Zwykłe potrzeby

Przedstawienie sceniczne

ZWYKŁE POTRZEBY – pierwsze pełnowymiarowe przedstawienie sceniczne zrealizowane pod szyldem Teatru A Part – to bezsłowny seans teatralny, łączący w sobie poetykę czarnego teatru snów, stylistykę radykalnego teatru ciała i emocji oraz elementy teatru tańca.  W spektaklu można odnaleźć odniesienia do europejskiego malarstwa i literatury symbolicznej oraz twórczości filmowej Sama Mendesa i Pedro Almodovara.

„W czyśćcu – w śpiączce – w zawieszeniu – na granicy istnienia i nieistnienia – pomiędzy – nigdzie. W przestrzeni równie odległej od dnia i od nocy, życia i śmierci, nieba i piekła.  Bez dobra i zła, piękna i brzydoty, miłości i nienawiści. Tam, gdzie tak, nie i nie wiem znaczy to samo. W pomieszaniu sennej rozkoszy, spokojnego snu, majaku i koszmaru, poza zwykłością i niezwykłością, normalnością i dziwnością. Na granicy, której nie ma. W ślepej i niemej bezsilności, gdzie eony znaczy chwila. W samotności, która równie boli i nie boli.  Na granicy jaźni i materii. To tam rozgrywa się ten spektakl. I tam wbrew woli zamieszkała  Ona – bohaterka opowieści. W oderwaniu, w owym nigdzie i wszędzie, w czasoprzestrzeni,  gdzie zwykłe potrzeby urastają do rangi nieosiagalnego, ich niewiarygodny, niezwykły cud – nagle daleki jak marzenie, niespełniona tęsknota – zostanie odkryty na nowo.”
Marcin Herich

 

Scenariusz i reżyseria: Marcin Herich
Występują: Aleksandra Janus, Joanna Pyrcz, Monika Wachowicz, Maciej Dziaczko
Reżyseria światła: Maciej Dziaczko, Marcin Herich
Ruch sceniczny: Marcin Herich we współpracy z Moniką Wachowicz
Muzyka: fragmenty kompozycji zespołów c.h. district, Merzbow, Toska, The Future Sound of London oraz A. Iglesiasa, H. Purcella, A. Rishauga i P. Szczepanika
Kostiumy: zespół (wykorzystano też kostiumy zaprojektowane przez Dorotę Kleszcz do akcji teatralnej Teatru A Part pod tytułem „Get Married” z 2005 roku)
Oprawa dźwiękowa: Mirosław Matyasik
Tekst z offu: trawestacja fragmentów tekstu ze scenariusza Alana Balla do filmu Sama Mendesa pod tytułem „American Beauty” w interpretacji Marcina Hericha

Czas trwania spektaklu: 65 minut
Premiera: Chorzów, Teatr Rozrywki, czerwiec 2006

Serdecznie dziękujemy dyrekcji i pracownikom Teatru Rozrywki w Chorzowie za gościnę i pomoc w realizacji przedsięwzięcia.
Spektakl został zrealizowany przy udziale  środków finansowych z budżetu Samorządu Województwa Śląskiego.

Przedstawienie zostało zamieszczone w zestawieniu 10 najważniejszych wydarzeń scenicznych na Śląsku miesięcznika „Ultramaryna”: Typy Ultramaryny 2006.

 

PREZENTACJE

Spektakl był grany w latach 2006-2011 i został zaprezentowany 21 razy, w Polsce oraz na festiwalach w Czarnogórze, Egipcie, Niemczech i na Słowacji.

Miejsca prezentacji:
– Teatr Rozrywki (Chorzów, premiera, 06.06.2006)
– Teatr Rozrywki (Chorzów, Międzynarodowy Festiwal Teatrów A PART, 15.06.2006)
– Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki (Warszawa, 14.11.2006)
– Teatr Ósmego Dnia (Poznań, 27.01.2007)
– Biblioteka Aleksandryjska (Aleksandria, Egipt, Creative Forum, 07.02.2007)
– Miejski Dom Kultury (Kolarovo, Słowacja, International Art Festival Meteorit, 05.06.2007)
– Kulturzentrum E-werk (Erlangen, Niemcy, International Theatre Festival Arena, 28.06.2007)
– Teatr Korez (Katowice, 04.05.2008)
– Teatr Mały (Tychy, 08.05.2008)
– KIC Budo Tomovic (Podgorica, Czarnogóra, Festival Alternativnog Teatra FIAT, 27.05.2008)
– Teatr Korez (Katowice, Międzynarodowy Festiwal Teatrów A PART, 23 i 25.06.2008)
– Teatr Korez (Katowice, 12 i 13.11.2008)
– Teatr Korez (Katowice, 12 i 13.11.2009)
– Societatheater (Drezno, Niemcy, szene: Polen, 06.05.2010)
– Teatr Korez (Katowice, 08 i 09.06.2010)
– Teatr Korez (Katowice, Teatr A PART Festival, 08 i 09.02.2011)

 

