FOUR MORE to bezsłowny ciąg kompozycji scenicznych na cztery performerki i ich ciała, przestrzeń, dźwięk i światło. Spektakl jest intensywnym, emocjonalnym, onirycznym seansem teatralnym, wykorzystującym grę świateł i cieni oraz zabiegi artystyczne z pogranicza rzeczywistości i iluzji. Przedstawienie inspirowane jest malarstwem (w szczególności linorytem Albrechta Dürera „Cztery czarownice”) oraz tradycją numerologiczną i symboliczną. „Four More” to druga część cyklu pod wspólnym tytułem „4” (po powstałym w 2018 roku przedstawieniu „Cztery”), w którym nagie kobiece ciało konfrontowane jest z dużymi metalowymi obiektami. W „Four More” to ciężkie wiszące stalowe płachty, stanowiące tło pokazu.
Kto rozmyśla nad czterema rzeczami, lepiej byłoby dla niego, żeby się nigdy nie narodził: nad tym, co jest nad, co jest pod, co jest przed i co jest po.
Za: Hagigah, Talmud
W matematyce liczba cztery jest najmniejszą naturalną liczbą złożoną.
Za: Wikipedia
Starożytni uczyli, że każdy całościowy osąd musi być poczwórny. Mówiono o czterech stopniach istnienia: zwykłe (jak kamień), istnienie wraz ze wzrostem (rośliny), istnienie wraz ze wzrostem i czuciem (zwierzęta) oraz istnienie wraz ze wzrostem, czuciem i rozumem (człowiek). Według stoików dusza przeżywa cztery rodzaje wzruszeń: pożądanie, radość, lęk i smutek. Carl Gustav Jung stawia tezę, że przed Platonem filozofia grecka skłaniała się do „myślenia kwaternarycznego” i że większość symboli – jeśli nie są to postacie ludzkie, lecz mają naturę geometryczną lub liczbową – ma „charakter „czwórcy”. Z kolei Biblia porównuje człowieka do naczynia z czterech powodów: utworzenia, zawartości, przydatności i pożytku. W mitologii germańskiej z czterema żywiołami kojarzono, kolejno: Salamandrę z ogniem, Ondynę z wodą, Sylfa z powietrzem i Koboldy z ziemią. Echa mitologii germańskiej i symboliki liczby cztery pobrzmiewają zarówno w twórczości Wagnera, jak i w „Fauście” Goethego. W części II poematu dialog między Syrenami a Nereidami (Trytonami) igra wokół wyobrażenia 3 lub 4 i odpowiednio 7 lub 8 Kabirów. Kabirowie (albo Kabeirowie) to potężni, wielcy nauczyciele ładu i mocy tajemnej. Chodzi zawsze o jednego ponad magiczną liczbę 3 albo 7; jest on tym tajemniczym, wszechwładnym, wszechwiedzącym, ale i nieznanym, niewypowiedzianym.
Za: Michał Szurek, Liczby w kulturze
Określające w języku polskim czwartą liczbę żeńskie słowo cztery było niegdyś etymologicznie męskie (cztyrze, cztyrzej jak trzej, dwaj). Podobnie jest w większości języków słowiańskich.
Za: Aleksander Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego
W numerologii pierwszych wieków chrześcijaństwa kluczowe znaczenie mają cyfry 3 i 4, które dotyczą fundamentalnych opozycji między duchem a ciałem, gdzie 3 oznacza duchowość a 4 cielesność. Czwórka poprzez analogię do 4 wiatrów, 4 elementów oraz 4 pór roku jest liczbą przypisaną ziemi i w konsekwencji ludziom. W interpretacji mistycznej imię Adam łączy się z tym, co wiąże się z człowiekiem, ponieważ składa się z 4 liter. Liczby 3 i 4 są kluczowe dla chrześcijańskiej numerologii. Suma wartości podstawowych daje liczbę 7. Stanowi ona połączenie pierwiastka cielesnego z duchowym, jest zatem pierwszą liczbą zawierającą całość.
Za: V. F. Hoppe, La Symbolique médiévale des nombres
Jedna z najsłynniejszych rycin Albrechta Dürera to „Cztery nagie kobiety” (lub „Cztery czarownice”). W ciasnym, pustym pokoju stoją cztery nagie kobiety. Każda z nich jest ustawiona inaczej wobec widza, a ich spojrzenia skierowane są ku czemuś niewidzialnemu. Jedna ma małą głowę na dużym ciele i surowy, regularny, prawie klasyczny profil. Druga ma łagodnie wyprofilowaną, ładną twarz z wyrazem cierpienia, a jej ciało jest młodsze niż reszty. Trzecia odwrócona jest do nas plecami – jej twarz nie jest widoczna. Czwarta, która jest na wpół ukryta za resztą, ma rustykalną twarz z niesamowicie ciasnymi wargami. Ich ciała są ciężkie. Obraz interpretowano czasem jako przedstawienie Afrodyty (tyłem) i jej trzech służek, Gracji, które często wyobrażano nago. Choć ideały piękna zmieniają się, to wydaje się, że Dürer nie miał zamiaru przedstawić idealnych piękności w tym grawerowaniu. Naturalność i żywiołowość przedstawionych na obrazie ciał sprawia, że nie myślimy o starożytnych Gracjach, ale raczej o żywej naturze. W owych czasach mężczyźni i kobiety często odwiedzali łaźnie razem. Dürer prawdopodobnie inspirował się obserwowanymi tam kobietami, które mogły mu również pozować nago. Pod stopami kobiet leży kość i czaszka, zaś zza drzwi wygląda poczwara (diabeł?). Nad ich głowami znajduje się okrągła lampa z datą i trzema tajemniczymi literami „OGH”, które interpretuje się na różne sposoby, ale żadna z interpretacji nie wydaje się przekonująca. Nie wiadomo nawet, czy za tymi literami ukryte są niemieckie czy łacińskie słowa. Ich znaczenie pozostaje utracone na zawsze.
