FAUST jest trzecią częścią plenerowego Tryptyku Egzystencjalnego, kolejnym, po „Feminie” i „El Niňo” autorskim widowiskiem Teatru A Part dotykającym kwestii kruchości, trudu i tajemnic ludzkiej egzystencji w kontekście towarzyszących jej popędów i emocji. Przedstawienie jest osnute na kanwie mitu faustycznego i nawiązuje do wątków zawartych w dwóch najsłynniejszych dziełach faustowskich: „Tragicznych dziejach doktora Faustusa” Marlowa i „Fauście” Goethego, nie jest jednak adaptacją znanych literackich pierwowzorów. Historia faustyczna oraz alchemiczny sztafaż są tu pretekstem do kreowania teatralnych obrazów dotyczących dwoistości natury ludzkiej, rozpostartej między młodość i starość, potrzeby ciała i ducha, seksualne siły i pęd ku śmierci, potrzebę poznania i zagubienie, intelekt i emocje. Na poziomie opowieści to historia o kobiecie i zadurzonym w niej mężczyźnie, zaplątanym w obsesyjną spiralę uczuć. Świat, w którym rozgrywa się spektakl to emocjonalny sabat, odbywający się w głowie bohatera. Podobnie jak w poprzednich przedstawieniach plenerowych teatru opowiadana w „Fauście” historia to w istocie mroczny egzystencjalny melodramat.
Pod względem formalnym spektakl zawiera wszystkie cechy stylu Teatru A Part, znane z wcześniejszych produkcji plenerowych teatru. W tym bezsłownym spektaklu zostają ponownie użyte surowe, metalowe konstrukcje, żywioły, obrazy obnażanego ludzkiego ciała jako medium sensów i znak transformacji oraz ekspresyjne, fizyczne aktorstwo.
Spektakl był prezentowany wielokrotnie w Polsce oraz w Niemczech, Danii i Iranie.
Scenariusz, reżyseria, scenografia: Marcin Herich
Występują: Natalia Kruszyna (Marta Zielonka), Joanna Pyrcz (Alina Bachara), Monika Wachowicz, Maciej Dziaczko, Jakub Kabus, Marek Radwan (Grzegorz Król), Cezary Kruszyna, Lesław Witosz (Daniel Dyniszuk), Dariusz Piotrowski
Technika sceny: Jakub Kabus, Cezary Kruszyna, Lesław Witosz (Daniel Dyniszuk), Dariusz Piotrowski
Kostiumy: Natalia Kruszyna
Światło: Maciej Dziaczko
Muzyka: fragmenty utworów Autopsia, The Dead Hours, C-Schulz, Dark Sanctuary, G. Santaolalla, E. Goldenthal, R. Sakamoto, M. Matyasik,
Nat King Cole
Produkcja: Cezary Kruszyna
Czas trwania spektaklu: 60 minut
Premiera: Białystok, Dziedziniec Pałacu Branickich, Dni Sztuki Współczesnej, maj 2009
NAJWAŻNIEJSZE MIEJSCA PREZENTACJI
– Dni Sztuki Współczesnej (Białystok, 2009, premiera)
– Międzynarodowy Festiwal Teatrów A Part (Katowice, 2009)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy (Warszawa, 2009)
– Waves Festival (Vordingborg, Dania, 2009)
– Międzynarodowy Festiwal Teatrów A Part (Katowice, 2010)
– Połczyńskie Impresje Teatralne (Połczyn Zdrój, 2010)
– Theaterfestival am Fluss Sommerwerft (Frankfurt nad Menem, Niemcy, 2010)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy (Warszawa, 2010)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part (Katowice, 2011)
– Noc Teatrów (Kraków, 2011)
– Przyjaciele Nowego Wychodzą na Ulicę (Łódź, 2011)
– Międzynarodowy Festiwal Teatromania (Bytom, 2012)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part (Katowice, 2013)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part (Katowice, 2014)
– Noc Teatrów (Kraków, 2015)
– Będzińska Noc Świętojańska (Będzin, 2015)
– Tyski Festiwal Teatrów Niezależnych Andromedon (Tychy, 2015)
– Dni Polskiego Teatru w Teheranie (Teheran, Iran, 2015)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part (Katowice, 2016)
– Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych ULICA (Kraków, 2016)
– Internationales Faustfestival (Oberhausen, Niemcy, 2017)
– Międzynarodowy Festiwal Artystycznych Działań Ulicznych La Strada (Kalisz, 2017)
– Nocny Szlak Kulturalny (Gorzów Wielkopolski, 2018)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part (Katowice, 2018)
– Festiwal na Wolnym Powietrzu (Poznań, 2020)
– Tyski Festiwal Teatrów Niezależnych Andromedon (Tychy, 2020)
– Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part (Katowice, 2020)
– Zamojskie Lato Teatralne (Zamość, 2021)
RECENZJE
Pogłaskać stół, zrzucić odzienie
Po raz kolejny – tym razem z polską prapremierą „Fausta” – do Białegostoku przyjechał Teatr A Part. Historię diabolicznej umowy między szatanem a Faustem potraktowano tu raczej szczątkowo, nieco mocniej wyeksponowano wątek miłosny i dramat niszczenia niewinności. Ale w tym plenerowym spektaklu nie tyle fabuła była ważna, co możliwość budowania na oczach widzów teatralnych obrazów mówiących o rozdarciu człowieka między dobrem a złem, między seksualnym popędem a głodem wiedzy. Wiele takich, wypreparowanych przez A Part obrazów było wyjątkowo sugestywnych: pokraczna kilku nożna śmierć – niczym z Boscha, czy kobieta usiłująca przedrzeć się do umysłu ukochanego, zlewana strugami wody.
