W DŻUNGLI HISTORII. VARIETE to drugi spektakl Teatru A Part, po „Künstlerspiele. Sceny z Wielkiej Wojny”, z tematem wojny w tle i konwencją nawiązującą do stylu kabaretów pierwszej połowy XX wieku, tym razem poszerzoną jeszcze o motywy rodem z rewii oraz nawiązania do początków kina. Podobnie jak w przypadku „Künstlerspiele. Sceny z Wielkiej Wojny” i tym razem bezpośrednią inspiracją dla powstania przedstawienia były dzieje obecnej siedziby Teatru A Part.
Kulturalne losy budynku w oficynie przy ul 3 Maja (Grundmannstrasse) 11a w Katowicach, gdzie na I piętrze znajduje się obecnie scena studyjna Teatru A Part, związane są z niemiecką historią miasta i dwoma globalnymi konfliktami wojennymi XX wieku. W 1907 roku budynek zaadoptowano na nieme kino. Grand Kinematograph działał tam aż do 1915 roku czyli pierwszych lat I wojny, kiedy splajtował. W czasie II wojny światowej, gdy Katowice zaanektowała III Rzesza działał w nim niemiecki kabarett – piwiarnia Künstlerspiele.
Spektakl jest koprodukcją Teatru A Part i Theaterlabor Bielefeld w Niemczech, realizowaną w ramach międzynarodowego projektu artystycznego „W dżungli historii. Europejska podróż teatralna”, związanego z setną rocznicą I wojny światowej. Przedstawienie powstało podczas rezydencji artystów Theaterlabor Bielefeld w Katowicach w marcu 2015 roku.
Pomysł, scenariusz, reżyseria, scenografia: Marcin Herich i Siegmar Schröder
Występują: Yuri Brite Anderson, Natalia Kruszyna, Alina Tinnefeld, Monika Wachowicz, Thomas Behrend, Michael Grunert, Cezary Kruszyna, Lukas Pergande
Muzyka: w spektaklu wykorzystano utwory: „Kashmiri Love Song” w wyk. Rudolfa Valentino, „Ramona” w wyk. Dolores del Rio, „Cheek to Cheek” w wyk. Freda Astera, „Chica Chica bum Chic” w wyk. Carmen Mirandy, muzykę zespołu Pablo’s Eye oraz piosenki: „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Unter den Pinien von Argentinien”, „So ein Regenwurm hat’s gut”, „Raus mit den Männern”, „La chanson de Tessa”, „Musik, Musik, Musik” i pieśń „Oft, denk ich” (z „Kindertoteliender”) Gustava Mahlera w wykonaniu członków zespołu
Tekst: w spektaklu wykorzystano fragment książki „Zapomniana strefa” Mary Borden (tłum. Natalia Kruszyna), wiersze „Perhaps Stange” i „What A B what a b what a beauty” Kurta Schwittersa oraz fragment sztuki „About Sea and Land and Sky” Abigail Docherty
Czas trwania spektaklu: 65 minut
Premiera: Katowice, Künstlerspiele, marzec 2015
Projekt został zrealizowany przy udziale środków finansowych z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego.
PREZENTACJE
Przedstawienie zostało zaprezentowane pięciokrotnie w Katowicach: 10 marca 2015 roku (premiera), dwukrotnie w czerwcu 2015 roku i dwukrotnie w czerwcu 2017 roku podczas Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Performatywnych A Part.
Spektakl został zaprezentowany także w Theaterlabor im Tor 6 w Bielefeld w Niemczech podczas sympozjum „W dżungli historii. Europejska podróż teatralna” w październiku 2015 roku.
RECENZJE
Przymierzanie cieni
Najpierw znalazłem się w miejscu niecnym, w teatrze który odgrywa jakąś nieprzytomną historię. Półnagie fordanserki, język niemiecki, wino, rozprawy o sztuce Weroniki Murek, zmysłowo archaiczne dźwięki fortepianu. Nie wiem, czy czegoś dolali mi do wina, czy czegoś dosypali do powietrza w Kato, ale chciałem jeszcze. Potem jednak pomyślałem, że to (festiwal) A PART wkroczył w taką fazę, i nastroił mnie na odbiór fal utradziwnych.