Za: Painting Planet

Tetrafobia to niechęć lub strach przed liczbą 4. Jest to szeroko rozpowszechniony przesąd w Azji Wschodniej, m. in. w Chinach, na Tajwanie, w Japonii, Korei i Wietnamie. W większości dialektów języka chińskiego i innych językach azjatyckich, które mają z chińskiego wiele zapożyczeń, słowo „cztery” (sì) brzmi podobnie do słowa „śmierć”. W budynkach unika się numeru czwartego do oznaczania kondygnacji, dotyczy to zarówno hoteli, bloków mieszkalnych, jak również szpitali. W przypadku kompleksów mieszkalnych unika się numeracji bloków jako 4, 14, 24 zastępując je numerami 3A, 13A czy 23A. W Korei używa się natomiast litery F zamiast piętra 4. W Chinach liczby 14, 24 i 74 są uznawane za jeszcze bardziej pechowe, ponieważ 14 brzmi podobnie do „chcieć śmierć”, 24 jak „łatwa śmierć”, a 74 jak „na pewno śmierć”.
Za: Wikipedia
Scenariusz, reżyseria, choreografia, scenografia, reżyseria światła: Marcin Herich
Współpraca choreograficzna: zespół
Występują: Alina Bachara, Katarzyna Gogacz, Karolina Wosz, Marta Zielonka
Muzyka: Clint Mansell, Dark Sanctuary, Fetisch Park, Mr Geoffrey & JD Franzke, Social Interiors
Współpraca przy aranżacji przestrzeni, scenografii i światła: Cezary Kruszyna
Czas trwania spektaklu: 55 minut
Premiera: 11, 12, 13 listopada 2021, Scena/Atelier Teatru A Part, Katowice
Kolejne prezentacje spektaklu:
– 26, 27 listopada 2021, Scena/Atelier Teatru A Part, Katowice;
– 18 grudnia 2021, Scena/Atelier Teatru A Part, Katowice;
– 21, 23 stycznia 2022, Scena/Atelier Teatru A Part, Katowice;
– 4, 5 marca 2022, Scena/Atelier Teatru A Part, Katowice;
– 9, 10 kwietnia 2022, Scena/Atelier Teatru A Part, Katowice;
– 7, 8 czerwca 2022, Scena/Atelier Teatru A Part, Katowice (Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych A Part);
– 5 września 2022, KIC Budo Tomovic, Podgorica, Czarnogóra (Festival Internacionalnog Alternativnog Teatra FIAT);
– 10 września 2022, Teatr Mały, Tychy (Tyski Festiwal Teatrów Niezależnych Andromedon);
– 17 września 2022, Scena/Atelier Teatru A Part, Katowice;
– 25 września 2022, Klub ŻAK, Gdańsk (Gdański Festiwal Tańca);
– 13 listopada 2022, Scena/Atelier Teatru A Part, Katowice;
– 8 stycznia 2023, Scena/Atelier Teatru A Part, Katowice;
– 11 stycznia 2023, Teatr KTO, Kraków;
– 30 kwietnia 2023, Zdrojowy Teatr Animacji, Jelenia Góra (Festiwal Teatrów i Kultury Awangardowej Pestka);
– 25 maja 2023, Csiky Gergely Hungarian State Theatre, Timișoara, Rumunia (Euroregional Theatre Festival TESZT);
– 25 lipca 2023, Mikis Theodorakis Theatre, Chania, Kreta, Grecja (Dance Days Chania);
– 13 sierpnia 2023, Teatro Raul Flores Canelo (CENART), Meksyk, Meksyk (International Contemporary Dance Festival of Mexico City FIDCDMX);
– 26, 27 września 2023, Casa de Teatro, Santo Domingo, Dominikana (International Contemporary Dance Festival EDANCO);
– 10, 11 lutego 2024, Scena/Atelier Teatru A Part, Katowice;
– 17 marca 2024, Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia, Instytut Grotowskiego, Wrocław (Szczeliny. Kobiety w Sztukach Performatywnych);
– 28 kwietnia 2024, Venuše ve Švehlovce, Praga, Czechy (Venušiny Dny Festival);
– 7 października 2024, Miejskie Centrum Kultury, Bydgoszcz (Międzynarodowy Festiwal Teatralny SYTUACJE/RELACJE);
– 13 października 2024, Teatro Studio, Rovigo (VISIONI);
– 11, 12 kwietnia 2025, Scena/Atelier Teatru A Part, Katowice
Współfinansowano ze środków Samorządu Województwa Śląskiego.

Projekt nagrodzony w konkursie TEATROGRANTY 2021, organizowanym przez Katowice Miasto Ogrodów.

Spektakl otrzymał nagrodę „Slobodan Milatović” za najlepszą reżyserię podczas Międzynarodowego Festiwalu Teatru Alternatywnego FIAT w Podgoricy w Czarnogórze.
Fotograficzny zestaw dokumentacyjny spektaklu, wykonany przez Grzegorza Krzysztofika, znalazł się w finale Konkursu Fotografii Teatralnej 2022 Instytutu Teatralnego w Warszawie.