Nużące bywają w plenerowych widowiskach zgrane chwyty scenograficzne: szczudła, ogień, dym. Ale przedstawienie, choć długie, oglądało się z fascynacją. Było też intrygujące pod względem estetycznym. Współczesny teatr offowy często zupełnie niepotrzebnie epatuje nagością. W spektaklu Teatru A Part nagość aktorek była nie tylko uzasadniona, ale i piękna.
Publiczność kontemplowała widowisko w ciszy.
Monika Żmijewska, Gazeta Wyborcza, 31.05.2009
Teatr na Dniach Sztuki Współczesnej – odsłona druga
Teatr, który wychodzi z zamkniętego pomieszczenia na otwartą przestrzeń, zyskuje całkiem nowy kształt, wchodzi na zupełnie nową ścieżkę. Udowodnił to spektakl „Faust” Teatru A Part, który ukazał swoją historię nader dosłownie i namacalnie.
Twórcy spektaklu dość luźno nawiązują do historii literackiego doktora. Ich Faust to człowiek wahający między różnymi siłami, fizycznymi i psychicznymi, opętany swoimi pragnieniami, dążeniami i popędami. Na początku ich współpraca układa się idealnie, z czasem jednak Faust zaczyna się potykać coraz częściej, aż wreszcie staje się ofiarą tego, co nim targało, zostaje osądzony i ukarany. I nie pomaga nawet miłość oddanej mu kobiety – pragnienia i popędy, jakim pofolgował bohater, upominają się bezwzględnie o swoją należność i nie mają zamiaru odejść. Walka, jaką obserwujemy na scenie, dzieje się zatem w psychice bohatera – proces ten jednak Teatr A Part odrysowuje z pełną pompą, umieszczając historię w rzeczywistości symbolicznej, aczkolwiek namacalnej.
Artyści hojnie szafują wrażeniami, wprowadzając widzów z każdą sceną w zdumienie. Zaczyna się niewinnie, od pantomimicznych scen tańca i walki, a kończy się na zawieszeniu bohatera na oczach widzów na wysokiej, metalowej konstrukcji o płonących dolnych partiach. W międzyczasie jeszcze scena ocieka wodą, Faust trafia do płonącego kręgu ognia, pojawiają się również obrazy obnażonego ciała, nagie śmierci i pijane diabły.
Siła „Fausta” bierze się z pokonywania kolejnych barier w spektaklu. Przekroczone zdają się granice fizyczności, przełamane zostają również tabu społeczne. „Faust” oddziałuje na widzów różnymi kanałami, porusza muzyką, porusza rozmachem, detalami wykonania. Oczywistym jest, że połowę sukcesu sztuki stanowi miejsce gry – otwarta przestrzeń, w tym wypadku dziedziniec Pałacu Branickich. Sprawia ona, że zamiast spektaklu wyrasta swoiste misterium, zadziwiony zaś widz odbywa, pełną zdumienia i autentycznych z jego strony emocji, wędrówkę do wnętrza bohatera. A przy okazji też – zagląda we wnętrze własne.
Sylwia Grygorowicz, Teatralia, 08.06.2009
„Faust” niedokończony…
Niełaskawą dla artystów Teatru A PART okazała się zarówno pogoda, jak i… elektryka. Pomimo wielkich chęci i starań, dopiero co rozpoczęty spektakl został przerwany w związku z problemami technicznymi. Na twarzach widzów, niemrawo rozchodzących się w swoje strony, malował się ogromny niedosyt.