RECENZJE

Urok i zaburzenia
Spektakl „Zwykłe potrzeby” Teatru A Part z Katowic jest zupełnie innego kalibru. Zarówno pod względem estetyki, jak obrazowania. Mocny, wyrazisty. Urzekający i niepokojący, na długo pozostający w pamięci. Wielkie uznanie dla Macieja Dziaczko i Marcina Hericha, którzy wykreowali obrazy wspierane świetną muzyką i działaniami trzech tancerek, wyłaniających się razem lub pojedynczo z mroku, by czarować widzów. Przejścia między światłem a ciemnością są tak płynne, jakby malował je Rembrandt.
Ważną rolę w tym tanecznym spektaklu Hericha odgrywają plastikowe torby. Czasami wyciągane są z ust, czasami naciągnięte na głowę, innym razem oplecione wokół kostki. Choć dużo w przedstawieniu nagości, to jest ona nagle zakrywana lub urywana. Obrazy ciała pozostają w głowie widza, pozostawiając pole do działania wyobraźni. Nigdy nie jest pornograficzne. Sposoby przedstawienia nagiego ciała odsłaniają jego piękno i wrażliwość bądź nawiązują do konwencji burleski. Są rozpięte między zmysłowością a horrorem. Jak w obrazie dwóch kobiet wyłaniających się z ciemności w śnieżnobiałych sukniach – jak we śnie. Kobiety zaczynają się nerwowo szamotać, trząść, coraz bardziej zdesperowane. Coraz szybciej. Aż nagle ból mija i widać nagie nogi aktorek. Po skórze białej jak śnieg spływa krew.
DNN, 08/09.05.2010

W świetle potrzeb nie ma oczywistych rozwiązań
Uderza w tym spektaklu piękno światła, doskonała prezentacja choreografii, ale i brutalność i nagość przedstawień. Chociaż scena nie jest przeładowana rekwizytami, nie jest to teatr, który można obserwować nieuważnie. Tu w każdym momencie wydarza się coś ważnego, a chwilowe zamyślenie widza skutkuje zagubieniem i utratą możliwości zaobserwowania czegoś intrygującego na scenie.
Chociaż z nagością, podobnie jak z multimediami, współczesny widz powinien się już dawno oswoić, „Zwykłe potrzeby” wciąż jeszcze budzą żywą reakcję i zastanawiające jest, czy to kwestia edukacji teatralnej, czy jednak pewnej pruderii nieustannie dającej o sobie znać w wychowaniu polskiego narodu. Z całą pewnością Marcin Herich świadomie używa nagiego ciała jako ważnego elementu przedstawienia, o czym możemy się przekonać jako świadkowie również późniejszych wystawień Teatru A Part.
Światło gra na ciele, jak choćby w scenie, w której jeden z bohaterów przesuwa cieniem swoich dłoni po nodze leżącej kobiety, co urzeka nie tylko z powodu ulotności tej sceny, ale i z powodu ciekawego nawiązania do stylistyki… horroru. Zresztą to nie jedyne tego typu odniesienie – bardzo często to muzyka i jej jakże charakterystyczne wznoszące dźwięki błyskawicznie przenoszą ku odpowiednim skojarzeniem. A oto kolejny niezwykle ciekawy zabieg „rodem z horroru” – efekt nagłego przeniesienia się bohatera spowodowany siłami nadprzyrodzonymi, czyli dzięki wykorzystaniu gasnącego światła potrzebnego do zmienienia lokalizacji.
Nie bezpodstawnie zachwycam się różnego rodzaju trikami zastosowanymi w „Zwykłych potrzebach”. Są one niezwykle efektowne lub – dla odmiany – niemal niewidoczne, ale budują atrakcyjność przedstawienia i oddają niebanalną symbolikę jakże odległą od wytartych stereotypowych wykorzystań. Nie tylko poszczególne elementy scenografii mają wymiar symboliczny, całe partie spektaklu nabrzmiewają ukrytymi znaczeniami, jak na przykład w pierwszych minutach spektaklu, w których widzimy raj i wypędzenie ludzi z niego: zamęt towarzyszący wypędzeniu tworzy obracająca się dyskotekowa kula, a obrastanie w różne cywilizacyjne nawyki przedstawia założenie butów, które to dwa jedynie elementy składają się na całe ciągi podobnych niedosłownych obrazów.
Czym są nasze ludzkie, zwykłe potrzeby? Widzimy je w marzeniach, dążymy do miłości, szczęścia, radości rodzicielstwa, odrobiny zabawy. Niema bohaterka targana jest emocjami, pragnieniami, znajduje się w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Jej losy (a może tylko sny?) przeplatają się z biblijnym początkiem istnienia ludzkości, jednocześnie przydając jej tęsknotom wymiaru uniwersalnego.
W tekście wypowiedzianym poza sceną, pod koniec przedstawienia dowiadujemy się, że inspiracją stał się obraz foliowego worka tańczącego na wietrze i bawiącego się z wypowiadającym te słowa niczym rozdokazywane dziecko. Jest tu także mowa o spojrzeniu na całe swoje życie tuż przed śmiercią, co może być tropem interpretacyjnym utworu. Ale z informacji o „Zwykłych potrzebach” dowiadujemy się, że wypowiadany tekst jest trawestacją z filmu „American Beauty”. Zatem to zbyt oczywiste dopowiedzenie okazuje się być, jako jedna z możliwości, zupełnie zwodnicze.
Inga Niedzielska, Teatralia, 10.02.2011