RECENZJE
Wille misteriów
„‚Four More” Teatru A Part, jak nazwa spektaklu wskazuje, rozszerzyło „Czwórkę” z 2018 (zrealizowaną z Teatrem Amereya) o nowe układy, choreografię i pomysły wizualne. Marcin Herich zbadał nowe symbole i znaczenia związane z liczbą cztery (dodał chiński dialekt, Talmud i Albrechta Dürera), ale oczywiście był to tylko pretekst do stworzenia autonomicznego, kameralnego widowiska, w którym – oczywiście – łączyły się ze sobą wątki (i wiązki) antyczne i współczesne, ciało jako holistyczna całość i ciało jako przedmiot walki, światło i gra cieni. Wizualnie „Four More” dzięki bardzo umiejętnej pracy światłem i świetnym pomysłom, był arcydzielny (nie boję się użyć tego słowa). Choreograficznie – również zbliżał się do ideału. Absolutnie nie zwracałem uwagi na ‚metafizykę’ liczby cztery, konotacje i odniesienia kulturowe, moje zmysły „zajęte” były wyłącznie przeżywaniem i przyjemnością z tego płynącą – myślę o takiej przyjemności, która płynie z uczestnictwa w misterium. Zaiste, był to bezsłowny ciąg kompozycji, następujących po sobie niczym ruchome slajdy, chociaż kolejność nie miała tu chyba większego znaczenia. Historie ciała nie biegną linearnie.
Radosław Kobierski, miasto-ogrodow.eu, 06.2022
Używanie ciała lub gdy pojawia się wstyd
Spektakl taneczny z elementami teatru fizycznego i dramatycznego „Four More” zajmuje się przede wszystkim ciałem, wykorzystaniem ciała, odsłanianiem i obnażaniem duszy. To wyjątkowe wizualno-taneczne doświadczenie przynoszą na scenę Alina Bachara, Katarzyna Gogacz, Karolina Wosz i Marta Zielonka.
Spektakl rozpoczynają cztery postacie kobiece w baletowych spódniczkach, stojące przed czterema konstrukcjami przypominającymi drzwi, w maskach na twarzach, poruszające się jak roboty, które przypominają lalki, baletnice w pozytywkach. Balerina, stereotyp – marzenie każdej dziewczyny i kobieta-lalka – marzenie każdego mężczyzny. Uprzedzenie. Stereotypy.
Zaraz potem te cztery ciała pojawiają się nagie, bez masek, a symbole po prostu przepływają przez losowy ciąg skojarzeń. Wykonawczynie są cały czas nagie. Nagość ciała symbolizuje bezbronność artysty wobec publiczności. Co się dzieje, gdy opadają maski, czy mamy odwagę być nadzy wobec rzeczywistości?
Niedługo potem zdajemy sobie sprawę, że poprzez fizyczną ekspozycję został unaoczniony wstyd. Wstyd, który ogranicza się głównie do kobiecego ciała. Z powodu seksualności, która „zagraża” mężczyznom, z powodu ciała, które nie jest wystarczająco piękne, wystarczająco młode, wystarczająco doskonałe, z powodu wstydu jako takiego, którego źródło i pochodzenie odnajdujemy w świętych księgach sprzed wieków.
Poprzez asynchroniczne ruchy symulujące zarówno konflikt, zabawę, jak i rutynę życia, cztery nagie ciała przed nami pokazują nam pragnienie uwolnienia się od wstydu, od konwencji, od sztucznych norm współczesnego, męskiego świata. Spektakl, który porusza problem, o którym nie myślimy, gdy mówimy o wyobcowaniu, bo zawsze skupiamy się na tym, co duchowe.
A co z fizycznością, przyziemnością, materiałem, który jest nam dany? Jak i kiedy staliśmy się wyobcowani z własnego ciała, takiego, jakim jest? Kiedy pod wpływem norm konsumenckich przestaliśmy kochać siebie w swojej pierwotnej postaci? Jak ujrzeć się na nowo w swoim pięknie?
Gdy na koniec widzimy cztery kobiety w czarnych sukniach, krzyczące przez okna pociągu zwanego życiem (a może to w ogóle śmierć), uświadamiamy sobie, jak bardzo tkwimy w pułapce i jak bardzo nasz konformizm, a raczej niewolnictwo wobec norm ograniczających naszą fizyczności wpływa na naszą mentalną, duchową i ogólnie na naszą ścieżkę życia.
Stela Mišković, Portal Analitika (portalanalitika.me), 09.2022
Taniec emocji, ciał i czystej energii
Fantastyczna reżyseria Marcina Hericha oraz taniec emocji, ciał i energii czterech dziewczyn zafascynowały wczoraj wieczorem publiczność Międzynarodowego Festiwalu Teatru Alternatywnego FIAT. Spektakl „Four More” polskiego Teatru A Part obnażył nie tylko ciała aktorek, tancerek, baletnic i przede wszystkim kobiet, ale obnażył również publiczność przed samą sobą.
Ten fizyczno-wizualny spektakl teatralny to seria kompozycji scenicznych przeznaczonych specjalnie dla konkretnych performerek i ich ciał oraz przestrzeni, w której się znajdują, dźwięku i światła, z którym grają i które z nimi gra. Każdy ruch, dźwięk, wyraz twarzy i spojrzenie są pełne symboliki, a spektakl nieustannie przesuwa granice komfortu i oczekiwań, doprowadzając tym samym widzów do łez, dreszczy, radości, budząc tłumioną siłę i uczucia.
Cała czwórka: Alina Bachara, Katarzyna Gogacz, Karolina Wosz, Marta Zielonka, na początku spektaklu w baletowych spódniczkach i odwrócone plecami do publiczności, ulegają dalszej przemianie wsłuchując się we własne, ale też widzów emocje i energię, okoliczności, w których egzystują. Po zdjęciu białych tiulowych spódnic, ich nagie ciała pomalowane cieniami i światłem opowiadają przejmujące historie, wykrzykują pożądanie i walkę, którą nieustannie toczą: o siebie, w sobie, o innych, stawiając czoła wyzwaniam, które świat stawia przed nimi na scenie.