Kiedy wybiła dziesiąta, na placu zgromadziło się już spore grono obserwatorów – miłośników teatru (miarą ich zaangażowania i żarliwości były, bądź co bądź, warunki atmosferyczne), które cierpliwie wyczekiwało na rozstrzygnięcie reżysera, Marcina Hericha. Gdy w centralnej części zaplanowanej przestrzeni scenicznej, ni stąd ni zowąd, pojawiły się cztery sylwetki aktorów, wszyscy wiedzieliśmy już jaka zapadła decyzja.
Powolnemu wyłanianiu się znaczeń ze swoistych symbolicznych zapętleń tego wizualno-muzycznego widowiska, fragmentarycznemu odsłanianiu woalu metafory, w którą zostało ono spowite, towarzyszyć zaczął proces hierarchizowania przez odbiorcę rzeczywistości przedstawionej. Młody Faust dojrzewający do miłości czystej, prawdziwej, targany jednocześnie dzikimi namiętnościami, hedonistyczno-dionizyjskimi ciągotami do rozpusty i zapomnienia…
Tyle tylko daje się wyłuskać z obejrzanego preludium faustycznego misterium. W nim – zarówno opowiedziana historia, jak i cała oprawa sceniczna (kostiumy, choreografia, efekty specjalne) zapowiadają dzieło wybitne, które niemalże siłą magnetyczną (diaboliczną?) domaga się obejrzenia w całości.
Na sam koniec owej relacji (nie zaś, niestety, recenzji) pozostaje mi gorąco zachęcić nie tylko do uczestnictwa w pełnej wersji spektaklu, który miał zakończyć drugi dzień festiwalowych pokazów, ale do głębszej refleksji i recepcji całej dotychczasowej działalności grupy teatralnej Marcina Hericha, wnoszącej nowe jakości we współczesną poetykę scenicznego zmagania się z niewyrażalnością.
Anna Kołodziejska, Teatralia, 19.06.2009
Miłość w piekielnych płomieniach i strugach deszczu [Impresje]
19 czerwiec, jak pamiętacie nie był najlepszym dniem dla prezentacji plenerowych. Całe popołudnie padał deszcz i nie było na niebie najmniejszej nadziei na to, że pogoda się zmieni.
Zdeterminowany prapremierowym wykonaniem „Fausta” przez Teatr A Part z Katowic ruszyłem w kierunku boiska Uniwersytetu Śląskiego. „Faust” jest zamknięciem tryptyku, na który składają się również „Femina” i „El Niňo”. Tuż przed rozpoczęciem, ok. 22:00 deszcz ustał, niestety na krótką chwilę, potem z każdą kolejną było tylko gorzej.
Tego dnia mogliśmy zobaczyć kilka scen ze spektaklu, który został przerwany ze względu na warunki atmosferyczne, albo raczej warunki atmosferyczne przerwały spektakl. Mimo przemoczonego ubrania i parszywej pogody myślę, że było warto.
Historia Fausta stała się pretekstem do opowiedzenia historii miłości, przez pryzmat mitu. Miłości niebanalnej, bo tej jednej, jedynej, wyjątkowej, za którą oddaje się wszystko.
Na plac gry wchodzą cztery postacie. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Ubrani na czarno wyznaczają krąg swojego „tańca”. To początek spektaklu. Rytm ich kroków, oddechy, sporadyczne nieartykułowane odgłosy, stanowią jedyne źródło dźwięków. W narastające tempo ich tańca z pełną siłą wdziera się muzyka.
Taniec jest swego rodzaju „opisem” relacji między dziewczynami i chłopakami i kobietami i mężczyznami. Początkowo pełen radości, beztroski przypomina zabawy dzieci. Z każdą chwilą narasta, gęstnieje. Relacje między postaciami, stają się coraz bardziej napięte, czuje się atmosferę konfrontacji.
Na plac gry w sam środek tego aktu układania się, wchodzi kobieta. Próbuje się przyłączyć do rozbuchanych tańcem postaci. Niestety w tym kręgu nie ma miejsca dla piątej osoby. Każda Jej próba kończy się odrzuceniem. W końcu kobieta zostaje sama.
Faust pojawia się w dwóch postaciach, mężczyzny 30-letniego i 50-letniego. Kiedy młodszy Faust staje przed kobietą, scenę zapełniają postaci rodem z szynku. Troszkę przypominają chłopów z obrazów Brueghel’a. Półnagie, obleśne w swoim obyciu, wyuzdane, pełne żądz z sadystycznym zacięciem. Żłopią trunki z wielkich baniaków, strzelają z pejczy, płyn oblewa ich ciała.
