FEMINA jest dużym spektaklem plenerowym, inspirowanym książką „Sex i śmierć” francuskiego antropologa Jacquesa Ruffie oraz malarstwem i grafiką symboliczną (Felicien Rops, Franz von Stuck, Arnold Böcklin, Alfred Kubin oraz katowicki artysta Igor Neubauer). Przedstawienie opowiada w metaforycznym skrócie historię jednego życia: od narodzin, przez doświadczenie życia, po śmierć. Jego bohaterką jest Kobieta, jej codzienne namiętności, codzienna radość i cierpienie. Drugim ważnym bohaterem spektaklu jest woda. To ona jest zaczynem życia, samym życiem, towarzyszem śmierci. Trzecim bohaterem spektaklu jest miłość. Spektakl jest o zwyczajnym życiu, stąd też skomponowany jest jak komponuje się życie: momenty liryczne przeplatane są momentami grozy, miłość, czułość i ślady szczęścia kontrastują z bólem, trwogą i cierpieniem.
„Femina” miała swoją premierę w 1999 roku w Teatrze Cogitatur w Katowicach (pokaz przedpremierowy odbył się rok wcześniej). Do 2004 roku spektakl był grany w repertuarze Teatru Cogitatur, zaś w latach 2004-2014 roku pod szyldem Teatru A Part. Spektakl odwiedził wiele krajów. Z Teatrem Cogitatur został pokazany – poza Polską – w Brazylii, Francji, Hiszpanii, Holandii, Rumunii, Słowacji, w Niemczech i we Włoszech, z Teatrem A Part odwiedził ponownie: Hiszpanię, Holandię i Włochy oraz Białoruś, Chorwację, Koreę Południową i Wielką Brytanię. Spektakl został zagrany 70 razy.
W 2024 roku minęło 25 lat od premiery „Feminy”. Z tej okazji, po 10 latach od ostatniego pokazu, wznowiliśmy to kultowe dla wielu widowisko. A także aby uczcić przypadający w tym samym roku jubileusz 20-lecia istnienia Teatru A Part i 30-lecia Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Performatywnych A Part. Rocznicowe prezentacje zostały zadedykowane pamięci dwojga naszych zmarłych przyjaciół-aktorów, którzy występowali w przedstawieniu: Marcie Waszkielewicz (Paradeckiej) i Markowi Radwanowi.
Pomysł, scenariusz, reżyseria, scenografia: Marcin Herich.
Występują: Alina Bachara, Mateusz Barczyk, Daniel Dyniszuk, Maciej Dziaczko, Dawid Kozak, Cezary Kruszyna, Anna Swoboda, Monika Wachowicz.
Rzeźbę czaszki zaprojektował i wykonał Tomasza Wenkler.
Muzyka: Future Sound of London, Jan Garbarek, Elliot Goldenthal, Fritz Kreisler, Vivaldi.
Partie puzonu na żywo: Maciej Dziaczko.
Współpraca techniczna i obsługa w trakcie spektaklu: Dariusz Piotrowski.
Tekst z offu: fragment poematu Thomasa Stearnsa Eliota „Środa Popielcowa” w interpretacji Moniki Wachowicz.
Pierwszy, pierwotny skład przedstawienia: Maciej Dziaczko, Dorota Kleszcz, Katarzyna Mrozińska-Izdebska, Katarzyna Pryc, Marek Radwan, Piotr Węgrzyński, Lesław Witosz.
W przedstawieniu występowali także: Michał Grzybczak, Adam Janeczko, Jakub Kabus, Marcin Kuszej, Marcin Liber, Zuzanna Łapka, Leszek Małyszek, Barbara Prądzyńska, Joanna Pyrcz, Marta Waszkielewicz (Paradecka).
