Przedstawienie CZTERY jest ciągiem kompozycji scenicznych na cztery performerki, ruch, przestrzeń, dźwięk i światło. Spektakl powstał w koprodukcji dwóch polskich teatrów niezależnych: A Part z Katowic i Amareya z Gdańska pod kierunkiem lidera A Partu, Marcina Hericha. „Cztery” jest pierwszą częścią cyklu pod wspólnym tytułem „4”. Dotąd powstały trzy części cyklu: „Four” (2018), „Four More” (2021) i „Trzy Cztery” (2023).
Cztery performerki, kobiety, osoby, ciała.
Cztery w Japonii i Korei jest homofonem słowa „śmierć”.
W kulturze europejskiej jest liczbą człowieka, symbolizuje materię i doczesny porządek.
Cztery strony świata, cztery pory roku i cztery żywioły.
Czterej jeźdźcy Apokalipsy.
Cztery rzeczy nienasycone: otchłań, łono niewiasty, ziemia i ogień.
Scenariusz, reżyseria, choreografia: Marcin Herich
Współpraca choreograficzna: zespół
Występują: Alina Bachara, Katarzyna Pastuszak/Marta Zielonka, Aleksandra Śliwińska, Monika Wachowicz
Muzyka: Angel, Kato Hideki, Mr Geoffrey & JD Franzke
Spektakl, wg pomysłu i w reżyserii Marcina Hericha, przygotował zespół w składzie: Daniela Komędera-Miśkiewicz, Katarzyna Pastuszak, Aleksandra Śliwińska, Monika Wachowicz. Przy realizacji oświetlenia do spektaklu współpracował Bartosz Gburek.
Koprodukcja Teatru A Part i Teatru Amareya.
Współprodukcja: Fundacja Paryż. Współfinansowano ze środków Miasta Katowice.
Współfinansowano ze środków Samorządu Województwa Śląskiego.
Czas trwania spektaklu: 40 minut
PREZENTACJE
– 18 lutego 2018, Katowice (pokazy przedpremierowe);
– 15 czerwca 2018, Katowice (premiera, Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part);
– 8 marca 2019, Katowice;
– 7 i 8 września 2019, Gdańsk (Klub Żak, Polska Platforma Tańca);
– 4 października 2020, Katowice;
– 6 października 2020, Toruń (Centrum Kultury Od Nowa, Alternatywne Spotkania Teatralne Klamra);
– 9 października 2020, Bielefeld, Niemcy (Theaterhaus TOR 6);
– 4 października 2021, Lwów, Ukraina (Pierwszy Teatr, Międzynarodowy Festiwal Teatralny ZLoty Lew)
– 7 stycznia 2022, Wrocław (CSP Piekarnia, Instytut Grotowskiego, Szczeliny. Kobiety w Sztukach Performatywnych)
– 9 czerwca 2023, Budapeszt, Węgry (Artus Contemporary Art Studio, Performing Poland, Olimpiada Teatralna)
– 10 września 2023, Podgorica, Czarnogóra (KIC Budo Tomovic, Festival Internacionalnog Alternativnog Teatra FIAT);
RECENZJE
Dwa pojrzenia na „Cztery” Teatru A Part i Teatru Amareya
Tym razem ze spotkania artystów świadomie operujących ciałem, światłem i gestem powstał obraz odwołujący się do symboliki liczb (tytułowe „cztery” to najbardziej materialna, ludzka i ziemska z nich), a więc przenoszący widza w wymiar abstrakcji. Tak więc te dwie sfery – abstrakcyjna i materialna – spotkały się w nagich ciałach czterech aktorek i stworzyły spektakl Teatru A Part i Teatr Amareya.
Ciała pełnią tu rolę rekwizytu, scenografii i aktora jednocześnie. Scena spowita jest mrokiem, a więc widz, łagodnie kierowany światłem i muzyką, koncentruje na nich całą uwagę. Obserwuje bogate spektrum ich ruchów – od powolnych i leniwych, po gwałtowane i mechaniczne. Śledzi relacje, jakie między sobą budują. W centrum przedstawienia znajduje się materialność człowieka wraz z jego erotyzmem i ograniczeniami, ale także wyrażane za jej pośrednictwem pragnienia, lęki i uczucia.
