione w materii i sensach spektaklu.

Choć angielskie słowo „fouries” można tłumaczyć po prostu jako „czwórki”, to w istocie jest zabawą słowotwórczą, połączeniem dwóch słów i ich znaczeń: „furies” (furie, starożytne bóstwa ziemi i podziemi, uosobienie sprawiedliwej złości) i „four” czyli cztery.

„Fouries” brzmi łagodniej niż polskie „furie” lub angielskie i francuskie „furies”, gdzie złowroga, gwałtowna „furia” wysuwa się na pierwszy i najważniejszy plan. I słusznie, bowiem spektakl nie traktuje o wściekłości i jej konsekwencjach, ale o kobiecości i szerzej człowieczeństwie jako połączeniu przeciwstawnych stanów, emocji  i porywów, także gwałtowanych, ale stanowiących złożoną całość. Jest egzemplifikacją nierozerwalnego związku pozornych antynomii: kruchości, delikatności, uległości oraz niezłomności i siły.

Mitologiczne Furie były trzy, przedstawiano je zaś jako nieustępliwe, uskrzydlone kobiece maszkary o nadludzkich przymiotach. Nasze furie są cztery i są po ludzku piękne. Ich „superbohaterstwo” bierze się nie z boskiej magii, ale z kobiecości, ich boskiego człowieczeństwa, z trudu istnienia. A także magii teatru. Podobnie jak mitologiczne Furie, egzystują na styku świata ducha i emocji (metafizyka, kultura) i świata przyrody (świat fizyczny, natura). Na styku ziemi i podziemia, na wątłej granicy życia i śmierci.  I choć mogą wydawać się „łaskawe” i „życzliwe”, bo także takie są w istocie, to przecież czai się w każdej z nich uśpiona „furia”.

Furie – w mitologii rzymskiej bóstwa chtoniczne (kobiece bóstwa przyrody, władające sferą ziemską, bóstwa ciemności i śmierci oraz ziemi i jej płodności). Demony świata podziemnego, wzorowane na podobnych bóstwach etruskich. Z czasem utożsamione z greckimi boginiami zemsty, Eryniami.
Za: Wikipedia

Erynie – w mitologii greckiej boginie i uosobienia zemsty (kary, gniewu) za wszelką nieprawość. Zrodziły się ze spadłej na Gaję (ziemię) krwi wykastrowanego Uranosa (niebo). Zamieszkiwały Ereb (ciemności podziemia). Starożytni unikali słowa „erynie”, z obawy, aby ich nie przywołać. Nazywano je więc „Czcigodnymi” (Semnaj), a także „Klątwami” (Araj). Stanowiły personifikację wyrzutów sumienia po złamaniu tabu. Po tym, jak Atena ułaskawiła Orestesa ściganego przez Erynie za matkobójstwo i zaprzestały pogoni, nazywano je także „Łaskawymi” (Eumenides).
Za: Wikipedia

 

Scenariusz, reżyseria, choreografia: Marcin Herich
Współpraca choreograficzna: zespół
Występują: Alina Bachara, Zuzanna Łapka, Krystyna Szymura (Marta Zielonka), Karolina Wosz
Muzyka: Barbara Strozzi, Fetisch Park, Gas, Kato Hideki, Mr Geoffrey & JD Franzke, Paul Schütze, Social Interiors

Czas trwania spektaklu: 45 minut

 

TRIGGER WARNINGS
Ostrzeżenie dotyczące treści i wykorzystanych środków.

W przedstawieniu pojawia się pełna nagość, dym, migające światła oraz głośna muzyka.

 

PREZENTACJE

  • 17, 18, 19 lutego 2023 (Katowice, Scena/Atelier Teatru A Part, premiera);
  • 22, 23 czerwca 2023 (Katowice, Scena/Atelier Teatru A Part, Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part);
  • 3 września 2023 (Katowice, Scena/Atelier Teatru A Part);
  • 9 października 2023 (Katowice, Scena/Atelier Teatru A Part);
  • 29 października 2023 (Katowice, Scena/Atelier Teatru A Part);
  • 11 listopada 2023 (Katowice, Scena/Atelier Teatru A Part);
  • 2 marca 2024 (Katowice, Scena/Atelier Teatru A Part);
  • 23 listopada 2024 (Kraków, Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora Cricoteca, Perfroming Poland)
  • 11 grudnia 2024 (Katowice, Scena/Atelier Teatru A Part);
  • 12 stycznia 2025 (Katowice, Scena/Atelier Teatru A Part)
  • 19 października 2025 (Katowice, Scena/Atelier Teatru A Part)