Czas trwania spektaklu: 40 minut
Pokaz przedpremierowy: Katowice, boisko Szkoły Podstawowej nr 23, październik 1998
Premiera: Katowice, boisko Szkoły Podstawowej nr 23, wrzesień 1999
PREZENTACJE
Najważniejsze miejsca prezentacji:
- 1998-2004 (Teatr Cogitatur)
– Międzynarodowy Festiwal Teatrów A Part (Katowice, 1999)
– Gliwickie Spotkania Teatralne (Gliwice, 2000)
– Internationales Strassentheater-Festival (Goerlitz, Niemcy, 2000)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy (Warszawa, 2000)
– Międzynarodowy Festiwal Teatralny Malta (Poznań, 2000)
– Letnie Toruńskie Spotkania Teatrów Ulicznych (Toruń, 2000)
– Theater im Park (Bielefeld, Niemcy, 2000)
– World Exhibition Expo 2000 (Hanover, Niemcy, 2000)
– Festival Internacional de Londrina FILO (Londrina, Brazylia, 2001)
– La Valse des As (Valreas, Francja, 2001)
– Drogi Teatru – Spotkania (Kielce, 2001)
– Festivalul International de Teatru de la Sibiu (Sibiu, Rumunia, 2001)
– Festival Internacional de Teatre i Animacio Al Carrer (Viladecans, Hiszpania, 2001)
– Festiwal Polskich Teatrów Ulicznych (Jelenia Góra, 2001)
– Międzynarodowy Festiwal Teatrów A Part (Katowice, 2001)
– Prezentacja Województwa Śląskiego (Bratislava, Słowacja, 2001)
– Festival des Arts de la Rue Viva Cite (Sotteville-les-Rouen, Francja, 2002)
– Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych i Plenerowych Feta (Gdańsk, 2002)
– Internationale Woche des Jungen Theaters Arena (Erlangen, Niemcy, 2002, przedstawienie otrzymało dwie główne nagrody: jury i publiczności),
– Festival Internacional de Teatro Palco & Rua FITBH (Belo Horizonte, Brazylia, 2002)
– Feria de Teatro de Aragon en Huesca (Huesca, Hiszpania, 2003)
– Prezentacja Polskiej Kultury w Saragossie (Zaragoza, Hiszpania, 2003)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy (Warszawa, 2003)
– Międzynarodowy Festiwal Artystów Ulicy (Szczecin, 2003)
– Festival International de Theatre de Rue Aurillac (Aurillac, Francja, 2003)
– Limburg Festival (Valkenburg, Roggel, Holandia, 2003)
– Festiwal Teatrów Ulicznych Sztuka na bruku (Lubin, 2004)
– Mittelfest (Cividale del Friuli, Włochy, 2004) - 2004-2014 (Teatr A Part)
– International Festival of New Theatre ZadarSnova (Zadar, Chorwacja, 2004)
– Dni Sztuki Współczesnej (Białystok, 2005)
– International Open/Closed Air Art Festival SOS (Sisak, Chorwacja, 2005)
– International Theatre Festival PUF (Pula, Chorwacja, 2005)
– Technology & Arts Festival Robodock (Amsterdam, Holandia, 2005)
– Stockton International Riverside Festival (Stockton, Anglia, 2006)
– Festiwal Artystycznych Działań Ulicznych La Strada (Kalisz, 2007)
– Międzynarodowy Festiwal Teatrów A Part (Katowice, 2007)
– Festival Europeo del Teatro di Scena e Urbano Arlecchino d’Oro (Mantuia, Włochy, 2007)
– Festival Internacional de Teatro y Artes de Calle (Valladolid, Hiszpania, 2008)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy (Warszawa, 2008)
– Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych (Jelenia Góra, 2008)
– Yangpyeong Dulmulmori Open-air Art Festival (Yangpyeong, Korea Południowa, 2008)
– International Theatre Festival Belaya Vezha (Brest, Białoruś, 2008)
– Festiwal Między Słowami (Kołobrzeg, 2009)
– Olsztyńska Trzydniówka Teatralna (Olsztyn, 2009)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy (Warszawa, 2010)
– Międzynarodowy Festiwal Teatru Ruchu Stream Festival (Wrocław, 2011)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part (Katowice, 2012)
– Karawana Teatrów Ulicznych (Oława, 2012)
– Będzińska Noc Świętojańska (Będzin, 2014) - 2024-… (Teatr A Part)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part (Katowice, 9 czerwca 2024)
– Międzynarodowy Festiwal Artystycznych Działań Ulicznych La Strada (Kalisz, 15 czerwca 2024)
– Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych ULICA (Kraków, 5 lipca 2024)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part (Katowice, 1 czerwca 2025)
– Ulica Teatralna (Radom, 12 lipca 2025)
– Wodzisławska Noc Teatrów (Wodzisław Śląski, 20 września 2025)
RECENZJE
Dziennik festiwalowy. Dzień pierwszy
Teatr Cogitatur, jak na gospodarza przystało, powitał wszystkich premierą własnego spektaklu. Zaprezentował „Feminę” – przedstawienie autorskie Marcina Hericha. Przedpremierowe zapowiedzi sugerowały jako metodę kreacji spektaklu kompozycję emocjonalną. Realizację tego pomysłu ułatwiło wykorzystanie pleneru. Sceny-obrazy nasycone muzyką pełną kontrastów (Vivaldi obok The Future Sound of London!) stanowiły niezwykle emocjonalny kolaż. Tytuł sugerował przypowieść o kobiecie. Wydaje się jednak, że spójność spektaklu nie wynikała z obecności głównej bohaterki. Esencją zdarzeń były raczej żywioły przenikające plenerową scenę. Woda, ogień, powietrze skażone dymem – te podstawowe symbole zapanowały w przestrzeni spektaklu. Wśród nich dopiero, jakby na drugim planie, dostrzegalni byli ludzie. Już pierwszy obraz akcentował powyższą relację: bohaterowie obmywali się wodą „uwięzioną” w wiadrach. Gesty te łączyły w sobie radość dziecięcego pluskania się z powagą obrzędowych namaszczeń. Ustalono reguły gry. Postaci ludzkie podporządkowane zostały mocy żywiołów. Ich działania ujawniły różne emocje: zachwyt sąsiadował z cierpieniem, poczucie wolności szybko zmieniało się w strach. Bohaterowie raz po raz stawali się uczestnikami symbolicznych działań: oczyszczani przez wodę, upadający na ziemię, smagani ogniem, duszeni powietrzem o zapachu piekła. Gdyby postarać się o fabularyzację, należałoby opisać spektakl jako metaforę wędrówki od narodzenia do śmierci: od wody, która obmyła z grzechu, poprzez pierwsze kroki narodzonego człowieka, potem miłosne upojenia i emocje w tańcu, wreszcie karę za grzechy, podczas której tak przyjazna wcześniej ciecz zmieniła się w krew. Końcówka była jednak optymistycznym akcentem – „Femina” otoczona została opieką Anioła. Powędrowała z nim pod rękę w pozaziemską przestrzeń.