Twórcy spektaklu przedstawiają cielesne obrazy i pozwalają podążać ścieżką, która wytyczana jest przez nasuwające się widzowi skojarzenia. Ścieżka ta jest wąska i kręta, wszak czwórka nie zawsze wyznacza tylko strony świata. Okazuje się, że na jej końcu czyhać może otchłań, a nawet – zgodnie z japońskim przesądem – śmierć.
Łucja Siedlik
Cztery kobiety. Cztery nagie ciała skąpane w półmroku. Cztery krzesła, cztery pary butów i cztery wiatraki. Tak niewiele trzeba, żeby zaprezentować zebranej widowni studium kobiecości.
Artystki poprzez swoją nagość – symbolizującą niewątpliwie zarówno wstyd, jak i odwagę – zaprosiły widzów w intymną podróż w świadomość kobiety. Z pozoru przypadkowe ruchy aktorek były nieregularnym powtarzaniem pewnego porządku gestów, pozostających w luźnym związku z sekwencjami pozostałych performerek. Cykliczność ruchu, pomimo gwałtowności prezentowanych figur, nie wzbudzała niepokoju.
Zastosowany w dalszej części spektaklu ruch staje się bardziej płynny i mięki, a dalszy przebieg gestów powoli staje się czytelny. Złączone ciała artystek symbolizują w moim odczuci kobiece myśli. Kolejny element – „taniec z wiatrakami” – stanowi manifestację seksapilu, jak również pewności i świadomości siebie. Nagość nie jest tu wulgarna, a w pełni naturalna.
Premierowy, koprodukcyjny spektakl gdańskiej grupy teatralno-tanecznej Amareya oraz katowickiego teatru ciała, formy i narracji wizualnej A Part, niewątpliwie wbił publiczność w fotele.
Daniel Cieślik
„Na stronie” nr 3/2018 [Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part, Katowice]
Cztery
Cztery performerki, cztery kobiety, cztery osoby, cztery ciała. Taki jest punkt wyjścia dla spektaklu „Cztery”, koprodukcji Teatru A Part oraz Teatru Amareya & Guests. Miał ona swoją premierę 15 czerwca 2018 r. podczas 24 Festiwalu Sztuk Performatywnych A Part w Katowicach. W spektaklu w reżyserii Marcina Hericha wystąpiły Daniela Komędera, Katarzyna Pastuszak, Aleksandra Śliwińska i Monika Wachowicz.
Dlaczego cztery? W opisie spektaklu jego twórcy piszą o symbolice liczby, oznaczającej stworzenie, świat, żywioły, pory roku, ale też śmierć i zagładę. Można zatem powiedzieć, że liczba cztery symbolizować będzie odwieczny porządek, wokół którego obraca się nasze życie, zwłaszcza w jego materialnym aspekcie. Jego trwanie wyznacza stawanie się i znikanie.
„Cztery” to niejednoznaczny spektakl. Z jednej strony na scenie widzimy cztery kobiety, co jednoznacznie odsyła nas ku feministycznym interpretacjom. Pojawia się tematyka cielesności i relacji między kobietami. Z drugiej jednak strony, spektakl „Cztery” wymyka się jednoznacznym interpretacjom, odsyłając nas ku tematyce związanej z uniwersalnością ludzkiego doświadczenia, zmieniając, tym samym, kontekst funkcjonowania kobiecego ciała.
Ciało kobiety jako uniwersalne przedstawienie ciała człowieka
Kulturowo przyzwyczajeni jesteśmy do przedstawień postaci człowieka poprzez przedstawienia męskiego ciała. Począwszy od biblijnego Adama, poprzez człowieka witruwiańskiego Leonardo da Vinci, ukazującego męski akt jako wzór proporcji ludzkiego ciała, męskie ciało jest uniwersalizowane jako przedstawienie ludzkiego ciała.