Polski zespół stworzył intymny spektakl przed publicznością FIAT, która śledziła i oddychała ciszą, westchnieniami, niepokojem, ale także stanowczością i wolą, jaką dyktował ruch tancerek, a one również czuły energię publiczności i wykorzystywały ją, wnosiły do swojego występu i ożywiały swoim występem.
Dziewczyny na scenie były tak emocjonalnie, rytmicznie i zrównoważone, ale także niezależne i wolne, że doskonale się uzupełniały, jak klocki Lego albo jak puzzle, albo jak przeciwne bieguny magnesu.
W spektaklu rozpoznać można różne motywy i tematy, od intymnych po globalne, co potwierdziły same aktorki po występie, zaznaczając, że opowiadane na scenie historie łączą się z szeregiem aktualnych wydarzeń, ale też ich osobistych doświadczeń…. Od tematu kobiet i akceptacji swojego ciała, przy dzisiejszych nonsensownych standardach urody i rywalizacji, aby wyglądać tak samo. Przez lokalne problemy w ich społeczności, jak ograniczenie prawa do aborcji, a tym samym prawa do posiadania własnego ciała i życia. Dalej przez historyczną walkę i (r)ewolucję kobiet, aż po globalne i aktualne problemy, jak koronawirus, wojna na Ukrainie, czas dla siebie, radzenie sobie ze sobą, rodzicielstwo, radzenie sobie ze stratą i wiele innych. Różne trudne lub zaniedbane kwestie i tematy zostały opowiedziane bez jednego słowa, prostym językiem ciała i emocji, które pokazują całą złożoność i filozofię świata i życia, od początku do dziś i w przyszłości, przed którą zdają się nas ostrzegać twórcy pod koniec sztuki.
W całym przedstawieniu różne symbole przeplatają się w widzu, a cztery kobiety zmysłowo i bojowo pokazują całe piękno swoich doskonale niedoskonałych i w tym sensie doskonałych ciał, siłę, którą posiadają i która jest pierwotną siłą natury i życia, które są wieczne.
Przy dźwiękach dzikiej przyrody, można by rzec dżungli, ta czwórka, niczym Amazonki na scenie, poszukuje siebie, podczas gdy życie toczy się, a inni często podejmują za nie decyzje. Ale odmawiają podporządkowania się i walczą. Walczą, aby poznać i zaakceptować siebie, zjednoczyć się ze swoim ciałem i poczuć, kim są, jakie mają możliwości i opcje. A my, zasiadający na widowni zastanawiamy się, co uczynić ze swoim życiem.
W niektórych momentach spektaklu jak błyskawica pojawiają się symbole i znaczenia liczby cztery. Cztery podstawowe żywioły – woda, powietrze, ziemia, ogień. Cztery pory roku. Być może cztery okresy życia. Pojawiają się pytania: kto, co, gdzie, jak. I tak dochodzimy do filozofii tego, co na górze, co na dole, co przed i po – że są czterech wymiary świata, a dalej, że według Stoików dusza doświadcza czterech rodzajów emocji: pożądania, radości, strachu i smutku…. I tego wszystkiego doświadczyliśmy wczoraj wieczorem w dużej sali Centrum Kultury i Informacji Budo Tomović w Podgoricy.
Utwór trwa nieco mniej niż godzinę i w tym czasie rozpoczyna erupcję licznych interpretacji i identyfikacji. Szczególnie ważne jest to, aby podkreślić, że chociaż performerki są całkowicie nagie, w żadnym momencie tańca, gry aktorskiej, krzyku czy katharsis nie pojawiają się konotacje o charakterze czysto seksualnym, nie dochodzi do uprzedmiotowienia, nie ma śladu wulgarności, powierzchowności ani niczego podobnego, ale wręcz przeciwnie, otwierają się głębokie wewnętrzne pytania, dylematy, pomysły….
I tak obserwujemy bohaterki spektaklu od początkowego tańca małych dziewczynek w czystych białych spódniczkach, poprzez krzyk o zdobycie własnych praw i wolności, przez scenę, gdy wiązki światła skierowane bezpośrednio na ich brzuchy nawiązują do narodzin i życia, aż po dumne noszenie na szyjach futer z lisów, które zostają następnie symbolicznie porzucone u stóp w rytuale ofiarnym. Na końcu mocne czerwone światło zdaje się pokazywać, że rasa ludzka zmierza do piekła lub zniszczenia, o czym świadczy ostatnie spojrzenie kobiet skierowane ku publiczności. Pełne urazy, rozczarowania, może nawet obrzydzenia, ale także smutku, a potem dumy, ponieważ wszystko, co wydarzyło się wcześniej może być wielkim namiętnym zwycięstwem, choć okupionym krwią. To, co widz ujrzy w tych spojrzeniach zależy od tego, co poczuje.
Jelena Kontić, VIJESTI, 09.2022
Po wrześniowej odsłonie Gdańskiego Festiwalu Tańca
„Four More” to ciąg bardzo przemyślanych estetycznie obrazo-scen tworzących nielinearną opowieść o złożoności znaczenia liczby cztery. Opowiadają ją nagie lub tylko ozdobione elementami kostiumu ciała czterech performerek (Aliny Bachary, Katarzyny Gogacz, Karoliny Wosz, Marty Zielonki), światło, cienie, lampy, dźwięk oraz cztery prostokątne połyskujące plansze wiszące z tyłu sceny.