Spektakl fascynował stylistyką ożywionego obrazu. Przypominał uporządkowanym widzom o tym, ile ekspresji tkwi w każdej eschatologii. Paradoksalnie – odnowił też wartość słowa. Jedyny tekst, który pojawił się w czasie przedstawienia, zyskał znaczenie Logosu. Krótki fragment „Środy Popielcowej” Eliota stał się mottem zdarzeń, które ukazywały ludzki los jako „czas napięcia pomiędzy chwilą śmierci a chwilą narodzin”…
Beata Popczyk, Opcje, nr 5/1999
„Femina”
Przedstawienie autorskie Marcina Hericha – zatytułowane „Femina”, a prezentowane na tegorocznym Festiwalu A Part – ma dwie, bardzo silne i naładowane uczuciami sceny. Początkową i końcową, obrazujące narodziny i śmierć Bohaterki. Przemyślane plastycznie i kompozycyjnie, drażnią (z założenia) przede wszystkim swoistym odwróceniem „odwiecznego porządku rzeczy”. Narodziny, w naturalistycznym, krwistym świetle i fizycznie lepkich zwojach cieniutkiej taśmy-błony, nie są tu – jak zwykliśmy uważać – niczym wzniosłym i radosnym. Są męką, zapowiedzią trudnego i niebezpiecznego życia, kwintesencją strachu, a nawet odrazy. Piękna, dobra, jasna i łagodna jest natomiast śmierć – wystylizowana na dziecinno-naiwny obrazek Białego Pierrota, przeprowadzającego Kobietę w ślubnej sukni, przez ogień, ku mrocznej, ale niebezpiecznej przyszłości.
Pomiędzy prologiem i epilogiem toczy się życie Bohaterki. Egzystencja, zagęszczona w kilkudziesięciu minutach i kilku obrazach: fragmentaryczna, niedopowiedziana, odwołująca się do gry wolnych skojarzeń. Jakaś wina i kara, jakaś radość i jakiś smutek, upadek i ramię partnera, podnoszącego z ziemi wiotkie ciało. Liryzm i namiętny seks. Delikatność i brutalność doznań.
Henryka Wach-Malicka, Dziennik Zachodni, nr 213/1999
Sukces na obrzeżu
Festiwal zainaugurowała plenerowa premiera Teatru Cogitatur pt. „Femina” (w reż. M. Hericha). Spektakl ciekawy i intrygujący, nie tylko poprzez podejmowaną problematykę. W cyklu metaforycznych, ekspresyjnych obrazów łączonych metodą emocjonalnych skojarzeń ukazuje przypowieść o narodzinach, życiu, cierpieniu i śmierci kobiety. Ale w tym widowisku chodzi chyba o coś więcej, o refleksję nad tajemnicą i obecnością żywiołu kobiecości. Efektowne sceny inspirowane malarstwem i grafiką m. in. Leona Neubauera, Arnolda Boecklina, Alfreda Kubina, Feliciena Ropsa, ukazują taniec człowieka z żywiołami – deszczem, ogniem, wiatrem. Ale także odwieczne zmaganie Erosa i Thanatosa, miłości z agresją, pasją niszczenia, którą w „Feminie” symbolizują dwaj szczudlarze, niczym oprawcy ingerujący w przedstawiony świat. Jak miesza się rytm muzyki – od klasycznej (Vivaldi) po nowoczesne, niepokojące brzmienia (Future Sound of London) – tak też wymieszane są emocjonalne tony zdarzeń. Jest w nich i lekkość narodzin (piękna sekwencja przejścia kobiety przez scenę bez dotknięcia ziemi stopą) i mroczne wizje nienawiści i zagłady (scena powieszenia dwójki aktorów). Jest czystość kobiecej niewinności (scena z białym puchem), po chwili ustępująca namiętności i urokowi nagiego ciała. Duchowość i materialność świata i człowieka zderzają się w „Feminie” i dopełniają, by w finale spektaklu zabrzmieć (z offu) fragmentem „Środy Popielcowej” T.S.Eliota – swoistym rachunkiem sumienia bohaterki i ludzi, ich zawsze zadawanymi pytaniami o sens i cel cierpienia, o los pośmiertny, o miejsce kobiety, nadziei i miłości w świecie.