Początkowe sceny spektaklu „Cztery” zdają się odwracać ten schemat. Widzimy cztery ludzkie postaci stojące tyłem i wykonujące powtarzalne ruchy. To uniwersalne przedstawienie ciała w ruchu. Każdy ruch jest tutaj inny, podobnie jak inne są ciała, które widzimy na scenie. Performerki, biorące udział w spektaklu, różnią się wzrostem, wagą, stopniem rozbudowania mięśni, a co za tym idzie też, ekspresją ciała. Podobnie jak w życiu, na scenie, ludzkie ciało, chociaż anatomicznie zawsze podobne, jest niepowtarzalne. Ciała różnią się kształtami, rozmiarami, kolorami. Każde posiada swój znak szczególny, co indywidualizuje nas, ale też, paradoksalnie, sprawia, że w swojej różnorodności jesteśmy do siebie podobni. Najbardziej uniwersalny jest właśnie obraz oddający zróżnicowanie ciał.
„Cztery” nie jest spektaklem narracyjnym. To raczej zbiór scen o różnym natężeniu, czymś w rodzaju esencji przedstawienia życia człowieka w kontekście cielesnych, ale nie seksualnych, interakcji. Każda kolejna scena spektaklu „Cztery” przywodzić może uniwersalne gesty, symbole i ruchy, towarzyszące człowiekowi oraz interakcjom pomiędzy ludźmi. Widzimy bliskość, zaraz potem odpychanie, dominację, a więc pełen przekrój relacji, w jakie wchodzą ludzie. To ciało w relacji do ciała, w całej jego materialności i fizyczności. W tej perspektywie „Cztery” to również spektakl o ciele w przestrzeni, jego geometrii i plastyczności, podkreślonej dodatkowo przez miękkie, malarskie oświetlenie. W niektórych scenach spektaklu cztery wyglądają niczym postaci z renesansowego malarstwa. To przecież renesans wyposażył nas, na powrót po epoce średniowiecza, w wyobrażenia cielesności. To malarskie nawiązanie nie wydaje się tutaj bezzasadne.
„Cztery” balansują na dwóch biegunach – pomiędzy życiem, cielesną witalnością, a śmiercią. W spektaklu widzimy jak performerki doprowadzają swoje ciała do sytuacji zmęczenia, ciężko chwytają powietrze, a w jednej ze scen, owinięte w pozornie lekką folię, walczą o każdy ruch i oddech. Końcowe osuwanie się czterech w ciemność, każe myśleć o ich kresie. Śmierć, nieuchronny element cyklu życia, jest w spektaklu niewypowiedzianą towarzyszką. To nieoczywista interpretacja, odsyłająca do prapodstawy wszystkiego, gdzie początek zawsze implikuje koniec. Co czeka cztery, gdy w ostatniej scenie spektaklu podążają ku czerwonemu światłu? Czy idą ku śmierci, a może ku narodzinom, by powtórzyć cykl?
W całości spektaklu pobrzmiewają odniesienia do opozycji natura-kultura. Natura to jedność człowieczeństwa, kultura natomiast, symbolizowana przez obecne przez cały spektakl metalowe wiatraki oraz buty szpilki, które w pewnym momencie zakładają performerki, zdaje się być siłą niejednoznaczną. Zakładając szpilki, na jedną scenę, na moment, cztery stają się kobietami. Buty na obcasach to, obok czerwonej szminki, najbardziej stereotypowy marker płci. W scenie tej, najbardziej odróżniającej się w całym spektaklu, z offu pada hasło relax your body and mind. Performerki, jak na umówiony znak, zaczynają tańczyć przed rozwiewającymi ich włosy wiatrakami. Czy jest to chwila, gdy ciało zostaje ukontekstuowione jako ciało mające nadaną płeć? Czy może to moment beztroskiej wolności czterech? Mimo wszystko wydaje się, że w pozach tych jest rodzaj kulturowo odtwarzanej gry. Te same wiatraki, już w jednej z następnych scen, nakierowane wprost na publiczność, okazują się być opresyjnymi machinami, wiejącymi zimnym wiatrem. Scena radykalnie się zmienia. Kontekst kobiecości okazuje się chwilowy. Ponownie widzimy nagie ciało – ciało człowieka.