Ta piękna alegoryczna scena zamknięta zostaje pocałunkiem Fausta i kobiety. To jest przedsionek jego piekła, teraz buchające płomienie zamkną krąg wokół niego. Tutaj obfite opady deszczu wyłączyły prąd.
Markus, www.mmsilesia.pl, 24.06.2009
Miejsce na refleksję
Warto było ponad godzinę czekać na spektakl Teatru A Part. Mimo że ulewa nieco pokrzyżowała plany artystom, to ich „Faust” wypadł świetnie. Aktorzy wykorzystując ogień, wodę i ruchomą scenografię utworzyli intrygujący ciąg obrazów. Towarzyszyła im piękna muzyka i przemyślana choreografia.
Fabuła dramatu została mocno okrojona. Nie było to jednak efektem przypadku. Artyści postanowili skoncentrować się na wątku miłosnym i sytuacji głównego bohatera. Świat Fausta według Teatru A Part to świat zła. Utwierdza nas w tym przekonaniu tajemniczy głos z offu.
Tu nie ma miejsca na Boga i targi Mefistofelesa. Są za to demony i pokusy. W świecie pozbawionym wartości los Fausta jest z góry przesądzony. W tym sensie spektakl Teatru A Part stanowi opowieść o słabej kondycji człowieka, braku umiejętności podejmowania wyborów. Ciekawa jest również sama konstrukcja postaci Fausta. Tu został on podzielony między dwóch aktorów. Młody Faust jest pewny siebie. Starszy to człowiek słaby i wystraszony. Dzięki zastosowaniu takiego rozwiązania od razu widzimy, jakie zmiany zaszły w głównym bohaterze. „Faust” w wykonaniu Teatru A Part daje do myślenia. Okazuje się, że takie symboliczne i niezwykle skrótowe przedstawienie losów tej postaci może zawrzeć głębię. Teatr A Part po raz kolejny udowodnił, że w sztuce ulicznej poza rozrywką jest miejsce na refleksję.
Alicja Dzierzbicka, www.sztukaulicy.pl, 30.06.2009
Zakazane miejsca
Temat jako taki nie budził początkowo mojego entuzjazmu. Cóż nowego – Faust w teatrze, teatr o Fauście? Duże było moje zaskoczenie.
„Faust” Teatru A Part widza nie czaruje i nie zachwyca. On widza dosłownie pochłania. Namacalna, esencjonalna materia spektaklu, umiejętność gry zespołowej i jednocześnie wyrazista kreacja każdego z aktorów. Dodajmy – pomysłowe dekoracje, dające duże możliwości inscenizacyjne, doskonała muzyka współistniejąca w obrazach, a poszczególne sceny tworzą małe jakości same w sobie. Gwałtowne, liryczne, bolesne i kojące – kontrasty scen tworzą jedno, formalnie spójne widowisko.
Świat Fausta to ziemia niczyja, zakazane miejsca, w które nikt dobrowolnie się nie uda. Jego zmagania z samym sobą, z piekłem własnego ja, pragnień, pożądań, grzechów, wreszcie porażka – to fascynuje i przeraża.
Widz, przez strach, przez grozę ostatecznych wyroków, dociera do dziecinnie prostych prawd o odwiecznym powołaniu człowieka do dobrego życia. Powołaniu, którego nie słuchamy, bo wprawdzie „Bóg nas stworzył, ale szatan opętał”. Bo sobie samemu najtrudniej zakazać zła.
Przechodzimy z Faustem bolesną drogę i to doświadczenie nas nie oczyszcza. Ono nas obnaża i głęboko dotyka.
Wierzę, że ten spektakl jest też ilustracją intencji i wizji jego twórców – teatru prawdy emocjonalnej, głębi intelektualnej i szczerej, dobrej gry aktorskiej. Jeśli tak, to czapki z głów. Mocny, przejmujący spektakl. Dobry teatr.
Małgosia Kowalska, www.sztukaulicy.pl, 30.06.2009
Ognista otchłań piekła zmaterializowana
Igranie z ogniem przeważnie kończy się źle. Jednak nie tym razem! Jeżeli przyszłoby określić sztukę aktorską prezentowaną przez performerów z Teatru A Part jednym słowem zapewne byłby to przymiotnik „odważna”.
„Faust”, będący trzecią odsłoną Tryptyku Egzystencjalnego, luźno nawiązuje do arcydzieła skreślonego ręką Johanna Wolfganga Goethego. Plenerowy spektakl ukazuje historię nieszczęśliwej miłości łączącej dobrą i nieskalaną złem kobietę z tajemniczym mężczyzną. Porusza także kwestie egzystencjalne. Na uwagę zasługuje umiejętne granie na emocjach oraz wykorzystanie efektownych środków technicznych urozmaicających dramat.