Grzegorz Janikowski, Scena, nr 8/19
„Femina” bez feminizmu
Jako kobieta pracująca otrzymałam zlecenie napisania paru słów o spektaklu katowickiego Teatru Cogitatur „Femina”. Wydawało mi się oczywiste, że męska część redakcji nie poradzi sobie z tak delikatnym tematem, dlatego z radością i poczuciem dużej odpowiedzialności podjęłam się tego zadania. No i piszę. Piszę i tak sobie myślę – dobrze, że nie jestem feministką. Bo gdybym była, to pewnie by mi się „Femina” nie spodobała. A tak mogę z czystym sumieniem powiedzieć – dobre było. Piękne wizualnie, dopracowane w plastycznych szczegółach widowisko, które opowiada o tym, czym jest życie. Pytanie stare jak świat – padło już nawet w czasie Tegorocznych GST w tytule koncertu Jerzego Chruścińskiego „Czymże jest nasze życie?” No właśnie – czymże? Marcin Herich, twórca „Feminy” nie daje prostych odpowiedzi. Symboliczna wizja życia od momentu narodzin do chwili śmierci przedstawiona jest poprzez sekwencję płynnie zmieniających się obrazów, w których motywem przewodnim staje się woda. Z wody powstałeś i w wodę się obrócisz – można by powiedzieć trawestując znaną skądinąd sentencję. Woda zaś to żywioł kobiecy. Mówią o tym mędrcy Wschodu, przyznaje to nawet nasza stechnicyzowana medycyna. Człowiek dojrzewa w wodzie zanim ujrzy ten świat – to początek „Feminy”. Cały spektakl zdominowany jest przez biologię, naturę, życie (to – jak sądzę – jest właśnie mało feministyczny wątek).
Dużo w nim cierpienia i bólu – woda miesza się z krwią; spływając na ludzkie ciała obmywa je, ale też doświadcza, boleśnie naznacza, w końcu wiedzie przez symboliczne wrota śmierci. Ale nie tylko cierpienie jest treścią życia. Jest w nim miejsce na marzenia, piękno, światło. Taką wymowę ma urokliwa scena, w której tytułowa bohaterka – nazwijmy ją Ona – tańczy z mężczyzną przy dźwiękach gramofonu. Jeszcze jedna sekwencja zapadła mi głęboko w pamięć – jest to jedna z najbardziej sugestywnych scen, jakie dane mi było zobaczyć w teatrze ulicznym. Oto narodziny: za przezroczystą folią w klatce postać wyzwala się z krępujących ją więzów. Na podobieństwo motyla odrywa kolejne warstwy foliowego kokonu, by wreszcie wyfrunąć – opuścić zamkniętą przestrzeń. Życie zaczyna się od nowa.
(zem), Gazeta festiwalowa, nr 1/2000
W plenerowej scenografii
W zupełnie innych rejonach myślowych i teatralnych sytuowało się natomiast poetyckie przedstawienie Teatru Cogitatur z Katowic, zatytułowane „Femina”. Propozycja gości zza miedzy także przypadła do gustu mieszkańcom Gliwic, którzy nagrodzili ją długimi brawami, choć „Femina” dotyczyła spraw trudnych i delikatnych – uczuć, śmierci i gry podświadomości. Zrealizowana w nastrojowym klimacie, ujmowała urodą obrazów i ekspresją gry aktorskiej.
Henryka Wach-Malicka, Dziennik Zachodni, nr 117/2000
Sztuka zawładnęła ulicą. Wodny Cogitatur
Choć początkowo nic nie wróżyło sukcesu Teatru Cogitatur, odniósł on ogromny sukces, skupiając uwagę nawet niewyrobionej publiczności. „Chyba długo tu nie będziemy” – zapowiadali młodzi, którzy w sobotni wieczór przechadzali się wokół Centrum Sztuki Współczesnej i spoglądali na szykujących się do występu aktorów. Wystarczyła jednak pierwsza scena, w której czwórka artystów, nie zważając na chłód, obmywa swe ciała wodą. Spacerowicze zatrzymują się. „Femina”, spektakl opowiadający o narodzinach, życiu i śmierci, z każdą minutą wciąga kolejnych widzów. Kulminacją była obrazująca narodziny człowieka scena, w której naga kobieta owinięta w przezroczystą folię zmaga się ze spływającą po jej ciele wodą. Spektakl pokazuje cały urok takich przedstawień. „Czarodzieje!” – Mówili o aktorach widzowie. Faktycznie, w przedstawieniu teatru z Katowic było coś z czarownej mocy. Magiczny klimat: szczudlarze, płomienie pochodni, ekstatyczny taniec, uwiódł oglądających. Gdy aktorzy zniknęli, a z umieszczonych na rusztowaniach rur popłynęła woda, symbol życia, widzowie zamarli, by po chwili nagrodzić występujących gorącymi oklaskami. „Femina” to był naprawdę wspaniały początek Festiwalu Sztuka Ulicy.