Ku teatrowi wyzwolenia ciała
Ludzkie ciało, męskie czy też żeńskie, ukazane w pełnym kontekście swojej cielesności, różnorodne, operujące na granicy swojej wytrzymałości, stające się obiektem wobec samego siebie, przestaje być ciałem widzianym przede wszystkim przez pryzmat seksualności, stając się symbolem. Jest to symbol zarazem teatralnie umowny, jak i materialny, pokazujący, że ciało jest uniwersalnym przekaźnikiem znaczeń i emocji. To ciało wyzwolone z kulturowego gorsetu, poruszające się w nieskończonym cyklu życia i śmierci. Pod tym względem spektakl „Cztery” pokazuje nam starą-nową opowieść o ludzkim życiu. Nie mówiąc nic, czego do tej pory nie wiedzielibyśmy, odsłania ciało spod otaczających je dyskursów, upominając się o tę najbardziej podstawową opowieść o człowieku, o której, przecież, tak łatwo zapominamy.
Monika Popow, „Śląsk” nr 10/2018 [Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part, Katowice]
„Cztery” czyli symbol wcielony
Gdzie szukać odpowiedzi na pytania fundamentalne? Jak wyjaśnić sens narodzin i śmierci, miejsce człowieka w świecie czy odwieczne prawa natury? Być może prawda żyje gdzieś w głębi naszych ciał, organów, tkanek i atomów. Najbardziej bezpośrednie poznanie odbywa się poprzez cielesną aktywność. Pojąć znaczenie, to zaktualizować symbol w ruchu – z tym właśnie tematem mierzy się spektakl Cztery w reżyserii Marcina Hericha i choreografii zespołowej Teatru A Part i Teatru Amareya.
Tytułowe cztery nagie kobiety wychodzą z ciemności krokiem spokojnym, lecz zdecydowanym, świadomym swojego kierunku i celu. Przez dłuższą chwilę publiczność obserwuje odwrócone tyłem sylwetki na tle przyćmionego światła, nieruchomy rząd ciał w odległym krańcu sceny. Stopniowo ożywają, w skupieniu przesuwając się w stronę widzów, przez co można odnieść wrażenie, że czas wydłuża się w godziny, całe dni, lata i epoki. Pracują ręce performerek: powoli, konsekwentnie drążą przestrzeń, kreśląc w powietrzu subtelne kształty i wznosząc się ku górze niby łodyżki roślin. Im bliżej proscenium, tym więcej szczegółów zarysowuje się w cielesności kobiet. Ujawniają się napięcia mięśni, faktura skóry, zgięcia stawów. Powstaje obraz czysto fizyczny, niezwykle dosadny i prosty w swej biologicznej formie. Na samym końcu mozolnej wędrówki przez scenę kobiety odwracają się gwałtownym ruchem. Stają pewnie na nogach, otwarte i naprężone, a ich twarze mówią: „jestem”. Nagość nie szokuje, nie oburza – jest faktem, tak jak faktem jest obecność. Faktem jest materia, która nas buduje, oraz nieustanne procesy, którym podlega wszystko, co istnieje.
Performerki wykonują sekwencje dynamicznych akcji, chaotycznych zmian pozycji, którym wtórują przyspieszone oddechy. Ruch hipnotyzuje, niepokoi, generuje kolejne znaki zapytania. Kim są bohaterki spektaklu? Co znaczą ich gesty? Twarze są neutralne, wyzute z indywidualności, a tym samym odsyłają do znaczeń bardziej uniwersalnych. Tancerki zwracają się kolejno ku czterem stronom świata, ich ciała poszukują miejsca dla siebie. Poszukiwanie to nie odbywa się samotnie, ale pociąga za sobą złożone interakcje, zbliżenia i oddalenia, próby wzajemnego dopasowania się i usytuowania każdej kobiety wobec pozostałych trzech; plątanina kończyn, przenikanie się kształtów, sklejanie i rozszczepianie form niczym ekspresja organicznej materii, twórczy ferment u zarania ewolucji. Nagość dla ruchu jest jak cisza dla dźwięku – pozwala usłyszeć wielogłos żywiołów, doświadczyć pierwotnej energii, która zasiedla nasze ciała.