Piękno bez… granic
„Czasami jest tyle piękna na świecie, że aż trudno je ogarnąć”*, mówi postać z filmu „American Beauty” na widok tańczącej na wietrze foliowej torebki. To również cytat z epilogu „Zwykłych potrzeb”, w wykonaniu Teatru A PART, a więc puenta ogarniająca całość przedstawienia. Słowami kluczami są tutaj „ogarniać”, „taniec” i „jednorazówka.” Natomiast „piękno” zdaje się być tylko pretekstem do szerszej dyskusji, tj. dyskusji o względności pojęć w ogóle, bo, jak wiadomo, piękno bywa względne, tak jak i czas; jedna sekunda zegarowa zdaje się rozciągać „na całą wieczność jak ocean czasu”*, dla postaci w filmie i przedstawieniu.
Na scenie króluje nagość jak w Edenie przed Upadkiem. Leżące ciała spowija tylko mrok. Gdy nieco rozjaśnia się, dwie z postaci podnoszą się i na kolanach zaczynają swój danse macabre. Wyginają się i prężą jak dzikie koty. A ich twarze, wykrzywione szpetnym grymasem, przesłaniają worki jednorazowe, ściśle zawiązane wokół szyi. Głęboki, głośny oddech przechodzący w spazmatyczny bezdech staje się akompaniamentem dla ich ruchu. Czy jesteśmy zatem świadkami porodu czy zgonu? A worki na głowach tancerek to błony płodowe czy może kaptury skazańców przed dekapitacją? Skoro to rajskie stworzenia, z definicji powinny być niewinne. I bezgranicznie szczęśliwe. Jednak te najwyraźniej nie są. Czy to, w końcu, niebo czy piekło? Z chwilą pojawienia się jabłka, sceniczna niejednoznaczność nabiera jeszcze większych rumieńców.
Najogólniej, zerwanie jabłka to droga do wolności i samopoznania. Tak też dzieje się na scenie. Z jabłkiem na dłoni, w pełni świadome tancerki nie są już nagie – mają na sobie czarne sukienki. Co więcej, stoją na wyprostowanych nogach, w bucikach na obcasie, i zaczynają hipnotyzujące wirowanie – jakby chciały omamić samą Ziemię i wciągnąć ją na swoją orbitę. Czy to kontrowersyjny „happy end’? Zbrodnia, czyli skosztowanie owocu, popłaca i daje władzę absolutną w postaci wiedzy?
Na podobieństwo stroju, który kryje intymne części ciała tancerek i determinuje, tj. ogranicza, ich ruch, rozum i wiedza także skrywają istotę rzeczy. Ogarniają, tj. ubierają świat w kostium słów, pojęć i schematów, tak jak tancerki – w małą czarną i szpilki, czy suknię ślubną z welonem (wariacja na temat worka nylonowego z pierwszych scen). Ogarnianie świata i ogarnianie się w spektaklu to wytyczanie granic czyli definiowanie, także pojęć, a potem ich przyswajanie. Akt poznawczy, czyli zdobywanie wiedzy, jest zatem przemocą wobec tego, co poznawane. Jak na ironię, wiedza także zniewala. Toteż panny młode walczą zajadle z gorsetem sukni i narzuconych tradycji, jak larwy z krępującym ich ciała białym kokonem.
Co ciekawe, niestereotypowo lądują we własnych objęciach, a nie w uścisku pana młodego.
I to, w pewnym sensie, może stanowić „happy end”. Ale końca względności nie ma. Bo ich przeobrażenia nie znają.granic.
„Jednorazówka” jako stały rekwizyt w spektaklu jest tego najlepszym dowodem. Wskazuje na jednorazowość rzeczy, jej niepowtarzalność i ulotność, a zatem na umowność pojęć i znaczeń wobec nieustannej metamorfozy rzeczy. Podobnie, wielopoziomowe ujęcie miłości, stałego tematu w spektaklu, jako nieustającej podróży w głąb, począwszy od pokazania waginy na scenie a skończywszy na odtworzeniu „Kochać” Piotra Szczepanika, świadczy o konsekwencji w pokonywaniu granic w spektaklu na wielu płaszczyznach.
W warstwie tanecznej, stylistyką i wymową Teatr A Part wydaje się nawiązywać do tańca butoh, który świadomie dąży do metamorfozy i kwestionuje dialektykę pojęć, odżegnując się tym samym od zwykłych interpretacji.
„Oto moja siła: nie znalazłem odpowiedzi na żadne pytania”** to niesłyszalny refren w „Zwykłych potrzebach” niezwykłości czyli zwykłości bez. granic. Bezgranicznie piękne.
* American Beauty
**E. M. Cioran
Monika Gorzelak, Dziennik Teatralny, 10.02.2011

 


Zdjęcia: Daniel Koch

Otwórz galerię