Site specific project ZIEMIA GOMO Teatru A Part to surrealistyczna fantasmagoria o wolności i śmierci. Przedstawienie jest bezsłowną tragifarsą, ciągiem epizodów rozdartych między powagą dramatu i mięsopustem groteski. Tytułowa Ziemia Gomo to miejsce przejścia, strefa pomiędzy, egzotyczna i mityczna antykraina, antyutopia, labirynt umarłych, gdzie poza czasem tułają się umarli i na wpół umarli: ludzie, społeczności i narody. To kazamaty, czeluść katakumb i czarne piekło kopalni w jednym. Na estetykę przedstawienia wpłynął koloryt i specyfika krajobrazu i kultury Górnego Śląska, gdzie mieszkają i pracują twórcy spektaklu. Przedstawienie jest inspirowane między innymi twórczością malarzy naiwnych, zwłaszcza katowickich twórców skupionych w tzw. Grupie Janowskiej, związanej z dwoma górniczymi dzielnicami Katowic: Nikiszowcem i Janowem. To w Katowicach-Janowie właśnie, w zapomnianej hali nieczynnego od lat Kina Słońce powstawała „Ziemia Gomo”.
Pomysł, scenariusz, reżyseria, scenografia: Marcin Herich
Współpraca nad scenariuszem; zespół
Występują: M. Katarzyna Gliwa, Natalia Kruszyna, Joanna Pyrcz, Monika Wachowicz, Maciej Dziaczko, Cezary Kruszyna, Marek Radwan, Lesław Witosz
Muzyka: fragmenty utworów Johanna Johannssona, Ortomo Yoshihide, Mr Geoffrey & JD Franzke, Ulver, Dream Theatre, Social Interiors, Toska i Tomaso Albinioniego
Współpraca nad produkcją, realizacją scenografii i kostiumów: Natalia Kruszyna, Monika Wachowicz, Cezary Kruszyna
W przedstawieniu wykorzystano oryginalne dźwięki pracy kopalni nagrane w KWK „Bolesław Śmiały” w Łaziskach Górnych. Dziękujemy dyrekcji i pracownikom KWK „Bolesław Śmiały” za życzliwość i pomoc w realizacji przedsięwzięcia.
Czas trwania spektaklu: 60 minut
Premiera: Katowice, Hala Kina Słońca, listopad 2012
Zadanie współfinansowane z budżetu Miasta Katowice.
PREZENTACJE
Spektakl został zaprezentowany kilkakrotnie w hali nieczynnego Kina Słońce w Katowicach-Janowie (4 listopada 2012 roku, 7 czerwca 2013 roku oraz 15 i 18 czerwca 2013 roku podczas Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Performatywnych A Part).
Przedstawienie w wersji plenerowej zostało zaprezentowane także 5 lipca 2013 roku na warszawskiej Agrykoli podczas Międzynarodowego Festiwalu Sztuka Ulicy.
RECENZJE
Śląski „Berek” – masz go!
Najnowszy spektakl Teatru A Part to zabawa w masz go. Ganiany jest żywioł-owy: ziemia, woda, ogień, powietrze. Dotknięty, poruszony, złapany wyznacza konkretną bazę. Terytorium zagłady wyznacza „Sól ziemi czarnej”. Węglowe podziemia to nie „Ziemia obiecana”, a koncentracyjna obława. Rajska utopia zamienia się w piekielną kopalnię bez złota. Bardziej rywalizacyjna czy towarzyska zabawa jest przewijana. Oglądana od końca, literalnie za plecami graczy taśmowo naciągnięta na ich barki, zmusza ich do odegrania początków berka. W przestrzeni nieczynnego kina wschodzi dym komory gazowej, widzimy grupę obnażonych ludzi, nasuwa się kadr ze żmijewskiego „Berka” (film polskiego artysty Artura Żmijewskiego). Kuszący i duszący wąż grzechu chce zgasić po-żar. Ostatnim tchnieniem wygasa życie. Po holokauście świat nie znika. Gramy dalej.
„Ziemia GO MO” przedstawia „Krajobraz po bitwie” Górnego Śląska. Specyfika tegoż regionu zainspirowała reżysera – Marcina Hericha do wykreowania surrealistycznej krainy śmierci bez wolności. Żyzny czarnoziem spłodził i daje źródło życia.