Co może zmienić kontekst kulturowy? Rozpuszczone włosy, buty na obcasach, kokieteryjne pozy. I cztery wentylatory – wiatr produkowany przez ludzki wynalazek. Kobiety już tylko pozornie są nagie, bo przyobleczone w płeć i personalia. Na ich twarzach migoczą uwodzicielskie uśmiechy, spojrzenia mienią się odblaskami emocji. Powabny ruch zdaje się podążać za jakąś ukrytą, lecz realną intencją. Pragnienie? Zabawa? Ironia? Można zadać sobie pytanie, czy od początku widzieliśmy na scenie (kobiece) osobowości, czy też zobaczyliśmy je dopiero w momencie, gdy postacie przekształciły się w podmioty uczuć i woli, obiekty pożądania, przybrały konkretne tożsamości. Co w takim razie stanowi o człowieku i jaka jest granica między kimś a czymś? Czy nasze wyobrażenie kobiecości jest wyłącznie tworem kultury lub wręcz stereotypem opartym na określonym zestawie zachowań i przedmiotów, jakimi się otaczamy? A jednak nieocenzurowany przez konwencję język nagości przekazuje coś więcej, co wypływa wprost z miękkości ciała i rysów twarzy – nieuchwytną, a zarazem sugestywną esencję kobiety jako osoby.
Tak jak trudno jest powiedzieć, gdzie zaczął się człowiek, tak trudno stwierdzić, gdzie się skończy. Na oczach widza performerki porzucają atrybuty kobiecości – buty i ruchowy habitus – by przeistoczyć się w inną formę życia. Następuje niepokojące odwrócenie ról, uwaga publiczności koncentruje się na pracy wentylatorów, podczas gdy kobiety bezwiednie dostosowują się do ich jednostajnego rytmu. Oglądana wcześniej witalność i taneczny wdzięk zamierają w mechanicznym szumie śmigieł. Wytwarzane w ten sposób dźwięki, raz po raz przecinające powietrze, powoli rozsnuwają wokół nieuchronną pustkę. W miejsce pulsujących życiem ciał pojawiają się obszerne płachty folii, które falują w gęstej masie, okrywając performerki od stóp do głów. Spowite w plastik kobiety odchodzą wreszcie w tył sceny, ciągnąc za sobą foliowe welony niby w jakiejś kuriozalnej ceremonii zaślubin. Zaślubiny z przyszłością są zarazem pogrzebaniem przeszłości – każde kolejne wcielenie jest nieodwołalnym końcem poprzedniego.
W spektaklu Cztery Herich podejmuje artystyczną próbę ujęcia świata jako całości, dotarcia do źródeł istnienia, porządku i zmiany. Symboliczna geometria, jaką operuje choreografia (rzędy, kwadraty, przekątne) oscyluje pomiędzy czasem linearnym a cyklicznym, pomiędzy nieodwracalną zmianą a powtórzeniem. Sytuacją rządzi logika mitu, utkana z metafor i poetyckich wrażeń. To impresja, która nie przynosi intelektualnego zrozumienia, ale pozwala poczuć się częścią kosmicznego ładu, nieodzownym elementem w uniwersum rzeczy i zjawisk.
Maria Pastwa, taniecpolska.pl, 1.10.2019 [Polska Platforma Tańca, Gdańsk]
Subiektywnie o spektaklu „Cztery”
Teatr Alternatywny, a dokładnie teatr tańca i ciała, jaki reprezentują artyści, nie jest tak powszechny i łatwy do zinterpretowania, jak dzieła wystawiane na deskach teatrów dramatycznych. Z jakimi emocjami spotyka się widz, który dopiero poznaje ten świat?
Zacznijmy od początku. Moje obawy przed spektaklem były spore. Nie dlatego, że bałam się zobaczyć coś tak odważnego na scenie, bałam się swojej reakcji na kontakt z nagim ciałem obcego człowieka. W całym zamieszaniu nie pomyślałam jednak o tym, że relacja, jaka zawiązuje się pomiędzy aktorem i widzem, jest czymś wystarczająco bliskim i intymnym, aby w skupieniu odbierać treść spektaklu.