 

RECENZJE

Iluzje, granice, partycypacje
„Trzy Cztery” – trzecia część pomyślanego na kwadryptyk dzieła scenicznego. W 2018 roku A Part wespół z Teatrem Amareya zrealizował „Czwórkę”, dwa lata temu dodał „Four More”. Oba przedstawienia odwoływały się do symboli, ikonografii, znaczenia liczb (w kulturze europejskiej, semickiej czy azjatyckiej), badały wątki antyczne i współczesne, przede wszystkim jednak opowiadały historie ciała i kobiecości. „Four More” jak i „Trzy Cztery”  to bezsłowne ciągi kompozycji, następujących po sobie niczym slajdy (historie ciał biegną nielinearnie, ale czas ma oczywiście ogromne znaczenie, ponieważ ciała widzimy w czasie). Ogromny zegar – instalacja złożona z drabiny i kobiecego ciała, z materii trwałej i kruchej, zwalnia i przyspiesza, ruszamy w krótką, sceniczną podróż po 2 tysiącach lat cywilizacji, od antyku, jego obrazów i mitów przez lata 50 i 60 (również z ich ikonografią – dobrobytu powojennego w cieniu lęków przed zagładą atomową) do współczesności, jej rytmów i symboli (kapitalizm i jego iluzje wolności). Herich wymyślił wielofunkcyjny rekwizyt (drabina), pomyślany zarówno jako metafora (emancypacyjna), jak i narządzie, dzięki któremu może zmieniać formy i konfiguracje, wytwarzać w sposób minimalistyczny konkretną scenografię. Liczba metamorfoz/przetworzeń jest oczywiście ograniczona, ale przecież nie chodziło w „Trzy Cztery” o to, żeby je wszystkie wykorzystać. Dodatkowym atutem tego pomysłu był uzyskany dzięki niemu kontrast. Zimna stal i ciepło ciała. Trwałość i twardość oraz miękkość i kruchość, kontrast również na poziomie gender. Wszak drabina przynależy raczej do świata męskiego, nie kobiecego. W spektaklu Teatru A Part jej operatorem jest wyłącznie kobieta. I to kobieta przetwarza świat za jej pomocą.
Radek Kobierski, www.miasto-ogrodow.eu, 07.2023

Rozkosz i udręka
Zdecydowanie najbardziej estetycznym – w klasycznym rozumieniu tego słowa – wydarzeniem festiwalu było przedstawienie fizyczne i wizualne „Trzy Cztery” w reżyserii Marcina Hericha, stanowiące studium kobiecości – jej delikatności i siły, bierności i aktywności, cielesności i duchowości. Podczas spektaklu cztery nagie aktorki (Alina Bachara, Zuzanna Łapka, Karolina Wosz, Marta Zielonka) odgrywały skomplikowaną choreografię na drabinach, w kabinach prysznicowych czy po prostu na podłodze. Mimo że różniły się typami urody i sylwetek, wszystkie mieściły się we współczesnym kanonie piękna, zaś patrzenie, jak ich ciała – w połączeniu z grą świateł i cieni oraz muzyką – poruszają się w zmiennej dynamice, kazało myśleć o fizyczności, a zwłaszcza o seksualności z zachwytem i tęsknotą.
Weronika Górska, www.miasto-ogrodow.eu, 07.2023