Ostatnia scena jest iście balonowa, odlotowa. Nadchodzi odprężenie i uwolnienie. Powraca krążenie. Kończy się przedstawienie. Tak się jakoś dla mnie zbiegła jego premiera z „Miłością” Michaela. Sztuka filmowa Hanekego ma z nią dużo wspólnego. Dramat chorego świata staje się bezlitosną realnością. Zabawa w szukanego bez wytłumaczenia po omacku dochodzi do genezy tragedii. Zaczyna się od końca, abyśmy na koniec nie czekali. Koniec.
Agata Goraj, Portal Katowicki, 6.11.2012
Oblężona ziemia
Już w pierwszych chwilach „Ziemi Gomo” wyraźnie zarysowuje się opresywna sytuacja, stanowiąca kanwę spektaklu. Scena otoczona jest metalowym płotem zakończonym drutem kolczastym, jedyna prowadząca doń brama jest pilnie strzeżona. Osaczeni bohaterowie po kilku minutach rozpaczliwego krążenia po tej zamkniętej przestrzeni odsłaniają zawieszone pod ubraniami kartoniki, z wypisanych na nich liter układając słowo „koniec”. I rzeczywiście, jest to początek końca ich świata.
Dawne kino Słońce, mieszczące się poza centrum Katowic – między osiedlem robotniczym na Nikiszowcu a Janowem – to znakomite miejsce na opowiedzenie historii, w której pojawiają się obrazy i dźwięki zaczerpnięte z górniczego życia Śląska. Teren ten, znajdujący się poza głównym biegiem miejskich wydarzeń, ciekawie wpisuje się także w refleksję o osaczeniu czy przemijaniu, które to motywy można odnaleźć w „Ziemi Gomo”.
Znakiem rozpoznawczym Teatru A Part są sugestywne, wyraziste obrazy, których nie zabrakło także w ich najnowszym spektaklu. Pierwszym, bardzo istotnym znakiem jest już scenografia: metalowa konstrukcja wytyczająca zamkniętą, nieprzyjazną przestrzeń, dozorowaną przez ubranych w czarne skórzane płaszcze mężczyzn. W spektaklu silnie widoczne są antynomie: strażnicy poruszają się pewnym krokiem, zamknięci ludzie szybko przenoszą się z miejsca na miejsce, co rusz przystając i badając sytuację – ciągle żałośnie bez wyjścia. Siła tkwi niestety nie w ich ilości, ale we wszechmocy władzy, której kolejne oblicza ukazuje reżyser. Dalej pojawiają się kolejne (pozorne) przeciwieństwa: Marcin Herich zestawia górnika z delikatną baletnicą, żywioł ognia z wodą, by w końcu połączyć nawet Erosa z Tanatosem.
Ziemia jako źródło, przestrzeń życia i pracy, możliwości i ograniczeń, a w końcu – miejsce ostatecznego spoczynku, stała się dla twórców pretekstem do poruszenia wielowątkowej opowieści. Opowieści pisanej nie słowami, ale obrazami.
Agnieszka Misiewicz, Teatralia (Na stronie), 17.06.2013
Ziemie nieudane
Wszystkie ziemie, jakie zostały stworzone, były nieudane. Nie wiem, od kiedy człowiekowi towarzyszy ta myśl. Ja jestem tu od niedawna i moje umiejętności percepcji, nazwijmy to – historycznej – są siłą rzeczy ograniczone. Nie wiem, co myślały istoty pierwotne – Neandertalczyk, potem Człowiek z Cro-Magnon. Malowidła naskalne, np. w Val Camonica, sugerują jakąś „inną ziemię”, a obrzędy pochówkowe dolnego i górnego paleolitu dowodzą jakiejś pierwotnej intuicji „stanu przejściowego”. Myślę, że nie będzie nadużyciem, jeśli stwierdzę, że to są właśnie źródła teatru.
W pismach weddyjskich i w późniejszym judaizmie ta refleksja nie jest już li tylko refleksem. To trzon wiedzy. Biblijna Ziemia Nod jest niczym innym, jak ziemią wygnania, przestrzenią błądzenia. Wszystkie ziemie, które powstały w nowożytności, zdają relację z tego uniwersalnego, egzystencjalnego doświadczenia. Reymontowski łódzki Kanaan ujęty w nawias gorzkiej ironii, Ulro Williama Blake’a i Miłosza. A nawet niedawne arcydzieło filmowe Danisa Tanovića, „Ziemia Niczyja”.