Scenografia została doskonale dobrana. Plenerową scenę podzielono na dwie sfery. Jedną z nich stanowią bramy piekieł, natomiast druga może być wyobrażeniem ziemskiego cmentarza, na którym spoczywają doczesne szczątki ludzkie. Pomiędzy nimi znajduje się przestrzeń graniczna, w której toczy się walka życia ze śmiercią, wojna światła i ciemności.
Aktorzy (Natalia Kruszyna, Joanna Pyrcz, Monika Wachowicz, Jakub Kabus, Maciej Dziaczko, Cezary Kruszyna, Lesław Witosz, Dariusz Piotrowski, Marek Radwan) wykorzystują całą przestrzeń plenerowej sceny, zamieniając ją w metafizyczne theatrum mundi. Żywo gestykulują, co sprawia, że ich gra przypomina nieco wczesne melodramaty typowe dla kina niemego, dzięki czemu przekaz staje się jasny i czytelny.
Reżyser Marcin Herich podjął grę nie tylko z tekstem dramatu Goethego, lecz także z kulturą i sztuką. Dwugłowe i odrażające monstrum przechadzające się z kosą po scenie przypomina potwory goszczące na płótnach Hieronima Boscha. Natomiast posykujące i pokręcone kobiety odziane w czerń to chrześcijańskie wyobrażenie wiedźm.
Marcin Herich dobrze stopniuje napięcie. W pierwszej scenie umieszcza czworo ubranych na czarno ludzi, którzy ni to gonią się, ni to tańczą. Umysł nasuwa tu skojarzenia z symboliką środka i chęcią separacji. Jedna z kobiet gra w „ludzkie klasy”, gdyż zamiast przeskakiwać przez kolejne pola narysowane kredą na ziemi, skacze nad ciałem leżącego mężczyzny. W kolejnej odsłonie pantonimicznej gry pojawia się nieznany, czerwony element, psujący harmonię układanki. Szkarłatna sukienka kobiety kontrastuje z czernią tajemniczych bohaterów, symbolizując życie i tlącą się w niej miłość. Pełna ekspresja ruchów kobiety w czerwieni ujawnia się podczas intymnego zbliżenia z ukochanym. Po chwili uniesienia następuje załamanie, ponieważ mężczyzna ginie w piekielnych płomieniach. Kobieta błąkając się po ziemskim padole łez szuka ukochanego, lecz ten bytuje już winnym wymiarze rzeczywistości. Nie widzą się, choć ich ciała splatają się. Demoniczne postaci oblewają kobietę wiadrami wody, co może symbolizować oczyszczenie duszy oraz śmierć. W kolejnej odsłonie bohaterka leży w miejscu, które wcześniej wydawało się być cmentarzem. Jej czerwona sukienka ustąpiła miejsca białej. Lecz także i ta, zostaje z niej zerwana przez mężczyznę, który odziera ją z niewinności, brukając. Symboliczna podróż przez oniryczne obrazowanie kończy się w momencie, gdy bohaterka powraca z zaświatów wtłoczona w czarny strój, upodobniający ją do pozostałych bohaterów, będących personifikacjami siedmiu grzechów głównych. W końcowej partii, na stosie utkanym z własnych wizji i rojeń ginie mężczyzna, wydający się być śniącym sen, który reżyser ukazał oczom zgromadzonej widowni. Jest to niezwykle efektowna scena, jedna z najpiękniejszych prezentowanych do tej pory podczas festiwalu.
W olbrzymim repertuarze środków artystycznego wyrazu nie zabrakło także modnych ostatnio szczudlarzy oraz wszechobecnej nagości. Jednakże w przypadku tego spektaklu nagość znajduje swe uzasadnienie w pierwotnych siłach natury.
„Faust” jest piękny wizualnie i stworzony z rozmachem. Estetyka ognistych płomieni oplatających ciała nieszczęśników i diabelskich demonów, jak i wiotkie ciała orantek wywołuje całą feerię cudnych obrazów. Warto nadmienić, iż wykorzystanie żywego ognia jest niezwykle niebezpiecznym zabiegiem scenograficznym. Szczególnie, że w płonącym kręgu demoniczni pomocnicy Pana Ciemności uwięzili jednego z bohaterów dramatu, który efektownie znika, rozpływając się w tańczących płomieniach. Także muzyka została dobrze dobrana, gdyż stanowi foniczną ilustrację do prezentowanych wydarzeń.