W momencie wejścia na Dużą scenę toruńskiej Od Nowy (pomieszczenie przekształcane jest w trakcie trwania festiwalu wielokrotnie!), cztery aktorki zajmowały już swoje miejsca. Można było zwrócić uwagę na minimalną ilość rekwizytów – cztery krzesła, cztery wentylatory powietrza, cztery ciała. Spektakl rozpoczął się w totalnej ciszy. Kiedy aktorki ustawiły się na swoich miejscach, tyłem do publiczności, wszystko się rozpoczęło. Ciała, na tle okazałego białego płótna, zaczęły tworzyć obraz. Ruchy aktorek były podobne, lecz nie identyczne, co zaczynało budzić pierwsze refleksje.
Czy to nie jest tak, że wszyscy rozpoczynamy życie tak samo? Idziemy w świat, jedni z „lepszym” startem, inni z „gorszym”. Jednak wszyscy maszerujemy tą samą drogą, drogą prowadzącą do śmierci.
To porównanie jest najbliższe mojej wrażliwości, jak i (mam nadzieję) wizji reżysera. Spektakl „Cztery” rozwija się jak życie – najpierw powoli poznajemy aktorki, potem widzimy ich zmagania z bólem (tym psychicznym, jak i fizycznym, jesteśmy bowiem świadkami sytuacji, w której bohaterki uderzają, przez około minutę, dłońmi o własne ciało). Kiedy już minął pierwszy etap bólu, kobiety rozpoczęły piękny taniec, w którym zdawało się, że cztery ciała tworzą na scenie jedność.
To tylko początek tego wyjątkowego przeżycia, jednak już teraz mogę go polecić odważnym – a w szczególności tym, którzy nie traktują ludzkiego ciała jako tematu tabu.
Gra aktorska idealnie współgrała z muzyką i światłami, które w zależności od sceny, nabierały innego odcienia. Dzięki temu najważniejszy rekwizyt spektaklu – ludzkie ciało – zmieniało się na tyle, aby rozumieć je za każdym razem w innym kontekście.
Kiedy spektakl dobiegł końca, zostałam, aby wysłuchać spotkania z reżyserem Marcin Herichem, jak i jedną z aktorek Katarzyną Pastuszak. Ciekawe było to, jak wiele pojawiło się interpretacji wśród publiczności, jedni dostrzegali, w głównej mierze, kobiecą subtelność i miłość, inni zaś gniew i walkę człowieka we współczesnym świecie. Okazało się również, że sami twórcy w różny sposób interpretują swoje dzieło, zaznaczyli jednak, że każda forma rozumienia ich sztuki jest poprawna.
Doświadczenie oceniam jako bardzo udane, przyczyniło się do tego, że bardziej przychylnym okiem patrzę na świat teatru ciała, jak i samo zjawisko performance’u. Z czystym sumieniem mogę polecić spektakl „Cztery”. Mam nadzieję, że po obejrzeniu, wiele kobiet i mężczyzn zacznie inaczej patrzeć na swoje ciało. Może w końcu uwierzymy, że jesteśmy chodzącymi dziełami sztuki?
Oliwia Ciszewska, www.sfera.umk.pl, 9.10.2020 [Alternatywne Spotkania Teatralne Klamra, Toruń]
Kalekie piękno
Cztery kobiety ukryte pośród mroku sceny, niedaleko cztery wiatraki. W powietrzu można wyczuć duchotę oczekiwania, wszystko zdaje się być jeszcze zupełnie zakryte dla widowni. Wtem eraz z muzyką, przypominającą sielankową melodię akompaniującą ruchowi dziecinnej karuzeli odtworzoną tyłem, pojawiają się nagie ciała tancerek. Początkowo widzimy tylko ruchy ich dłoni, ale i on może wydawać się niepokojący. Jest daleki od radosnego piękna tańca współczesnego czy baletu. Zamiast tego wydaje się kaleki, połamany, anachroniczny i indywidualny dla każdej tancerki.