Tetrafobia to termin opisujący strach przed liczbą cztery, szczególnie rozpowszechniony w kulturze Dalekiego Wschodu. Bierze się z podobieństwa brzmienia słów „cztery” oraz „śmierć”. Twórcy spektaklu od początku zarażają widzów tym stanem niepokoju i podtrzymują go do samego końca. Na scenie czekają na nas ubrane jedynie w tutu kobiety. Jeszcze przez moment moglibyśmy mieć złudzenie, że to tancerki Degasa, jednak kiedy zaczynają się niezgrabnie poruszać, na ich twarzach dostrzegamy białe maski z określonym na stałe wyrazem twarzy. Innym obrazem, zbliżoną konfiguracją ciał, reżyser nawiązuje do ryciny Albrechta Dürera „Cztery nagie kobiety” – pełnej niepokoju, z tytułowymi bohaterkami przedstawionymi z czaszką, kością i diabłem w tle. Wreszcie w jednej z końcowych scen performerki przyozdabiają swoje ciała futrami martwych zwierząt (jenotów?), wdzięcząc się przy tym, jakby sądziły, że ze śmiercią im do twarzy. Atmosferę grozy podsyca muzyka pełna niepokojących odgłosów, ludzkich i zwierzęcych, kierujących naszą wyobraźnię na nieprzyjemne tory.
Nagość performerek zbliża nas do nich, wywołuje w nas poczucie namacalności ich ciał, bezpośredniości, szczerości. Namacalności, kiedy kobiety w zbiorowej scenie wykorzystującej pracę w kontakcie dotykają się nawzajem, przylegają do siebie skóra do skóry, pokazują nam jej plastyczność, podatność na rozciąganie, naciąganie, deformację, ale też wrażliwość na bodźce. Bezpośredniości, kiedy w ciekawej scenie opartej na grze światła i cienia, na prostokątnych planszach pojawiają się dziwaczne kształty – cienie rąk performerek: przepoczwarzające się, przerażające istoty wydobywające się wprost z brzuchów kobiet. Nie z fałd ubrań, tylko jakby z pęknięć w ich skórze. Wreszcie szczerości, kiedy te nagie ciała stoją, działają lub po prostu są dla nas na tle odbijających światło ekranów wydobywających niemal wszystkie ich detale.
Światło jest mocnym punktem tego spektaklu. Twórcy nie sygnalizują jego korelacji z jakimkolwiek znaczeniem liczby cztery, a jednak bardzo się na nim skoncentrowali. Właściwie odnosi się wrażenie, że jest ono piątą postacią, scenicznym partnerem kobiet. To światło wydobywa dla nas znaczenia ukryte w przedstawieniu. Świetnie współpracuje z połyskującymi planszami tworzącymi tło dla działań performerek. Precyzyjnie oddziela od siebie strefy jasne i ciemne, tworząc świetlne korytarze dla tego, co ma zostać zobaczone, i miejsca zacienione dla tego, co powinno pozostać w ukryciu. Odchodzi i przychodzi, jak delikatna poświata kołyszących się pod sufitem lamp, w promieniach których próbują zagrzać się kobiety.
Natalia Szafrankiewicz, taniecpolska.pl, 10.2022
Arcydzieło
Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się śniło waszym filozofom. Bo nie zawsze jest tak, że język wypowie wszystko co pomyśli głowa… Dlatego Marcin Herich wraz z czterema aktorkami próbuje sięgnąć gwiazd – opowiedzieć nieopowiadalne. Dać jednym przedstawieniem każdemu obecnemu na widowni widzowi jego własną, inną, indywidualną opowieść. Cztery aktorki kładą w imię takiego wyzwania na szali swoje ciała. Przeciwstawiają je blachom – ekranom. Właściwie przeciwstawiają cienie swych ciał. Jakbyśmy na chwilkę zstąpili do jaskini Platona i doświadczyli kruchości oraz nikłości życia – cienia narodzin. Z drugiej zaś strony cztery kobiety żyją na scenie, zdaje się, tylko dzięki światłu… Czasami prężą się w samczych pozach jakby popadały w chwilowe stany pewności siebie, by po chwili znów stać się kruche i goniące za światłem. Czasami schodzimy jakby do piekła Dantego, a udrękom nie ma końca. Jakże piękne byłoby wydanie „Boskiej komedii” z ilustracjami/zdjęciami arcydzieła Teatru A Part! W tym piekle świetlnym słychać donośny i straszny krzyk kobiety. Ciała próbują bezskutecznie przebić owe surowe metalowe bariery. Delikatnemu, jednorazowemu, cudownemu człowiekowi przeciwstawia się jego własne dzieło. Nie pomagają zbroje sukienek.
Są artyści, którzy za każdym razem chcą skończyć sztukę, wypowiedzieć świat/człowieka do końca. I to jest właśnie ten przypadek: w „Four More” nie ma oszustwa teatru. Nie ma udawania i aktorstwa. Ciało ludzkie jest niepewne, jest drżące i kruche, ale jest wszystkim. Widzieliśmy teatr trudny ale piękny, totalny, szczery i czysty – udaną próbę powiedzenia wszystkiego. Arcydzieło.
Ryszard Grzywacz, facebook.com/PestkaFestival, 05.2023
Joanna Marcinkowska, Dziennik Teatralny, 05.2023
Ludzki ogród i polowanie na czarownice
Na szczęście na tegorocznym festiwalu TESZT nie zabrakło również niewygodnych spektakli, które wypchnęły widzów poza ich strefę komfortu
„Four More” katowickiego Teatr A Part pozostawia widzowi swobodę interpretacji. Kreacja ta, złożona z fragmentów, serii krótkich scenicznych etiud ruchowych dla czterech performerek, przeznaczona jest dla widzów powyżej 18 roku życia, ponieważ zawiera nagość. Spektakl ma radykalny, mroczny ton, z przemysłowym miastem w tle. To także pomnik, hołd złożony „czarownicom”, kobietom, które nie chcą zaakceptować narzuconych im ról i które w ten czy inny sposób zostają za to ukarane, skonfrontowane z presją i oczekiwaniami otaczającego je świata. I ostatecznie z samymi sobą.