„Faust” prezentowany przez Teatr A Part to wzniosłe misterium męki, lecz także lekcja alchemii uczuć łączących jednostki ludzkie oraz parenetyczne pouczenie o dwoistości natury człowieka.
Magdalena Mikrut, Dziennik Teatralny, 18.06.2011
Nagość, woda i ogień w „Fauście” na Rynku Manufaktury
Wieczorem 10 sierpnia niezależny Teatr A Part wystawił w Manufakturze „Fausta”.
Sam spektakl Marcina Hericha z klasycznym „Faustem” ma niewiele wspólnego. Autor odwołuje się tu raczej do wyeksponowania wątku miłosnego, który – w tym niewerbalnym widowisku – urasta do głównego wątku fabuły. I tak, jak mówią sami twórcy, przez blisko godzinę obserwujemy historię kobiety i obsesyjnie zakochanego w niej mężczyzny.
Aktorstwo grupy A Part jest bardzo ekspresyjne. Często bardzo wymowne gesty przeplatane są epatowaniem widza nagością, która choć wykorzystywana przez Hericha jest w sztuce wielokrotnie, to przyznać trzeba, że z zachowaniem należytego smaku. Stanowi jedynie dodatek do innych środków wyrazu stosowanych przez reżysera. A środków tych jest mnóstwo i nie sposób o nich nie wspomnieć. Począwszy od ciężkich metalowych akcesoriów, jak wiadra czy łopaty po blaszaną scenografię, której charakterystyczne dźwięki wprawiają widza w zamierzony nastrój.
Do tego dochodzą często spotykane w plenerowych przedstawieniach szczudła, dym, ogień, czy kilka wiader wody wylanej na główną bohaterkę. A Part czaruje widza tym wszystkim w sposób tak konsekwentny, że ten w ciszy i skupieniu ogląda sztukę od początku po sam finał. Właśnie ta cisza na widowni jest dla mnie miarą sukcesu wczorajszego przedstawienia.
Łukasz Ratajczyk, www.mmlodz.pl, 11.08.2011
Niedogaszony ogień się tli
Ona – czysta i niewinna, on zaprzedał duszę diabłu. Dwa różne wymiary rzeczywistości i żadnego pomostu między nimi. Bohaterowie, których nikt nie ocali. Zostanie po nich popiół i niedogaszony płomień wciąż jeszcze tlącego się ognia namiętności.
To muzyczno-wizualne widowisko dosłownie zwala z nóg sugestywnością teatralnych obrazów, naszpikowanych bogatą symboliką.
Przedstawienie zaczyna się z pozoru niewinnie. Cztery postaci ubrane na czarno wchodząc w przestrzeń gry są odrobinę zagubione. Próbują się nawzajem złapać, a jedna z kobiet gra w klasy, przeskakując przez ciało leżącego na ziemi mężczyzny. Działania aktorów przypominają dziecięce zabawy i są ilustracją relacji damsko-męskich w początkowej fazie znajomości. Z każdą minutą atmosfera się zagęszcza, bohaterowie trzymając się ze ręce, w tańcu wirują coraz szybciej. Pojawia się kobieta w czerwieni, sygnalizując wkroczenie zgubnych namiętności. Tańczący uciekają, a ona zostaje sama w kompletnej ciszy niezwerbalizowanych pragnień. Wtedy zjawia się Faust, którego rolę reżyser rozdzielił na dwóch aktorów w różnym wieku (ciekawe rozwiązanie inscenizacyjne, ilustrujące przemianę bohatera w końcowych scenach widowiska). Intymne zbliżenie kobiety w czerwonej sukience i młodego mężczyzny jest bramą do jego osobistego piekła. Na naszych oczach aktorzy Teatru A Part będą próbowali z sukcesem odtworzyć inferno za pomocą środków wyrazu artystycznego, często wykorzystywanych w spektaklach teatru ulicznego. Oglądamy więc niezwykle efektowne płomienie ognia piekielnego, strugi wody wylewane na główną bohaterkę, wszechobecną nagość, metalowe platformy i przerażających szczudlarzy w maskach. Estetyka nie razi, ponieważ wizja twórców jest realizowana konsekwentnie od początku do samego końca. Ekspresyjne aktorstwo nie wymaga wspomagania słowami, żeby poruszać, a niepokojąca, stopniująca napięcie muzyka idealnie współgra z całością widowiska.
Pokusy wpisane w życie każdego człowieka, przemijanie będące częścią ludzkiej egzystencji… „Faust” Teatru A Part skłania widza do refleksji pozostawiając go samego w ogniu niezadanych pytań, na które nie ma i nigdy nie będzie jednoznacznych odpowiedzi.