Agnieszka Kowalska, Mirosław Piwowarek, Gazeta Wyborcza, nr 153/2000
Ciemność sprzyjała kobiecie
Gdy w sobotę zrobiło się już ciemno, na Rynku Staromiejskim wystąpił Teatr Cogitatur z Katowic. Pokazał „Feminę”. Był to kolejny spektakl w ramach Letnich Spotkań Teatrów Ulicznych. Ciemności sprzyjały plastyce przedstawienia, opowiadającego o kobiecie i miłości. Tę historię można było odczytać w prosty sposób, jeśli ktoś chciał: kobieta i mężczyzna zakochują się w sobie, a potem za to płacą. Najbardziej Ona. Cogitatur opowiedział o tym posługując się bogatą inscenizacją, czerpiącą z malarstwa ekspresjonistów i to w ich najbardziej szalonym wydaniu.
JAN, Gazeta Wyborcza, 31.07.2000
Na śmietniku cywilizacji. W świecie kobiety
W plenerowym widowisku „Femina” Teatru Cogitatur temat kobiety pojawił się w kontekście filozoficznym. „Femina” przychodzi na świat wyłaniając się, podczas pełnego ekspresji tańca, z foliowych zwojów. Jest naga. Piękno jej ciała i cudowna naiwność nieskażonej istoty sprawiają, że wydaje się kimś wyjątkowym. Próbuje żyć. Pragnie miłości w nadziei, że jest trwała – ale spotyka ją rozczarowanie. Wszystko wokół rozpada się, niezmienny pozostaje wciąż tylko fakt śmierci. W spektaklu pojawiają się symbole: woda, krew, ogień, czaszka, wahadło, biała suknia. Woda w religii chrześcijańskiej jest znakiem narodzin poprzez obmycie z grzechu pierworodnego, a w wierzeniach Dalekiego Wschodu bywa interpretowana jako zwiastun choroby, a nawet śmierci. W spektaklu kobieta wyłania się z wody, zmieszana z krwią woda spływa na nią w chwili śmierci. Ogień ma moc oczyszczania, a jednocześnie kojarzy się z męką piekielną. Biała suknia symbolizuje nie tylko niewinność i czystość, ale również ulotność, zwiewność, a więc przemijanie. Jedna z bardziej wymownych scen to taniec kobiety i mężczyzny, pełen miłosnego uniesienia, w której mężczyzna zaczyna słaniać się, burząc harmonię obrazu, a wreszcie upada. Nastaje moment ciemności, po czym widzimy go niosącego wielką, dymiącą czaszkę. W końcowej scenie „Femina” odchodzi w białej sukni, prowadzona za rękę przez swojego przewodnika, powoli zanurzając się w spływające na nią strumienie wody i krwi. Subtelny, dopracowany spektakl skłania do refleksji nad zagadnieniami egzystencji – tej „chwili napięcia” między punktami początku i końca. To jeden z bardziej interesujących spektakli ostatniej Malty.
Agnieszka Jelewska, Didaskalia nr 39, październik 2000
Kobieta jako obiekt
Pewnie powinnam pokłonić się nisko mężczyźnie, który swoje przedstawienie poświęca kobietom: ich łzom i ich krwi. Ale – choć robi to naprawdę po mistrzowsku – mój niepokorny kark zgiąć się nie da.
„Femina” Teatru Cogitatur zbudowana jest z przecudnej urody obrazów podkreślanych muzycznymi akcentami najwyższych lotów. Woda, ogień i nagie ciała aktorów komponują się w coraz bardziej wyrafinowane kompozycje. Nasza bohaterka przychodzi na świat, wyzwalając się z przezroczystych folii za pomocą pełnego ekspresji tańca. Jej przyjścia oczekuje ludzkość, gotowa prowadzić ją przez najtrudniejsze przeszkody. Oglądamy więc dynamiczną scenę wędrówki po srebrnych wiadrach znikających spod jej stóp i pojawiających się tam, gdzie zechce postawić kolejny krok. Jej przyjścia oczekuje mężczyzna, z którym zazna upojnego tańca, z którym przekroczy granicę niewinności. Pierwsza namiętna noc będzie jak kąpiel w wiosennym deszczu. Pierwsza namiętna noc przyniesie też ból i poczucie winy. I karę, i krew. Mężczyzna wniesie do ich związku agresję: pojawią się wojownicy na szczudłach niosący ogień, strach i śmierć. Ślubną suknię nałoży dopiero wtedy, kiedy jest już za późno, kiedy po ognistym kobiercu do niewidzialnego ołtarza poprowadzić ją może tylko zjawa, marzenie o pełni – do spełnienia niemożliwe.