Kreacja jest drugą częścią kwadryptyku „4” reżysera Marcina Hericha. Inspiracją dla przedstawienia stała się jedna z najsłynniejszych akwafort Albrechta Dürera „Cztery nagie kobiety”, przedstawiająca cztery kobiety stojące w ciasnym pomieszczeniu – być może w korytarzu łaźni – w różnych pozach, zwrócone do siebie, wpatrzone w nicość.
Ciemną i pustą scenę wypełnia obecność czterech kobiet, które na pierwszy rzut oka wydają się mieć ze sobą niewiele wspólnego. Zza czterech podwieszonych metalowych płyt performerki wyłaniają się ubrane w sukienki tutu, z pomalowanymi twarzami, naśladując choreografię baletową do fragmentu „Jeziora Łabędziego” Czajkowskiego. Jest to groteskowa i przerażająca scena, ale wraz z intensyfikacją światła ich cienie pojawiają się na wiszących blachach, nabierając własnego życia, a atmosfera staje się bardziej przyjazna, na ile pozwala na to industrialna sceneria. W następnej scenie zrzucają ubrania i w tej bardziej intymnej sytuacji stają się sobie bliższe, zaczynają się odkrywać. Scena po scenie porzucają swoje zahamowania w ekstazie samopoznania, aby spektakularnie upaść, ponieść porażkę. W pewnym momencie miotają się w chwiejnym świetle zwisających na sznurkach żarówek, jak ćmy, które nie znalazły tego, czego się spodziewały, w innej scenie wyłaniają się z ciemności z obrożami z lisów na szyjach, uwolnione od swoich cieni, wykonując rytualny taniec, aż ich wyrafinowane ruchy stają się desperackimi, wściekłymi wirami. Cztery kobiety magicznie poruszają żywiołami wokół siebie jak czarownice i są w stanie zharmonizować się z zachodzącymi wokół zmianami. Ich wątpliwości, skrajności i wrażliwość ujawniają ich prawdziwe ja. W końcu ubierają się, zakładają czarne stroje ergo stają się własnymi cieniami, a na scenę zamiast kurtyny opada pustka.
Podział na cztery jest wszechobecny w spektaklu, w oświetleniu, w scenografii, w rytmie. To punkt wyjścia dla każdego działania. Nawiasem mówiąc, symbol liczby „cztery” jest jednym z najpotężniejszych symboli w literaturze. Według Junga „cztery” symbolizuje świat rozdarty na przeciwieństwa, ludzką egzystencję związaną z czterema żywiołami, naturą. W tym oczywiście śmiercią. W symbolikę liczby cztery wpisuje się również krzyż, którego artykulacja pozioma i pionowa symbolizuje całość, zaś cztery ramiona wskazują na wszystkie strony świata. Krzyż jest najbardziej solidną ze struktur, symbolem statycznej całości. I każdy ma swój własny.
Artner Szilvia Sisso, szinhaz.net, 06.2023
Duchy w teatrze
Ambicje sięgania do głębi miał też z pewnością „Four More” Teatru A Part w reżyserii Marcina Hericha. Cztery nagie kobiety na scenie w towarzystwie piątego aktora, którym jest światło. To, jak wiadomo, ryzykowana gra. Ale ta gra ludzkiego ciała-kostiumu ze światłem okazała się zwycięska dla Teatru A Part. Niełatwo jest przy zastosowaniu takich środków wypracować dramaturgię i faktycznie stworzyć opowieść – o człowieku po prostu, o jego uwikłaniu w przeplatające się siły natury, kultury, konwenansu, norm społecznych i przede wszystkim uwikłanego we własne człowieczeństwo.
Jędrzej Soliński, „Odra” nr 7/8 2023
Dance Days Chania 2023: Świadome Ciało
Cztery kobiety ubrane jedynie w krótkie tutu siedzą tyłem do publiczności i wpatrują się w cztery wiszące metalowe panele tworzące scenografię. Ich strój nawiązuje do pierwszej sceny spektaklu: przy dźwiękach delikatnej muzyki fortepianowej wykonują amatorskie kroki baletowe, z twarzami zakrytymi maskami przesadnego baletowego wyrazu wysokich brwi, szerokich oczu i lekko rozchylonych ust. W kolejnych scenach całkowicie nagie kobiety ucieleśniają różne abstrakcyjne narracje, które wydają się być studiami nad kobiecością i kobiecym ciałem. Oświetlenie, często ciepłe i frontalne, czasem czerwone, odsłania ciała w stanie surowym, bez zamiaru upiększania, dając poczucie człowieczeństwa i kruchości.
Stella Mastorosteriou, Ariadne Mikou, Springback Magazine, 09.2023
Ciałość
W „Four More” narracja wytwarzana przez ciało jest subtelnie dopełniana przez inne teatralne znaki, tworząc efekt symboliczny i dosłownie bardzo plastyczny. Autorzy wskazują na inspirację linorytem Albrechta Dürera „Cztery czarownice”, dodałabym do tego „baletowe” dzieła Degasa, a to wszystko w oprawie scenograficznej wykorzystującej zimny połysk blaszanych płyt i ich metaliczne drgania. Plastyczność, czy nawet poetyckość „Four Morę” zasadza się w dużej mierze na efekcie igrania z fakturami, nastrojami i przemyślanym wykorzystaniu oświetlenia: delikatne, półnagie kobiece ciała, tiul baletowych spódniczek i miękkie cienie zderzają się z ciemnością, elektroniczną, transową muzyką i wibracją metalu. Partytura ruchu scenicznego, choć rozluźniona i niepodporządkowana przejrzystej narracji, tworzy opowieść o wzrastaniu w kobiecości i przybieraniu społecznie usankcjonowanych ról: od seksualności kochanki, po mityczne znaczenie matki-Gai. Spektakl jest chyba najpełniejszą egzemplifikacją założeń cyklu „Szczeliny. Kobiety w sztukach performatywnych”, afirmacją i celebracją, a jednocześnie krytycznym spojrzeniem na pojęcie kobiecości, silnie eksponującym jego genderowy wymiar: ciała tancerek, to, co widzialne i zewnętrzne jest przecież ultrakobiece, ale jednocześnie charakteryzuje się wewnętrzną siłą i świadomością istnienia tych społecznie usankcjonowanych ról.