Magdalena Tarnowska, Dziennik Teatralny, 11.06.2014
Niełatwa historia Fausta. I Małgorzaty
Rozterki Fausta są przerażająco aktualne po dziś dzień, a kobiety tak jak kiedyś, tak i dziś mają pod górkę. Tak można byłoby najkrócej spuentować “Fausta” katowickiego Teatru A Part, który mogli obejrzeć widzowie Festiwalu na Wolnym Powietrzu. Tylko że to, oczywiście, nie jest takie proste…
Historię doktora Fausta, który w zamian za możliwość korzystania z magii i tworzenia cudów oddał diabłu duszę i nie uratowała go nawet miłość pięknej, o gorącym sercu Małgorzaty – znają wszyscy. Jeśli nie z opery, to z poematu Goethego albo innych dzieł literackich, których jest całkiem sporo, bo opowieść inspirowała całe pokolenia twórców.
Zainspirowała również Teatr A Part, ale w bardzo intrygujący sposób, a to w przypadku tak znanego motywu już samo w sobie jest ogromną sztuką. W tej wersji opowieść o Fauście jest raczej opowieścią o emocjach i demonach umysłu, choć one przecież także mogą być uznane za rodzaj magii – zwłaszcza przez tych, którzy w świecie emocji czują się niepewnie, nie rozumieją ich języka i nie umieją nad nimi panować: Faust kochający Małgorzatę, Małgorzata kochająca Fausta.
Wszystko to tworzy splątany, skomplikowany, nielogiczny jak to zazwyczaj w przypadku emocji, węzeł, z którym ani bohater, ani bohaterka nie umieją sobie poradzić, bo nigdy nie udaje im się być razem – albo ze sobą walczą, albo się mijają. I wszystkie wybory, jakich dokonują, są złe.
Widzowie obserwują, jak mijają się w realu i emocjonalnie. Przechodzą razem z nimi przez etapy wzajemnej i jeszcze zupełnie niewinnej fascynacji, a potem fatalnego zauroczenia seksem, przejścia od miłości do nienawiści, od rozpaczy do obojętności, od apatii do szalonych działań, które mają pomóc, a komplikują wszystko jeszcze bardziej. Widzą, jak czas płynie, Faust się starzeje, ale to niczego nie zmienia. Tylko z czasem jego demony stają się coraz silniejsze i w końcu bez reszty opanowują jego umysł. Faust ginie w piekle własnych emocji.
Nagość Małgorzaty to z kolei wyraz jej uprzedmiotowienia w relacjach. Oczywiście, kobiety były tak traktowane przez całe stulecia, ale sposób, w jaki pokazał to Teatr A Part, bardzo wyraziście uzmysławia całą grozę, całe okrucieństwo takiego traktowania – i bezbronność kobiet wobec niego.
Koniec może być tylko jeden, ale w tym spektaklu śmierć bohaterów wcale nie jest końcem. Jest impulsem do szukania odpowiedzi na kolejne pytania i staje się tak naprawdę początkiem.
Wyrazisty, mocny, zdecydowany i przerażający spektakl. Fantastyczna gra scenografią, kostiumami, które, mimo że niezwykle ascetyczne, okazywały się zdumiewająco wszechstronne. Niewiarygodne wręcz wyczucie efektów specjalnych, od gry ogniem po sypanie ziemi na symboliczne dwa groby pozwalały wyrazić zdumiewające spektrum emocji. To bardzo dobry spektakl, który warto było zobaczyć. Nawet jeśli grozi to tym, że pytanie dręczące Fausta, na które nie znalazł odpowiedzi, przedstawione w tej formie będą także widzów budzić po nocach. Bo zawsze warto szukać odpowiedzi. I kto wie, może dzięki podpowiedziom Teatru A Part kilka uda się znaleźć…?
Lilia Łada, TenPoznan.pl, 8.08.2020
Dziwny, zaczarowany chłopiec
W dobie pandemii teatry najwcześniej zamknięto i najpóźniej je uruchomiono. Chociaż dostali zielono światło by powrócić, to raczej tylko żeby pożegnać sezon. Wydawać by się mogło, że czeka nas wszystkich kolejna długa przerwa od sztuki. Wiele teatrów zdecydowało się na udostępnianie spektakli online, ale to rozwiązanie to, choć dawało nadzieję, to nie zaspakajało głodu.