Popęd życia, popęd śmierci
Spektakl „Trzy Cztery” jest napisany w języku wieloznacznym. Nie ma słów, ani scenografii (poza rekwizytami-obiektami i światłem), ani wyraźnych sugestii. Jest to spektakl wielce surowy – występujące materie to: nagie ciała, drabiny, folia. I nic więcej.
Cztery nagie kobiece ciała, w dużej mierze w zrytmizowanych wzajemnie ruchach, wykonywały akt performatywny składający się z ruchów, gestów, figur (splatając się wzajemnie). Przez większość aktu działały wobec drabin (również było ich cztery) stalowych, ciężkich i jakby też nagich.
Polem do interpretacji staje się w dużej mierze sama materia: ciała, metalu, folii, oraz to, co prezentowały za swoim pośrednictwem materie żywe i jak wobec siebie umiejscawiały te nieożywione. Cała atmosfera spektaklu, od uprzednio wymienionych przeze mnie aspektów zaczynając, przez pustkę, w której człowiek: kobieta x 4 się znajduje, po fakt, że drabiny, z którymi zmagały się performerki były stalowe i realnie ciężkie (co sprawia, że jest to spektakl ciążący mocno w stronę sztuki performans) ma wydźwięk egzystencjalny. I stąd moje pierwsze skojarzenie: antagonizm biofilia-nekrofilia.
„Trzy Cztery” jest o antagonizmach, co zaczyna się od znaczenia samego tytułu, ale jest też bardzo widoczne w samym spektaklu. Ciała performerek zdają się stwarzać jedną masę, często rozbitą przez metal drabin. Ciała i drabiny tworzą różne konfiguracje i symetryczne układy, które, nawet widząc z boku, miałam odczucie, że od góry wyglądają pewnie jak zmieniające się obrazy w kalejdoskopie. To z kolei pogłębia odczucie zgrzytu między materiami, które nigdy się nie scalą, nawet biorąc udział w jednym wspólnym obrazie – nigdy się nie dopasują. Natomiast kalejdoskopowość obrazów jest dla mnie czymś świadczącym o upływie czasu, w którym układy sił i ich ciążenia się zmieniają.
Wracając do mojego skojarzenia: biofilia to popęd życia, nekrofilia zaś jest popędem śmierci. Terminy te zostały wprowadzone przez Ericha Fromma. Ciało w sposób naturalny reprezentuje pierwsze pojęcie – i przez większość spektaklu intensywnie kojarzyłabym je z tym popędem; drabina, jako drugi ważny gracz, reprezentuje nekrofilię. Pojęcia te są tak samo nagie i podstawowe jak ich symbole.
Z drugiej strony myślę też o ciele jako o czymś bardzo pierwotnym, w przeciwieństwie do drabiny, która mogłaby być wyrosłą z człowieka kulturą, symbolem tego, co potrafimy wytworzyć, a tym samym, skoro jest taka ważna i wręcz sfetyszyzowana – może reprezentować nekrofilię. Nekrofilia to ulubowanie w tym, co nie koniecznie musiało stać się martwe w procesie przemiany z żywego, ale także w tym, co nieożywione – za tym, co mówił Fromm.
Ponadto, trudno nie patrzeć poprzez płeć, gdyż na pewno nie bez znaczenia jest taki a nie inny dobór osób performujących, a są to cztery kobiety. I skoro myślenie skierowuję na tory tak surowych pojęć, egzystencjalnych, ale przy tym posiadających rozdźwięczoną poetykę, skłoniłabym się ku temu czym jest kobiecość w kulturze w uniwersalnym znaczeniu, nie tak bardzo osadzonym w konkretnych czasach. A kobiecość w kulturze zarówno europejskiej, jak i wschodniej, jest od dawna kojarzona z ciemną siłą, podświadomością (działaniami intuicyjnymi), biernością. Przeciwieństwem jest męskość – jasna, czynna, świadoma.
Poprzez takie konotacje odbieram „Trzy Cztery” jako spektakl o ciemnej, mistycznej, pierwotnej przestrzeni, która stara się opleść siłę mechaniczną, nowoczesną, martwą. Emocje towarzyszące uwalnianiu, oplataniu, byciu, wcale nie wydają się być łatwe.
„Trzy Cztery” jest dla mnie spektaklem ponad czasami – jakby się jedynie o czasy odbijał w pewnych momentach i lewitował dalej, scalając ze sobą je w jeden wielki czas. Dzięki temu jego poetyka rozbrzmiewa dalekim echem.
Klaudia Brzezińska, „Dziennik Teatralny”, 10.2023

 

Zdjęcia: Maciej Dziaczko, Grzegorz Krzysztofik

Otwórz galerię Zobacz wideo