Justyna Kowal, „Didaskalia. Gazeta Teatralna” nr 180, 2024
Four More – ciała kobiet ubrane w światło
Co to znaczy być kobietą? Jak postrzegamy kobiety? A jak siebie postrzegają? W ramach tegorocznej, 9. edycji praskiego festiwalu teatralnego Dni Wenus, poświęconego kobiecemu teatrowi autorskiemu, zaprezentowała się polska grupa teatralna Teatr A Part. Podczas czeskiej premiery cztery performerki zaprezentowały spektakl „Four More”, list miłosny o kobiecości i słodko-gorzki komentarz na temat tego, jak dzisiejsze społeczeństwo postrzega (nie tak) kruchą płeć.
To „pas de quatre” to nie tylko koncert taneczny na cztery ciała, ale dosłownie oda do ciała. W kolejności drugi z tryptyku dotychczasowych projektów teatralnych pod kierunkiem artystycznym Marcina Hericha, balansuje na granicy spektaklu teatralnego, medytacji i rytuału oczyszczenia. Na oczach widzów cztery performerki w serii krótszych i dłuższych obrazów scenicznych prezentują swoją fizyczność w przestrzeni i czasie, w którym kobiece ciało jest jednocześnie obiektem pożądania, pretekstem do uprzedzeń i narzędziem manipulacji.
Motyw manipulacji, czyli relacji pomiędzy kontrolującym i kontrolowanym, jest kluczową koncepcją tej wyjątkowej gry światła, cieni i dźwięków otoczenia. Już wstępna sekwencja baletowa do melodii „Jeziora Łabędziego” Czajkowskiego przywołuje atmosferę dziwnego teatru lalek. Nie do końca wiadomo, kto tu tak naprawdę pociąga za sznurki: performerki ubrane jedynie w wykrochmaloną spódnicę i neutralną brechtowską maskę podczas rutynowego wykonywania piruetów, arabesek i wielkich plié sprawiają wrażenie zasznurowanych aż do konwulsji – i to jest udany punkt wyjścia z dramaturgicznego punktu widzenia. Gdy tylko odłożą na bok swoje anonimowe uniformy i bez słowa staną przed publicznością jedynie w stroju Wenus, ich indywidualność, obejmująca różne somatotypy i rysy twarzy, tym bardziej uwydatnia się. Cała koncepcja spektaklu opiera się na ich fizycznym kontraście i kruchości relacji pomiędzy ich ciałami. Relacje władzy między nimi zmieniają się w trakcie przedstawienia, performerki łączą się ze sobą i ponownie rozłączają, trzymają się mocno i nagle puszczają, raz się wspierają, raz odpychają. Poprzez zadziwiająco szeroką gamę interakcji odkrywają, jak przerażająco łatwo jest zdobyć władzę nad drugą osobą. A właściwie nad drugim.
Choreografia nie narzuca bohaterom żadnego określonego stylu, z wyjątkiem początkowego fragmentu utrzymanego w baletowym tonie. Zamiast tego opiera się na możliwościach ruchowych każdego ludzkiego ciała, niezależnie od doświadczenia tanecznego, wieku, kondycji fizycznej czy ogólnej wielkości ciała. W sekwencjach tanecznych można dostrzec elementy współczesności, nogi i ramiona unoszą się w eterze z intuicyjną swobodą, gdyż tancerze dają się ponieść impulsom własnego ciała: stojąc, siedząc i leżąc, badają, w jakich pozycjach się znajdują. Każdy indywidualny ruch – ciała i umysłu – wydaje się być dla nich pewnym zaskoczeniem, ponownym odkryciem własnego repertuaru ruchowego. Czasem są zajęci sobą, czasem synchronizują się w sposób nieplanowany, jakby istniało między nimi niewypowiedziane porozumienie. To z pewnością nie przypadek, że niektóre rozwiązania przestrzenne nawiązują do tańców ludowych, poruszanie się po okręgu czy rytmiczne klepanie po udach stwarza wrażenie zwartej, czteroosobowej wspólnoty. Jednocześnie widza trzyma w napięciu przemyślany kontrast pomiędzy etapami spoczynku, graniczącymi ze sztywnością, a maniakalną powtarzalnością prostych, często gwałtownych ruchów (przewracanie się z boku na bok, przetaczanie się do przodu, skakanie, leżenie na ziemi, uderzanie w metalową płytkę). Szczególnie po szybszych fragmentach niezbędne są kolejne chwile absolutnego spokoju, nierówny oddech i widoczne napięcie mięśni zdyszanych performerek same w sobie stają się kluczowym elementem choreograficznym. Prostotę ruchów podkreślają czyste linie i ścisła symetria poszczególnych czteroosobowych grup, które w trakcie spektaklu płynnie przechodzą jedne w drugie: motywy stania w tłumie lub szeregu, ruchu po okręgu i wielopoziomowej statyki pozy powtarzane są w różnych wariantach i z każdą kolejną iteracją zyskują na sile. Celem jest naturalna harmonia (lub starannie zaplanowany sprzeciw), a nie doskonała koordynacja.