Marcin Herich najwyraźniej odchodzi od formuły spektakularnego widowiska (albo mnie się tylko tak wydaje) i stawia na kameralny underground, nie porzuca tematu Historii, ale opowiada ją inaczej, nieikonicznie (chociaż formę kabaretu, wodewilu można oczywiście uznać za ikoniczną), w niedopowiedzeniach, dyskretnych aluzjach, zmianie ulega również struktura przedstawienia – to już nie są epickie obrazy, ale teatralne anegdoty, sylwy, fragmenty dyskursu scenicznego. Rzecz jasna, temat wymusza jakąś strategię. Inaczej „robi się” Fausta, inaczej historię niespisaną, zaginioną, wyrzuconą – powiedzielibyśmy Schulzem – na bocznicę, poza główną, oficjalną narrację – a takim tematem jest kwestia relacji polsko-niemieckich przed wojną, czy losy kabaretu Künstlerspiele działającego przy ulicy Grundmannstrasse, dzisiejszej 3 Maja. To piękny i bezpretensjonalny gest – nawiązać do historii miejsca, które staje się nową siedzibą działań teatralnych – a Herich nawiązuje doń dwukrotnie – spektaklem „Künstlerspiele. Sceny z Wielkiej Wojny” i „W dżungli historii. Variete” – w kooprodukcji z niemieckim Theaterlabor. Zwłaszcza, a może właśnie dlatego, że nic o Künstlerspiele nie wiadomo; zachowały się zaledwie dwa zdjęcia i jedna relacja – trudno powiedzieć, na ile wiarygodna – i powtarzające się w niej niczym refren zdanie „oni nie byli artystami”. Ten sceniczny dyptyk jest więc rodzajem swoistej archeologii, graniem po omacku, psychodramą, która ma nadzieję na istnienie fluidów, dziur w czasie, atmosfery sprzed wieku, to przymierzanie się do tamtych ról i rólek, przymierzanie się do cieni (cieni bohaterów dekadencji ale i cieni wojennych – w pewnym momencie miałem wrażenie, jakbym oglądał wszystkie wersje „Rozstrzelania” Wróblewskiego). Jest w klimacie „Künstlerspiele…” i „W dżunglii historii…” coś z kina Davida Lyncha, a myślę tu przede wszystkim o Twean Peaks i Blue Velvet, jakiś rodzaj tajemniczego misterium, estetycznej wulgarności, są niedwuznaczne aluzje, kicz i patos śmierci. Trudno mi lepiej sobie wyobrazić klimat, mimo wszystko jednak biernego oczekiwania na zwrot historii, „koniec czasu, jaki znamy”. Z jednej strony wzbiera, i wszyscy to czujemy, ogromna energia, która rozsadzi wszystko, z drugiej doświadczamy stanu „wyczerpania” i pozostaje nam tylko czekać. Na przecięciu tych dwu dynamik rozwijają się sceny opowieści. Ale Herich nie tylko nawiązuje do miejsca i atmosfery. Chodzi również o gest solidarności – oto bowiem ci, którzy od początku swojego istnienia uprawiają tułaczkę, teatralną partyzantkę, a niechby i nawet teatralną anarchię – jeśli porównać to z instytucjonalną sceną – wyciągają rękę do tych nieprawdziwych artystów z Kunstlerspiele, do tej kabaretowej hoksztaplerki, a „they are not artists” wykrzykiwane przez Yuri Birte Anderson staje się symbolicznym znakiem przynależności.
Radosław Kobierski, www.rueboutdumonde.blogspot.com, 18.06.2015
W dżungli rozmaitości
„W dżungli historii. Variete” to wspólny spektakl Teatru A Part i niemieckiego Theaterlabor im Tor 6. Zespół z Bielefeld został założony w 1983 roku przez reżysera Siegmara Schrödera i jest jednym z najstarszych i najbardziej docenianych profesjonalnych teatrów eksperymentalnych w Niemczech. Jest to druga produkcja Teatru A Part – po kabarecie „Künstlerspiele. Sceny z Wielkiej Wojny” –inspirowana wojenną i kulturalną historią Katowic oraz sztuką estradową pierwszej połowy zeszłego stulecia. Tym razem, poza stylistyką kabaretów artystycznych, dodano wiele elementów rewiowych czy nawiązania do poetyki niemego kina. Pantomimiczna narracja została ożywiona tekstami w języku polskim i niemieckim, które nie zawsze są tłumaczone. Jedną z ważniejszych płaszczyzn przedstawienia jest muzyka. Towarzyszy ona widzowi od krótkiego wstępu przez cały czas trwania „W dżungli historii. Variete”. Owa „muzyka na żywo” to zestawienie znanych i mniej znanych utworów śpiewanych przez aktorów: od piosenek Freda Asteire’a, przez „Miłość ci wszystko wybaczy” Hanki Ordonówny po pieśni Mahlera. Ośmioosobowy zespół aktorski świetnie poradził sobie zarówno z zadaniem muzycznym, jak i aktorskim. Ekspresyjna gra i ruch sceniczny doskonale ukazywały konwencję kabaretu varietes, a sceny o tematyce wojennej poruszały. Podobnie jak w „Scenach z Wielkiej Wojny” scenografia nie gra wielkiej roli. Pusta przestrzeń i kilka krzeseł mają skupiać uwagę widza na aktorach. Dodano za to oświetlenie, które przywołuje na myśl wielkie sceny rozrywkowe poprzedniego stulecia. Mocne, wyraźne, szalenie rewiowe.