Festiwal na Wolnym Powietrzu – święto teatru plenerowego to odpowiedź na potrzeby widzów. Od 1 do 10 sierpnia, w poznańskiej Starej Rzeźni, ale również w Murowanej Goślinie i Koziegłowach odbywają się spektakle i spotkania autorskie. Występują: Teatr KTO z Karkowa, Teatr A Part z Katowic oraz Teatr Biuro Podróży z Poznania. Ideą 3. edycji Festiwalu jest pokazanie spektakli inspirowanych wielką literaturą: Homer, Marlow, Goethe, Orwell i Saramago.
7 sierpnia rozpoczęto poznańską część festiwalu. Na terenie Starej Rzeźni zagościł „Faust” Teatru A Part w reżyserii Marcina Hericha. Każdy widz obowiązkowo musiał stawić się z oświadczeniem oraz maseczką. Następnie obsługa festiwalu kierowała widzów na miejsca, które oznaczono znakiem „x” wyrysowanym kredą, oczywiście zachowano regulaminowe 1,5 metra odstępu. Rozstawieni po dwóch stronach widzowie czekali na ceremonię, na teatralne misterium. W pozostałościach po poznańskiej Starej Rzeźni panuje tajemnicza atmosfera, a stojący w odpowiednich odległościach widzowie w maseczkach tylko potęgują to wrażenie. Jak zatem odróżnić aktora od tłumu? To ten, który nie zasłonił ust i nosa. Na wydzielonej dla spektaklu przestrzeni wyrysowano znaki astrologiczne w kręgu. Krąg ten znajduje się na środku „sceny”, a na jej krańcach stoją metalowe konstrukcje, z jednej strony z czarnymi płachtami, zaś z drugiej z czerwonymi. Na scenę wybiegają w czarnych strojach dwie kobiety i dwóch mężczyzn, ganiają się po okręgu, później tańczą, ale ich zabawę przerywa pojawienie się kobiety w czerwieni. Grupa ucieka, a do kobiety dołącza mężczyzna w białej koszuli, rodzi się między nimi namiętność. W kolejnych sekwencjach przewija się symbolika kolorów – biel, czerń i czerwień, ale obecne są również żywioły – woda, ziemia i ogień. Pojawiły się również szczudła i metalowe konstrukcje, na które aktorzy mogli się wspinać. W spektaklu obecna jest również nagość, ale ona w żaden sposób nie razi, a raczej zachwyca. Całość zachowuje charakter misterium, a ograniczona liczba widzów, maseczki i dystans społeczny potęgują wrażenie, że należymy do kręgu wtajemniczonych.
„Faust” Teatru A Part to tajemnicza, pełna symboli i zmysłowości ceremonia. Historia o walce jednostki i choć piękna w realizacji, to tragiczna w wydźwięku. Twórcy pokazują walkę o ludzką duszę, starcie dobra ze złem, którego ofiarą zawsze jest człowiek. Wydawać by się mogło, że jest to motyw, w którym nie dałoby się odnaleźć czegoś nowego. W końcu walka światła z ciemnością trwa cały czas i nigdy się nie kończy, jednak środki zastosowane w spektaklu pozwalają na nowo odkryć potencjał tego motywu. Trzy kolory, trzy żywioły, kilku aktorów, szczudła i muzyka tworzą razem niepowtarzalny klimat. Przestrzeń poznańskiej Starej Rzeźni dostała kolejną szansę jako miejsce, w którym da się robić teatr i do tego dobry teatr. Część terenu została wyburzona, więc to misterium o Fauście grane było niejako w ruinach, które samo w sobie są dość tajemnicze. Mimo pandemii, widzowie chętnie i licznie przybyli na Festiwal. Tęsknota za teatrem, tym prawdziwym, gdzie siłą jest kontakt aktora z widzem, jest wielka, więc pozostaje podziękować organizatorom i występującym za szansę uczestniczenia w tym widowisku.
„Faust” to misterium upadku jednostki, którą zniszczyła odwieczna walka dobra ze złem, światła z ciemnością. W rytmach, czasem niepokojącej, muzyki rozgrywa się dramat, bo z czasem człowiek traci wolną wolę, a jego życiem kierują siły wyższe. Momentem zapadającym w pamięć jest scena, w której z głośników słychać utwór „Nature Boy” z repertuaru Nata Kinga Cole ‚a: „(…) Był sobie kiedyś bardzo dziwny, zaczarowany chłopiec, (…) powiedział mi: Najlepsza rzecz, jakiej się kiedykolwiek nauczysz to po prostu kochać i być kochanym w zamian (…)”.
Natasza Thiem, Dziennik Teatralny Poznań, 12.08.2020
Zdjęcia: Cezary Pomykało