Największą siłą spektaklu jest właśnie intensywność poszczególnych hipnotycznych scen, dramaturgicznie skomponowanych w taki sposób, że każdy element audiowizualny sam w sobie zaciera granice pomiędzy rzeczywistością a iluzją, czy też pomiędzy estetyzacją a seksualizacją kobiecych kształtów. Czasami to jest jak patrzenie przez dziurkę od klucza. I o to właśnie chodzi. Tancerze sami od czasu do czasu utrzymują kontakt wzrokowy z publicznością, a ich spojrzenie to jedna wielka zagadka: rzucają wyzwanie, prowokują, czy po prostu biernie się przyglądają? Ich niezmienna, enigmatyczna ekspresja za każdym razem, gdy łamana jest wyimaginowana czwarta ściana, powoduje dyskomfort, a przynajmniej rodzi wiele niewygodnych pytań o uprzedmiotowienie seksualne i ideały piękna. Granie z tym, co uważa się za zmysłowe w ludzkim ciele – a przede wszystkim w jakim kontekście – w połączeniu z nagością performerek, powoduje, że widz nieustannie oscyluje pomiędzy fascynacją tym, co widzi, a własnym poczuciem niezręczności: jak interpretować poszczególne poruszające się martwe natury bez popadania w zwykłe podglądactwo? Nagość na scenie nie jest niczym rewolucyjnym. W rzeczywistości jest to ucieleśniony paradoks, wywołujący poczucie bezbronności, a jednocześnie niezmierzonej mocy, jaką posiada ludzkie ciało. „Four More” stawia na tę dwoistość – i jest to udany zakład.
Jeśli chodzi o koncepcję scenograficzną, twórcy wykorzystują absolutne minimum środków, aby osiągnąć maksymalny efekt. Scena składa się z czterech metalowych płyt podwieszonych do sufitu, ostrego światła czterech żarówek, czerwonych tonów otoczenia i reflektorów zainstalowanych blisko ziemi. Monochromatyczna paleta barw gwarantuje narracyjną jedność, zamiast klarownej fabuły sprytnie preferuje się cykl obrazotwórczy, co znajduje odzwierciedlenie także w choreografii. Szczególnie dynamiczniejsze pasaże przywołują atmosferę „Nocy Walpurgi”, natomiast w sekwencjach wolniejszych klaustrofobiczna przestrzeń nagich ścian Wenus w Szvehlovce pogrąża się w renesansowym światłocieniu.
Twórcy spektaklu nie zaprzeczają inspiracji malarstwem. Już pierwsza scena w baletowym stroju przywodzi na myśl pastelowe tancerki Edgara Degasa swoją żartobliwą niewinnością, choć wydaje się, że dzięki swojej ironicznej grotesce wypadły raczej z panoptykonu Hieronima Boscha. Uznanym odniesieniem i jednocześnie punktem wyjścia do powstania spektaklu jest obraz Albrechta Dürera „Cztery nagie kobiety” zwany także „Cztery czarownice”. Rzeczywiście jest coś rytualnego, instynktownego, czasem nawet zwierzęcego w połączeniu półmroku przypominającego czerwony blask trzaskającego ognia z odbiciami nagiej skóry i rytmicznym oddechem. Kiedy na jednej z ostatnich miniatur scenicznych performerki pozują na stojąco lub leżąco w lisich futrach, koncepcja śmierci natury wydaje się nabierać zupełnie nowego znaczenia w industrialnej scenerii. Nie tylko scenograficznie, ale i dźwiękowo jest minimalistycznie. Ogłuszające syntetyczne przerywniki, czasem ambientowe dźwięki lasu, a przede wszystkim długie fragmenty ciszy dodają kolorytu akcji scenicznej lub uzupełniają ją w kontrapunkcie. Najbardziej wymowny jest wtedy brak dźwięku zewnętrznego. Dominującym składnikiem muzycznym jest tu znowu fizyczność. Ocieranie się ciałem o ciało, nagłe okrzyki, półgłośne szepty, sapanie, wdechy i wydechy, wszystko to potęguje w widzu intensywne uczucie memento mori. Wydaje się, że performerki stają się coraz bardziej odczłowieczone. Ich ciała zdają się stopniowo łączyć z otaczającą je „naturą”. Pod tym względem w jednej z najbardziej efektownych scen tancerki leżą na plecach i w stożkach reflektorów tworzą w tle makabryczną grę cieni na gołych żelaznych płytach: subtelne ruchy podbrzusza i palców tworzą złudzenie optyczne czterech nasion wyrastających jak z łona ziemi. Niesamowicie pomysłowe.
Kruchość i niezłomność, kobiecość i męskość, życie i śmierć. Społeczne oddziaływanie spektaklu, wsparte niezwykłym oddziaływaniem audiowizualnym, polega na odnalezieniu, a następnie pogodzeniu pozornych sprzeczności – scenicznych, interpretacyjnych i egzystencjalnych. Jednocześnie twórcy nie uciekają się do otwartego upolitycznienia tematu kobiecego i zaangażowania społecznego. Poruszają się ściśle w granicach performansu, co czyni ich przesłanie tym bardziej aktualnym. W kilku scenach performerki krążą wokół czterech żarówek niczym ludzkie ćmy. Same źródła światła i oświetlenie stają się symbolem celów, które dla wielu kobiet wciąż są nieosiągalne. Ale co, jeśli prawdziwym celem życia człowieka nie jest rozwój? A jeśli jest to gra przeciwieństw, którą każdy z nas nosi w sobie? Interpretacja zależy do tego, kto ogląda.
Rozálie Andělová, www.tanecniaktuality.cz, 05.2024
Zdjęcia: Maciej Dziaczko, Agnieszka Seidel-Kożuch
Otwórz galerię Zobacz wideo