„Cóż bowiem mają począć ludzie – pisze Miłosz – dla których niebo i ziemia jest za mało i nie mogą żyć, jeśli nie oczekują innego nieba i innej ziemi? Dla których ich własne życie, takie jakie jest, pozostaje snem, zasłoną, ciemnym lustrem i nie mogą się pogodzić z tym, iż nigdy nie pojmą, czym było naprawdę”.
To również, w pewnym sensie „formy nieudane”, nie w sensie artystycznym, rzecz jasna, ani spekulatywnym, ale właśnie dlatego, że pozostają częścią owego „ciemnego lustra”, w którym nic nie widać. I nic się nie odbija.
Wydaje się zresztą, że teatr – a myślę tu w szczególności o tradycji awangardowej, czyli Grotowskim, Kantorze, Scenie Plastycznej Leszka Mądzika – z założenia i wyłącznie przerabia to doświadczenie.
Nie inaczej jest ze sceną A Part Marcina Hericha. Nowy spektakl (bez słów – a jakże) „Ziemia Gomo” śmiało i surrealnie rozpoczął 19. Międzynarodowy Festiwal Sztuk Perfomatywnych w nieczynnej hali Kina Słońce na janowskiej ziemi niczyjej.
A zaprawdę jest surrealnie. Wejście na scenę na głucho zamknięte, stoimy stłoczeni na wąskim pasie trawnika jak rzeźby Abakanowicz, za bramą ustawiają się karki, janowski lumpenproletariat. Niemal każdy akt agresji poprzedza jakaś redukcja. Było już „kongijskie bydło” (za Leopolda), „żydowskie świnie” (za Himmlera), całkiem niedawno zaś „robactwo Tootsi” (poczytajcie Jana Heatzfelda). Patriarchalny proletariat za bramą redukuje oczywiście kobiety, ale represji ulega także męska populacja, bo w starciu z pierwotną, naturalną siłą, z polskim ruchem odurzonych nikt nie ma szans. Zastanawiam się całkiem poważnie, czy to nie jest uliczny performance będący częścią spektaklu. Przez chwilę możemy poczuć się jak postaci spektaklu Hericha, która rozegra się za chwilę. Mieszkańcy „Ziemi Gomo”. Strefy pomiędzy narodzinami a represją, powagą a groteską, życiem a konwencją, fragmentem a całością, dosłownością a umownością. Jest w rzeczy samej tak, jak piszą autorzy spektaklu – antyutopijnie i do bólu egzotycznie.
Drzwi w końcu ktoś otwiera, przychodzi zbawienie, czwórkami wpuszczają do nieba, choć między Bogiem a prawdą, jest to niebo nieczynne, ciemne jak czyściec. A niechby i limbus patrum.
Miejsca mało, scena zajmuje niemal całą przestrzeń, wrasta w widownię. Ciemno, klaustrofobicznie, niewygodnie. Ale jednak mimo wszystko bezpiecznie. To tylko teatr, pocieszam się, tylko konwencja. Za ogrodzeniem z drutu (dźwięk z głośników, gesty aktorów sugerują, że pod napięciem) rozciąga się foucaultowska kraina nadzoru i kary. Wszystko jest symetryczne – światła i ogień, grabarze i wieże strażnicze, krzesła i zapalane papierosy, bo też symetria jest wyrazem porządku, a ściślej rzecz ujmując – podporządkowania. Ogrodzenie jest pod prądem, życie i praca toczy się pod nadzorem, w cieniu rodzących się totalitaryzmów, w kakofonii napływających informacji, młotów pneumatycznych i kilofów, metalicznych zgrzytów i gongów w szybie. Niesymetryczny jest tylko jednostkowy los, jednostkowa historia, która próbuje się tu wydarzyć i roznieść ramy opowieści. Wyjść z matrixa. A wszystko kończy się oczywiście groteską, la danse frivole albo też dance macabre, dionizyjską cepeliadą nad trumnami. Zmierzch bogów? Nie. Raczej bogów śmiech unosi się nad ludzkim fatum. Olimp żyje własnym życiem, na dole ludzie nawet ze światłem błądzą.
Myślę o tym wszystkim już po wyjściu z teatru. Także o tym, że moment przejścia jest ledwie wyczuwalny, niemal niewidoczny. Karków już za ogrodzeniem nie ma, ale to nie znaczy, że znów nie zamieniliśmy się rolami.
Radosław Kobierski, www.2016katowice.eu, czerwiec 2013
Zdjęcia: Jacek Lidwin, Paweł Siodlok
Otwórz galerię Zobacz wideo