Doznawałam ogromnej estetycznej przyjemności, oglądając te obrazy, smakowałam ich subtelne wyrafinowanie. Reżyser Marcin Herich traktuje kobietę jak malarz aktów i madonn: z pietyzmem, zachwytem, uwielbieniem, miłością. Sugeruje jednak także, że poznał jej tajemnicę: próbuje ją zrozumieć, nazwać. „Femina” podaje nam kobietę w estetycznym opakowaniu: na cennych tackach leżą jej piersi i uda, jaj łzy i jej krew. Gotowe do zjedzenia choćby wzrokiem. Tymczasem współczesna Gioconda nadal uśmiecha się tajemniczo, mimo tego, że współczesne nie-Giocondy sprzedają swoje sekrety na prawo i lewo, publicznie rodząc, publicznie krwawiąc i publicznie płacząc. Współczesna Gioconda mieszka gdzieś między estetyką Marcina Hericha a tym babskim targowiskiem.
Ewa Obrębowska-Piasecka, Gazeta Wyborcza, nr 154/2000
Świat pełen mistyki i symboli
Przeżywanie teatru wszystkimi zmysłami w konwencjonalnych miejscach występów aktorskich nie jest najczęściej możliwe. W przypadku występów teatralnych w parku, tak. Słuchając i patrząc, wąchając i odczuwając, około 150 widzów doznało niemal na własnej skórze tego, czemu polska grupa aktorska Teatru Cogitatur dała wyraz w sztuce „Femina”: narodzin i śmierci, zachwytu i rozpaczy.
W „Feminie” ujawnia się życie we wszystkich swoich aspektach, bez potrzeby używania konkretnych słów. Przeżywamy narodziny bohaterki. Widzimy jak, walcząc, symbolicznie wydostaje się z łona matki. Ostrożnie, po omacku, szuka drogi do świata i próbuje zająć miejsce w społeczeństwie. Przeżywa załamania, niepowodzenia oraz szczęście. W upojeniu miłosnym, w trakcie walca, głosy trąb zapowiadają zbliżające się nieszczęście. Bohaterka upada, dym o zapachu siarki okrywa scenę, trupia czaszka symbolizuje zbliżający się koniec. Śmierć jako kostucha na szczudłach kroczy w rytm śpiewów pogrzebowych. Wraz z krwawym deszczem opada w końcu kurtyna.
To ekstrawaganckie, emocjonalne przedstawienie siedmiu wykonawców, stawia na asocjacyjną siłę obrazów i jest wspomagane kunsztownymi efektami wywołanymi światłem, ogniem, wodą i dymem. W świecie pełnym mistycznych obrazów i symboli aktorzy stają się drogowskazem. Sztuka ta wzrusza, fascynuje, porywa a przy tym jest pełna niespodzianek. Jako widzowie jesteśmy narażani na oblanie wodą lub zaatakowanie siarką. To jednak nic wobec tego, jak aktorzy podczas tego 40 minutowego kolażu narażają się nieustannie na skrajne i niebezpieczne sytuacje.
(uj), Świat pełen mistyki i symboli, Westfalen-Blatt, Freitag, 25.08.2000
Teatr uliczny
O najbardziej wzniosłych chwilach miłości i bólu oraz o ceremoniale oczyszczenia poprzez cierpienie opowiadali nam w przesyconym tragizmem spektaklu ulicznym Femina polscy artyści z Teatru Cogitatur. „Femina” to opowieść o realnym życiu ukazująca barwny i nasycony emocjami obraz istoty ludzkiej. Wszystko toczy się wokół kobiety, są jej łzy, jej uśmiech i ból. Spektakl, nawiązujący do dantejskiej ikonografii zawiera wiele scen okrutnych, ale i subtelnych. Zarówno cierpienie, jak i oczyszczenie wpisane są bowiem nierozerwalnie w ludzką egzystencję.
Ion Parhon, Romania libera, Mercuri, 6.06.2001
W słońcu i deszczu
W oczach wielu obserwatorów najpiękniejszym spektaklem festiwalu okazałą się „Femina” Teatru Cogitatur z Katowic. Niestety, pokazana późno w nocy w cieplickim parku w strugach deszczu była niespodzianką tylko dla najwytrwalszych miłośników teatrów ulicznych.