Przedstawienie to ciągła, nieprzerwana narracja ruchu i muzyki. Niczym w filmowych klatkach przewija się okrucieństwo wojny, kabarety, rewie i właśnie sceny kina niemego. W przeciwieństwie do kabaretu „Künstlerspiele”, gdzie motyw wojny był nadrzędny, tu jest tylko pewnym punktem odniesienia. Nierozerwalny z wojną temat śmierci nie jest tu tabu. Wręcz przeciwnie, jest czymś naturalnym, na porządku dziennym, choć tak samo przytłaczającym. Refleksyjne, smutne piosenki są do tego wymarzoną oprawą. Większym wyzwaniem było ukazanie skomplikowanych relacji niemiecko-polskich. Polaków i Niemców łączy nie tylko trudna historia zbrojnych konfliktów, ale także historia kultury i sztuki, której przejawy można znaleźć na terenie Katowic. W „dżungli historii” aktorzy obu narodowości grają w sposób, który niweluje bariery językowe i kulturowe. Spektakl jest dowodem na to, że zanikają wszelkie granice, gdy mowa o najważniejszym dziedzictwie, jakim jest sztuka.
Anna Zakrzewska, Na stronie, 19.06.2015
Spojrzenia na… „W dżungli historii. Variete”
„Wojna nigdy się nie zmienia – jak mówi znane powiedzenie – ale zmienia wszystko”. Dobrze jest przypomnieć sobie o tym od czasu do czasu.
Lampka wina i wygodny fotel – tak przywitały mnie połączone siły Teatru A Part i Theaterlabor Bielefeld. W klimatycznym wnętrzu foyer spektakl już trwał: na pianinie przygrywał muzyk, zaś jeden z widzów został wciągnięty w grę karcianą. Pośrodku pomieszczenia swoje (dosyć imponujące, trzeba przyznać) umiejętności estradowe prezentowali pozostali aktorzy. Iluzja uczestnictwa w przedwojennym kabarecie była niezwykle silna i urzekająca. Niestety, szybko się skończyła. Druga część spektaklu rozgrywała się już na jaskrawo oświetlonym białym tle – po wcześniej wykreowanej atmosferze pozostało tylko wspomnienie. Konwencja kabaretu została zniesiona. Szczeliny powstałe po przełamaniu poprzedniego obrazu wypełnia tematyka wojenna. Raz wywołany, głos historii wpływał na każdą scenę, nie pozwalając spektaklowi na powrót do poprzedniej, urokliwej formy z foyer. Zarówno kontrast pomiędzy obiema częściami spektaklu, jak i wewnętrzne kontrasty w jego drugiej połowie, bardzo dobrze tworzą klimat przedstawienia. Wyjątkowego smaku dodaje znakomita – pełna zaangażowania i precyzji ruchu – gra aktorska. Dobrze dobrana muzyka prowadzi nas przez kolejne elementy słodko-gorzkiej narracji, by w efekcie pozostawić widza z nieokreślonym poczuciem żalu, że istnieją zjawiska, po których nie ma powrotu do tego, co było.
Filip Jałowiecki, Na stronie, 8.06.2017
Artyści dali widowni okazję do chwilowego poczucia kompletnego niezrozumienia otaczającego świata. Ze sceny wybrzmiewały języki angielski, niemiecki, francuski, rosyjski i polski. Wszystko co niezrozumiałe, obce, inne, może być niebezpieczne i prowadzić do sporów, a nawet do konfliktów zbrojnych…
W spektaklu ukazany został paradoks człowieczeństwa. Z jednej strony zdolni jesteśmy do czynów wzniosłych, z drugiej zaś gatunek ludzki posuwa się do okrucieństwa. Na scenie oglądaliśmy przeplatające się obrazy wojny i prozaicznego życia, ludzkiego geniuszu oraz bestialstwa. W pewnym momencie słyszymy ze sceny informacje o technologicznych „nowościach”. Czasem jest to wynalezienie zamka błyskawicznego, innym razem protezy kończyny. Co ważne, chwilę wcześniej widzieliśmy symboliczną scenę gwałtu, a także zszywania rozczłonkowanych części ludzkiego ciała. Czy więc zamek błyskawiczny został stworzony w celu ułatwienia dostępu do ofiary, a protezy to konsekwencje masowego okaleczania ciał? Przedstawienie skłania do przemyśleń nad tym, czy rozwój człowieka uzależniony jest od naszego niegodziwego postępowania. Czy rzeczywiście bez jednego nie ma drugiego? Warto zagłębić się w tę dżunglę rozmyślań.
Jadwiga Krowiak, Na stronie, 8.06.2017
Zdjęcia: Rafał Sandecki
Otwórz galerię Zobacz wideo