Spektakl został stworzony dzięki współpracy Teatru A PART i Teatru AMAREYA w reżyserii Marcina Hericha. Druga z grup słynie ze swoich inspiracji tańcem współczesnym, wykorzystaniem body art. i butoh. Wpływ „mrocznego tańca” w całości dzieła, jego koncepcji oraz opisie jest bardzo jasno zarysowany poprzez niedoskonałość. Artystki zgodnie z koncepcją butoh dążą do ukazania prawdy przeżyć, jak największej naturalności oraz szczerości ruchów. Na scenie wcielają się we własne ciała, co komunikują poprzez nagość i nieruchome rysy twarzy. Niestannie bawią się nimi, oklepują, wyrzucając kończyny w górę, szukają własnego miejsca na scenie i splatają je we wspólnym ruchu przy dźwiękach muzyki podobnej do huku odległych grzmotów. Jaki Iny odgłos wydaje się nam bardziej naturalny, przerażający i pradawny? W momencie kulminacyjnym zastygają, a ich ruchy znów zwalniają, bezskutecznie starają się dograć, by po raz kolejny wybuchnąć w kolejnej scenie. A w tym wszystkim chwile bezwstydnej, jakby wulgarnej kobiecości. Nie są one jednak powodowane nagością, lecz raczej śmiałością ruchów, momentem, w którym tancerki/performerki podchodzą do publiczności i agresywnie stawiają przed nią cztery krzesła po raz pierwszy ukazując się w pełni. Zupełnie, jakby starały się powiedzieć: Patrz na mnie teraz. Nie jestem wstydliwie ukrywanym obiektem pożądania. Jestem żywym ruchem, samą dzikością natury, płonącym ogniem. Czy ośmielisz się spojrzeć na mnie inaczej? Ze swojej kamiennej roli wychodzą tylko na chwilę wtedy, gdy wertykalnie ustawiają wiatraki, rozpuszczają włosy, zakładają szpilki i zaczynają powabnie wić się, a nawet (o zgrozo!) uśmiechać. Kolejny raz drwią sobie z widowni i wizerunku kobiety, który chyba po raz pierwszy zaczyna rozbrzmiewać w naszych głowach znajomymi nutami. W końcu to jest dla nas znajome, taki obraz bezustannie nosimy w głowie – zakodowany przez kulturę. Ogólny charakter spektaklu wydaje się być igraniem z kobiecością, niezależnie od kultury, kojarzonej bardziej z przyrodą niż cywilizacją. Zagadkowa i piękna jest końcówka, kiedy to artystki zakładają plastikowe płachty jak pogrzebowe całuny lub ślubne welony i unoszone podmuchem powietrza nakłaniają ciała do ruchu zgodnie z nim, by nałożyć martwe woale na ramiona i w cichnącym mroku zbliżyć się do czerwonej kuli słońca, odchodząc w zmierzchu. Spektakl zakończony, aktorki wychodzą na scenę, by pożegnać widownię. Trzymają plastikowe płachty, zakrywając większą część swoich ciał. Ich taniec dobiegł końca, teraz są tylko zwykłymi rzemieślnikami własnej sztuki, więc nie chcą ich eksponować. Teraz nie są już nasze, a z powrotem ich. Należy podziękować, rozbrzmiewają oklaski. Warto było zobaczyć ten występ.
Andrea Guźlecka, Kurier festiwalowy 2/4, 8.10.2020 [Alternatywne Spotkania Teatralne Klamra, Toruń]
Świadomie ograniczając i sprowadzając wybór środków teatralnych do rekwizytów (wentylatorów, krzeseł, folii), ruchu i ciszy, autorzy spektaklu poprzez fragmenty osiągają maksimum treści i łączą te środki w szereg kombinacji. Komunikują się w ten sposób z widzem specyficznym językiem teatralnym i tworzą cudowną rzeczywistość sceniczną, w której splatają się różne znaczenia, a która jednak pełny wyraz i wyrazistość osiągnie dopiero w sequelu czyli „Four More”. Sugestywne i proste znaki sceniczne realizują w „Cztery” poetycki rdzeń tej idei.
Zdjęcia: Agnieszka Seidel-Kożuch
Otwórz galerię Zobacz wideo