Małgorzata Poloczak-Pełczyńska, Nowiny Jeleniogórskie nr 36, 4-10.09.01
Hymn na cześć kobiety
W piątkowy wieczór podczas La Valse des As wystąpił polski Teatr Cogitatur, po raz pierwszy goszczący we Francji. W odróżnieniu od pogodnych spektakli, które były prezentowane podczas dotychczasowych edycji festiwalu przygotowywanego przez Pascala Landeret i jego Compagnie Cacahuete, prezentowana na bruku placu Valressien „Femina” wprost upoiła publiczność. Będąca hymnem na cześć kobiety, życia „Femina” jest ciągiem mocnych, nasyconych emocjami, niepokojących scen. To opowieść o świecie, o kobiecie i mężczyźnie, o życiu, pełnym nieprzewidzianych okoliczności, radości, trosk, łez i nadziei. O życiu w Polsce, obciążonej bolesną historią okresu międzywojennego i okupacji, powstań i podziałów,
co pozostawiło do dziś niezatarte ślady. Jednak spektakl nie jest jednoznaczny i pozostawia duże pole do interpretacji publiczności. Kiedy światłą zgasły i kiedy wielki biały szczudlarz zabrał pannę młodą za zasłonę krwistoczerwonej kaskady wody widzowie zdumieni znieruchomieli, starając się zrozumieć sensy tego półgodzinnego widowiska. Zaskakiwać i wzruszać – to jeszcze jedna twarz festiwalu La Valse des As.
(…), Le Dauphine Libere du Rhone a la Provence, 27.05.2001
Śmierć na szczudłach
Polscy artyści z w przedstawieniu Femina skupiają się na tworzeniu dostępnego teatru, w którym uniwersalne emocje i doświadczenia są przyniesione z życia. Widzowie, zebrani na dziedzińcu muzeum zobaczyli emocjonalny kolaż ognia i wody, miłości i śmierci. (…) Ten pokaz miał w sobie grozę, fascynował. Na moment stanęliśmy twarzą w twarz z własną moralnością i zadrżeliśmy. Wszystko zostało znakomicie przedstawione. W tym profesjonalnym spektaklu udowodniono, że zmysłowość fizycznego i wizualnego teatru może zostać osiągnięta.
Insa Sternhagen, ARENA spots nr 04, 13.07.02
„Femina” – pracowity czas jednego życia
Człowiek całe swoje życie upada i mimo to nadal, jak na trampolinie, podnosi się w górę, wplątany w odwieczną manichejską walkę dobra ze złem. W samym sercu Cividale del Friuli, w niedzielny wieczór polscy aktorzy-akrobaci z Katowice opowiedzieli nam na nowo ową historię w przedstawieniu ulicznym „Femina”. Człowiek rodzi się we łzach i w cierpieniu, potem, mimo swego cielesnego piękna, skazany jest na nieustanne wzloty i upadki, ucząc się chodzić, wiążąc z drugim człowiekiem, cierpiąc, skazany na nieustanny holocaust. Dopiero śmierć przynosi spokój, uwalnia od ziemskich spraw, jest od nich ucieczką. Historię tę opowiedziano kontrastowo, z wdziękiem i dbałością o każdy szczegół.
Angela Felice, Il Gazzettino, 20.07.2004
Ekstaza u Branickich
Potężne postaci na szczudłach, ognie, feria świateł, ekstatyczny taniec w strumieniach wody – wszystko to w perfrekcyjnej kompozycji oglądać można było późną nocą na dziedzińcu Pałacu Branickich. Spektakl „Femina” pokazali aktorzy Teatru A Part. Niepozbawiony kontrowersyjnych momentów – aktorzy, opowiadając historię człowieka od jego narodzin po kres, środkiem wyrazu uczynili ludzką nagość.
Monika Żmijewska, Gazeta Wyborcza, 23.05.2005
Życie na ulicy
Nagość, ogień i krew – dla wielu widzów katowicka „Femina” była najbardziej przejmującym widowiskiem tegoricznej La Strady. Autorski spektakl Marcina Hericha, będący rozbudowaną metaforą kobiecego losu, jednych przyciągał bogactwem cytatów z malarstwa i grafiki symbolicznej, innych – ostrymi, odważnymi środkami wyrazu. Katowiczanom udało się – a nie jest to łatwe w otwartej przestrzeni – utrzymać poetycki nastrój widowiska, zaskakujący na przemian liryzmem i brutalnością.
cancer, Super Fakty Kaliskie, 12.06.2007
Na placu poezja i perwersja
Spektakle Teatru A Part na temat egzystencji dają do myślenia. Grupa teatralna A Part, po pokazanym dzień wcześniej spektaklu „El Niňo” zaprezentowała przedstawienie „Femina”. Oba spektakle są częścią trylogii teatralnej o ludzkiej egzystencji. Przedmioty wykorzystane na scenie są tymi samymi, co w przedstawieniu „El Niňo”. Ogień, woda, powietrze są elementami niszczącymi. Razem z nagimi ciałami aktorów i szczudłami są jak krzyk ludzkości. Obie części wzajemnie się uzupełniają w kombinacjach coraz bardziej wyszukanych. Jeżeli jakiś widz uważa, że naturalistyczne sceny są przesadzone lub przeładowane lub skrzywi się na sposób przedstawienia tematów, bynajmniej nie radosnych, koordynator artystyczny festiwalu Luigi Fusini ma dla niego stanowczą odpowiedź: „Jeżeli Mantova chce zostać światową stolicą teatru musi pokazywać zarówno zachodnioeuropejskie teatry plenerowe, których przedstawienia często służą zabawie, jak i twórczość artystów z Europy Wschodniej, z ich tradycją opowiadania o cierpieniu, skazanych przecież na lata cenzury i represji.”
„W krajach, gdzie Auschwitz wydaje się być problemem wyłącznie niemieckim” – przestrzega Fasini – „zmiana myślenia o historii musi wiązać się z refleksją na temat ogółu. Jest prawdą, że teatr uliczny powinien tworzyć atmosferę święta, na którym można się zabawić, ale powinien równocześnie poruszać tematy społecznie istotne, zwłaszcza wtedy, gdy losy człowieka wiążą się z przemocą.”
Występ polskiej grupy zaczął się i zakończył dwoma bardzo silnymi scenami – narodzin i śmierci bohaterki. Pierwsza, zatopiona w czerwonokrwistym świetle, znaku cierpienia, to zapowiedź trudnego i ciężkiego życia. Jej przeciwieństwem jest scena śmierci, gdy księżycowy Pierrot prowadzi kobietę ubraną w suknię ślubną poprzez ogień i krew, ku oczyszczeniu. Aktorzy postawili na wrażliwość we wzajemnych relacjach i relacji z widzem. Niewinność i czystość kobiety mieszają się nieustannie z pasją i fascynacją własnym ciałem. Aż pojawia się ciemna wizja nienawiści i przeznaczenia, ukazująca dwóch aktorów przypiętych do płonących obręczy, desperacko usiłujących uwolnić się z łańcuchów. Funkcje duchowe i materialne ludzkości i świata są przeciwstawne i komplementarne. W tym świecie fikcji przepełnionym symbolami aktorzy stają się konstruktorami przejścia figuratywnego, przewodnikami po wzniesionym przez nich krajobrazie. Działania aktorów wydają się skupiać na prostych czynnościach, lecz równocześnie odnoszą się do tajemnicy życia. Wiążą się z cierpieniem, które jest z nim nierozłączne. Woda zmieszana z krwią płynie po ludzkich ciałach i oczyszcza, a równoczesnie naznacza, nadając sens bólowi istnienia, który znika dopiero wówczas, gdy przechodzi się przez alegoryczne bramy śmierci. Ale życie nie może być wyłącznie cierpieniem. Żeby istnieć w paradoksie ciała, które cierpi, potrzebne są sny, piękno, światło. Kobieta i mężczyzna tańczą. W nieustannym tańcu potykają się, ale gramofon gra dalej i para nie chce i nie potrafi przestać tańczyć.
Powróćmy jeszcze raz do sceny narodzin. Za przezroczystą folią pojawia się postać zwinięta w kokon, który jest jednocześnie klatką, ale i możliwością nowego życia. Jak motyl bohaterka żegna larwę i odlatuje w dal, ku otwartym przestrzeniom.
Micol Ferreti, Gazetta di Mantova, 27.06.2007
2024
Dawno, dawno temu, nad brzegami Gangesu dwie kobiety wdarły się do przybytku Boskiej Marionety. Z zachwytem podglądały jej boskie ruchy. A potem zaczęły je naśladować. Tak Edward Gordon Craig wyobrażał sobie początki teatru. Miał rację, doszukując się w dostojnym tańcu hinduskiej Bogini alegorycznych prawzorów konstruktywizmu. Nie miał racji, że mimetyczna gra kobiet była tylko marną imitacją niebiańskich gestów.
Klaudia Święcicka, www.facebook.com/klaudiusz.swiecicki, 17.7.2024
Uliczne powidoki
Z różnych względów podczas tegorocznej edycji festiwalu ULICA w Krakowie widziałam niewiele spektakli, ale te, które udało mi się zobaczyć – zachwyciły. „Femina” Teatru A Part to rzecz o starciu żywiołów: mężczyzna i kobieta (czy też Adam i Ewa), woda i ogień, dobro i zło. Pierwiastki męskie i żeńskie, które naturalnie współistnieją w świecie. Długa scena, a po jej dwóch stronach ażurowe konstrukcje z rusztowań. Formy, które będą klatkami, ale też miejscem kaźni. Są to też bramy światów (kulisy), w których znikają, i z których wychodzą aktorzy. Główny akcent położony jest na historię kobiety i jej funkcjonowania w świecie wobec mężczyzn. Mamy tu ciągłe przenikanie żywiołów: woda oczyszcza, obmywa, ale też gasi rozpalone. Ogień potrafi sparzyć, spalić, ale też pozwala zacząć od nowa – odrodzić się z popiołów. Musimy się obmyć, żeby w czystości zacząć nowe. Spektakl Teatru A Part „Femina” w reżyserii Marcina Hericha cechuje niezwykła plastyczność symbolicznych obrazów oraz prawie brak słów. Zachwyca i zostawia z refleksją na temat życia pomiędzy żywiołami.
Joanna Marcinkowska, Dziennik Teatralny, 3.8.2024
Zdjęcia: Cezary Pomykało
Otwórz galerię Zobacz wideo